RelatioNet | Forum | Yad Vashem | Jewishgen | David Efrati | MyHeritage

10.

Pożegnałyśmy się, i znowu wracałyśmy przez całą Warszawę.

Jadąc przez Stare Miasto myślałam – nie ma już tych czarnookich kobiet, o kruczoczarnych włosach, które nosiły wielkie krzyże. Nie ma Jana Galasa, nie ma handlarek, tamtych z getta i z kanałów. Nie ma Chany, Moszka i tych, co nie płacili, nie ma Polek z Dei… Nie ma bunkrów z Nalewki. Nie ma Dawida. Nie ma Pragi, Muranowa, Bonifraterskiej, Brzeskiej … Chociaż te miejsca istnieją, to już nie są TAMTE. Dawno też nie ma TAMTEGO świata – on płynie tylko w pamięci.

Utracona ojczyzna skonkretyzowana w słowach.

Zostali tylko kalecy ludzie, uwięzieni w przeszłości.



- Wiesz, TAMTA Polska ..

- Jej już nie ma na różne sposoby – powiedziała K.

Przez chwilę zastanawiałam się, czy ona też myśli o tym starym świecie, który zginął pod gruzami i o tych wszystkich z jakiegoś Auschwtizu, Bełżca, Treblinki …






Zaraz, nazajutrz tj:

Dnia Osiemnastego stycznia roku Tysiąc Dziewięćset Czterdziestego Piątego

Kiedy skwierczące miasto

Dogorywało, jak ofiarna jałowica na religijnym stosie

I tylko drgawkami kończyn świadczyło o życiu,

Które było śmiercią,

I dyszało, konając czadem spalenizny

Jak sierść całopalnego zwierzęcia;

I kiedy po drabinach dymu

Już się w niebiosa wspinała Warszawa

Aby dalekim prapokoleniom

Na wysokościach

Zaświecić kiedyś mitem astralnym,

Ognistą legendą,

A tutaj zostać wygasłym kraterem,

Kraterem wulkanu do dna wykrwawionym

Dnia Osiemnastego Stycznia roku Tysiąc Dziewięćset Czterdziestego Piątego,

Na rogu Ruin i Kresu,

Na rogu Gruzów i Śmierci

Na rogu Zwalisk i Zgrozy

Na rogu Marszałkowskiej i Jerozolimskiej,

Co padły sobie w płonące objęcia,

Żegnając się na zawsze, całując płomiennie (…)

Mogła się zjawić Niobą-Żałobą,

Furią wrzeszczącą, panią Hiobową,

Rachelą, dzieci swoje płaczącą –

I teżby jej uwierzono,

Mogła przyfrunąć wiedźmą na mietle,

Czy upiorzycą w krwawiącym świetle

Dnia zgliszczowego –

I też by jej uwierzono.

Mogła – bajeczna wielka Piotrzyca –

W patos jambiczny zestroić słowa,

Że nowy wstanie gród z rumowisk

„Na złość dufnemu sąsiadowi” –

I też by była prawdziwa.

Mogła stanąć na skrzynce wzniosłym monumentem,

Upozować się pięknie i zadeklamować :

„Per me se vanella citta dolente” –

I nikt by się nie zdziwił.

Ach, mogła wreszcie, Klio nie Klio,

Liwiusz w spódnicy

Siąść na kamieniach wymarłej stolicy

I byle gwoździem na byle cegle

Wyskrobać tytuł

„ Od założenia miasta” - - -

Ale ona inaczej ..

Założycielko! Pionierko! Muzo!

Dziś – stuk i łomot w całej Warszawie

Ku Twojej sławie!

Dziś każdy murarz, każdą nową cegłą

Pomnik Twój wznosi!

I cała Polska – paniusiu! Paniusiu! –

Wieczność twą głosi.

Woła gdański port

- sława

Wołają warsztaty łódzkie

- sława

Wołają kopalnie i huty

- sława!

Wrocław, miasto wojewódzkie

- sława! Sława!

Szczecin – miasto wojewódzkie

- sława! Sława!

Sława królowej w koronie ruin,

Której na imię po prostu: Warszawa!


*



TAMTA Warszawa?

Nie widziałam jej, ale widzę:

Łzy się toczą

Z jej – mimo wszystko – uśmiechniętych oczu …..





*




- Wiesz – zaczęłam. – Gdy skończył mówić o swoim ojcu … W oczach mignęło mu życie.



Albo to ja źle spojrzałam.





autor: Aleksandra Śmigiera

Odezwa konspiracyjnego Żydowskiego Związku Wojskowego


1943, styczeń, Warszawa (getto). – Odezwa konspiracyjnego Żydowskiego Związku Wojskowego wzywająca do czynnego oporu, wydana w getcie warszawskim.




GOTUJCIE SIĘ DO CZYNU! CZUWAJCIE!!!

Powstajemy do walki!

Jesteśmy tymi, którzy za cel stawiają sobie obudzenie narodu; Chcemy rzucić społeczeństwu naszemu hasło :

Zbudź się i walcz!

Nie trać nadziei w możliwości ratunku!

Wiedz, że ratunek leży nie w bezwolnym, jak u stada owiec, pójściu na śmierć.

Leży on w czymś znacznie wyższym : w walce !

Kto walczy o swe życie ma szansę uratowania się! Kto z góry rezygnuje z obrony – ten od razu przegrał! Tego czeka tylko haniebna śmierć w duszącej maszynie Treblinek.

Zbudź się narodzie i walcz!

Zdobądź się na czyny szaleńcze!

Precz z hańbiącym nas godzeniem się na takie powiedzenie : wszyscy skazani jesteśmy na śmierć!

Nieprawda!!!

I nam pisane jest życie! I my mamy do niego prawo!

Trza tylko umieć o nie walczyć!

To nie sztuka żyć, gdy ci to życie łaskawie darują! Sztuka żyć wtedy, gdy ci to życie chcą wyrwać.

Zbudź się narodzie i walcz o swoje życie!

Niech każda matka lwicą się stanie, broniącą swych lwiątek!

Niech żaden ojciec ze spokojem nie patrzy na śmierć swych dzieci!

Niech więcej się nie powtórzy pierwszego aktu naszej zagłady hańba!

Precz z rezygnacją i niewiarą!

Precz z niewolniczym duchem naszym!

Niech każde życie żydowskie krwią własną wróg płaci!

Niech każdy dom twierdzą się u nas stanie!

Zbudź się narodzie i walcz!!!

W walce leży twój ratunek!

Kto walczy o życie, ma możliwość uratowania się.

Powstajemy w imię walki o życie tych bezradnych mas, którym ratunek nieść chcemy. Których do czynu wzbudzić musimy! Nie o własne nasze tylko życie my walczyć chcemy. Nam ratować się wolno będzie wtedy dopiero, gdy spełnimy swój obowiązek!

Jak długo życie choćby jednego Żyda jest w niebezpieczeństwie, my czuwać i walczyć musimy!!!

Hasłem naszym:

Więcej ani jeden Żyd nie zginie w Treblinkach!

Precz ze zdrajcami narodu!

Bezwzględna walka z okupantem aż do ostatniej kropli krwi naszej!

Gotujcie się do czynu!

Czuwajcie!




Oryginał w archiwum ŻIH. Fotokopia oryginału w zbiorach W.Bartoszewskiego.



znalezione w : "TEN JEST Z OJCZYZNY MOJEJ" Władysław Bartoszewski, Zofia Lewinówna

Gloria Victis


1943, maj14, Warszawa. – Artykuł w codziennym piśmie konspiracyjnym „Nowy Dzień” o walce getta warszawskiego.




GLORIA VICTIS!

Beznadziejnie walczą ostatnie gniazda oporu. Dogorywają cowieczorne ferie świetlne. Słońce zachodzące w sztucznych chmurach daje nieoczekiwane efekty. Czy żaden malarz nie utrwalił wymowy naszych dni w cyklu obrazów : Dymy nad Warszawą?

Zbliżam się do frontu. To już raczej wielkie cmentarzysko. Tak olbrzymiej mogiły nie dała żadna żywiołowa katastrofa (…)

Cisza zbiorowego grobu. Nie słychać radosnych obwieszczeń megafonu: „wzięliśmy front muranowski”. Nie biegnie do niemieckiego sztabu ostrzegawcza krótkofalówka : „możemy się bronić dwa tygodnie!”. Spełnił się określony czas (…)

Obronić świeżo rozwalonego muru ćwiczy się kilku żołdaków w strzelaniu z pistoletu. Nie dość jeszcze wprawy ? Wszak znaleźli wspaniałe pole do popisu ? Po cóż zresztą narzędziem mordu są ręce, aby mordować! Im bezbronniejsza ofiara, tym satysfakcja większa! Wtargnąć było do szpitala, jak śmierć, pochylić nad chorym i – pozostawić trupa. Zabrać matce dziecko, to ich specjalność. Główkę o główkę – zderza się niby bilardowe kule. Móxg rozpryska się o ściany świątyni wiedzy, plami przybytek miłości bliźniego.

Obrona Nalewek przejdzie do historii obok obrony Saragossy, Alkazaru, Westerplatte, Stalingradu, każdego miejsca krwią trzymanego. Od początku była to stracona placów, pozycja skazana na zagładę, w sytuacji z punktu wojskowego paradoksalnej. Bili się więc o honor sztandaru ?

Walkę tę śledziliśmy ze zgrozą i współczucie, obserwowali etapy – uchem i wzrokiem, przez Łyny na niebie, badaliśmy znaczące jej postępy.

Pisząc pożegnanie z tą walką daję mu tytuł : Chwała zwyciężonym. Świadomie powtarzając przes Orzeszkową do powstańców 63r. zastosowaną parafrazę rzymskiego powiedzenia : Biada zwyciężonym. Chlubny ten epitet należy się może zwyciężonym, świadczą o tym zarówno walki styczniowe, jak kampania wrześniowa 39r. Sądzę, iż nie ubliżam naszym bohaterom zestawiając z nimi warszawskich męczenników. Albowiem pokonani zawsze mają prawo do pośmiertnej sławy, jeśli bronili się mężnie i odważnie. Obrońcy gtta ulegli nie tylko przeważającej sile, brutalnej przemocy napastników, lecz przeszli przez piekło okrucieństw, w którym oprawcy zastosowali wszystkie udręki, jakie człowiek człowiekowi zadać może. Legendy najbardziej o sadystycznych masakrach zdobyły nową, niepisaną dotąd kartę.

Odchodzą – w dosłownym i przenośnym znaczeniu – ofiary całopalne, lecz świat cywilizowany zachowa o nich chlubną pamięć.

„Nowy Dzień” 1943, nr 564, z 14 V.


Autorką artykuły była Aurelia Wyleżyńska.



znalezione w : "TEN JEST Z OJCZYZNY MOJEJ" Władysław Bartoszewski, Zofia Lewinówna

Emanuel Ringelblum


STOSUNKI POLSKO-ŻYDOWSKIE W CZASIE II WOJNY ŚWIATOWEJ


Możliwości robotników brania do siebie Żydów były niewielkie. Ciasne mieszkanie było najważniejszą przeszkodą przy lokowaniu Żydów. Pomimo to dużo Żydów znalazło schronienie w mieszkaniach robotniczych. Kolejarze polscy pomagali w wielu wypadkach wysiedleńcom, otwierali wagony pociągów jadących do Treblinki, dawali narzędzia do otwierania wagonów, pomagali Żydom wyskakującym z wagonów. Pewien dróżnik kolejowy uratował inżyniera żydowskiego z Częstochowy, zbiegłego z pociągu do Treblinki, który złamał przy tym rękę. (…)

Kolejarze ułatwiali Żydom przejazdy z miast do miast w okresie, kiedy Żydom zakazano jechać koleją. Tysiące Żydów dzięki pomocy kolejarzy wracało z ziem zajętych przez Niemców, a należących wcześniej do Sowietów. Kolejarze polscy byli łącznikami między poszczególnymi Miatami, informowali o położeniu w poszczególnych miastach, o akcjach przesiedleńczych, o zarządzeniach antyżydowskich itp. Kolejarzom zawdzięcza Warszawa pierwsze wiadomości o losie Żydów wysiedlonych do Treblinki. Znamy wypadki, że kolejarze polscy uświadamiali Żydów zagranicznych jadących w wagonach osobowych z bagażami do Treblinki, że Treblinka nie jest żadną kolonią rolniczą, ale mordownią hitlerowską. (…)

Żywot Polaka ukrywającego Żyda nie należy do łatwych. W kraju panuje szalony terror. Pod tym względem Polska zajmuje drugie – po Jugosławii – miejsce w Europie. Najlepszą część społeczeństwa, najszlachetniejsze i najofiarniejsze jednostki wywożą masowo do obozów koncentracyjnych lub do więzień. W kraju kwitnie szpiclostwo i denuncjatorstwo, co zawdzięczamy w dużej mierze masie prawdziwych i fałszywych folksdojczów. Na każdym kroku areszty i obławy. W pociągach nieustanne poszukiwanie broni i szmuglu, na ulicach miast – to samo. Masy ludowe są codziennie zatruwane jadem antysemityzmu z łamów prasy, przez radio itd. W tego rodzaju atmosferze niepokoju i terroru, bierności i indyferentyzmu ukrywanie Żydów w mieszkaniu, kiedy wszystko naokół sprzysięgło się przeciwko Żydom, jest przecież rzeczą bardzo trudną. Żyd w mieszkaniu inteligenta, robotnika czy człowieka z ludu to dynamit, który może w każdej chwili wybuchnąć i rozsadzić całe mieszkanie. (…)

Żyd rzadko mieszka z rodziną, zazwyczaj każdy członek rodziny mieszka gdzie indziej. Utrzymywanie kontaktów z poszczególnymi członkami rodziny należy również do zadań „aryjskiego” przyjaciela. Mieszkania żydowskie bez przerwy „palą się”. Rzadko spotkać Żyda, który by po aryjskiej stronie mieszkał dłuższy czas w jednym i tym samym mieszkaniu. Po krótkim czasie zawsze coś zaczyna się psuć. Nie wiadomo, w jaki sposób ktoś podpatrzył, że gospodarze coś ukrywają w mieszkaniu, że często przyjmują oni w kuchni zamiast w pokoju, że kupują o wiele więcej żywności niż przedtem, że zmienili tryb życia, że lepiej się ubierają … i tysiące innych drobiazgów i przypadków. Nikt jeszcze nie złożył donosu, ale coś już wisi w powietrzu, coś się czuje.


Emanuel Ringelblum



znalezione w : "TEN JEST Z OJCZYZNY MOJEJ" Władysław Bartoszewski, Zofia Lewinówna

Description of I remember



Description of I Remember

In order to understand the movie’s intentions it is essential that a detailed description of I Remember be given. The film is approximately an hour in length and solely uses black and white film. As noted before, the structure of the film revolves around four survivors’ testimonies. All of them are male and visually appear to be at least sixty-five to seventy years in age. No commentary, archival photographs or film is used. Instead the film is interlaced with footage of teenagers participating on the program “March of the Living.” “March of the Living” is an international program that brings Jewish teenagers to Poland every year on Yom Ha-Shoah, Holocaust Remembrance Day, to march from Auschwitz to Birkenau.[6] Throughout the film, as the survivors are telling their story, the camera fades from the image of the survivor to an image of a participant on “March of the Living.” Through this technique a deeper sense of story and attachment is created in reference to the aging survivor, although no other visual reference is made to his past.

The introduction to the film is approximately a minute and thirty seconds. The opening credits are very plain, white typeface on a black background. They first introduce the film as a product of Steven Spielberg and the Survivors of the Shoah Visual History Foundation and then clearly introduce Wajda’s connection to the film. The opening scene is of a group of young adults walking around the concentration camp Auschwitz while deeply contemplating and thinking. They look extremely sad and reflective. During this scene classical music is played that further invokes feelings of sorrow. The four survivors are introduced and each one briefly talks about a seemingly happy and carefree aspect of their life before the war. One of the survivors even mentions, “When I look back on it now it seems like it was a very fun time.”[7] The introduction ends with a shot of the “March of the Living” participants walking under the sign “Arbeit Macht Frei,” which translates to “Work Makes You Free,” at the entrance of the former Auschwitz concentration camp.

The film is divided into four sections; each survivor gives his testimony in full, one after the other. The first survivor to give his testimony, Leszek Allerhand, currently lives in Zakopane and is one of the few Jews who remain in Poland today. He is a gentle looking man with thin, soft, white hair. He is wearing a dark turtleneck shirt with a dark blazer and is very unimposing. Throughout his testimony a special effort is made to connect the image of his face with the face of one particular young man participating on “March of the Living.” The video of Leszek’s testimony continually transitions to momentary images of this boy. In general, Leszek’s testimony seems to focus on the universality of feelings. Leszek tells the story of how in the ghetto he fell in love with a girl, but she was hanged. As he tells this story fleeting images of a young woman, presumably the age his girlfriend was, are shown. This technique is used to make the story more relatable to a much younger generation and therefore more impacting. While talking about the loss of his girlfriend Leszek says, “Ghetto or no ghetto, Jew or non-Jew, love, feelings, desire – it’s all the same.”

Leszek then continues to tell the story of how he escaped from the ghetto with his mother and hid with his “aunt,” who was not Jewish, but actually a prostitute for the Germans. Ironically he said that hiding under her bed was the “safest place in the world,” but he was forced to leave after a German reported that his “aunt” had a venereal disease.

Interestingly, when describing himself as a child, Leszek refers to himself as “a kind of Jewish monster.” He describes himself as having “red hair, pale, skinny with frightening eyes and a long nose,” a stereotype of Jews that still remains today. He mentions this because when he left his “aunt” and was trying to hide in the non-Jewish outside world there was an instance where “Polish thugs” called him “Jew Boy” and enthusiastically turned him over to the German officers while a crowd of aggressive spectators formed around him. With luck, he and his mother were able to escape before entering the concentration camps because the group of Jews and German soldiers he was traveling with were dying and his mother was finally able to bribe the remaining German officer with her wedding ring. Having nowhere to go, they then went to the Korczak cemetery and literally hid in the graves. Leszek ends his testimony by stating “every day was a victory of survival.” His testimony ends with footage from “March of the Living” and with shrill and intense music that invokes a sense of fear.

The next survivor to speak is Stanislaw Jonas, a slightly more formal looking bald man who now lives in New York. Stanislaw’s story begins when his family escaped from an Aktion, an assembly and deportation of Jews to the concentration camps, with the help of a Jewish police officer. He speaks about how while in the ghetto all one thought about was escaping to the other side, but once outside life was even more dangerous. He says, “The worst killers in the ghetto were hunger and disease. On the Aryan side it wasn’t hunger or disease, but the people themselves.”

The family that Stanislaw and his family lived with did not know that they were Jewish, but when they found out, Stanislaw was forced to leave. Stanislaw in particular had a hard time hiding his identity because he would frequently hum Jewish songs that he learned in the ghetto. Stanislaw does not seem to have negative feelings towards the woman who forced him to leave after his identity was revealed. Instead he says understandably “she was a very decent woman, nevertheless, she was scared. So we had to leave.”

Throughout Stanislaw’s story there is a constant pattern where he hid with families who he believed cared about his well being, but ultimately, when danger increased, he was forced to leave the relative safety of these homes. A particularly emotional part of his testimony occurs when he speaks about overhearing Poles discuss that the Jews were being burned and that this was a good thing. When he repeated this to one of the Polish women he was staying with, she scolded him. At this point in the testimony, Stanislaw looks extremely sad and as if he is trying hard to hold back tears and it takes him a moment to recover from what he has just said. Stanislaw talks about how his time in hiding “was a time of intense religious feeling for me.” He was praying a lot then, not only to God, but also to Jesus. He closes by relaying the impact from his trauma of hiding. Even today, while living in America, if someone asks him whether he is a Jew, he sometimes says no.

Stanislaw’s testimony is especially powerful because of the emotion he conveys while speaking. It is difficult to watch such a formal looking man struggle so much while telling his story. Several times throughout his testimony Stanislaw must pause to collect himself before continuing. In addition, the same techniques used in the previous testimony are applied here, such as the inclusion of momentary clips of young adults and the use of powerful music.

The third survivor, David Efrati from Israel, presents a less formal air than Stanislaw. Immediately he begins using gestures and sound effects to aid the telling of his story. What is immediately noticeable from David’s testimony is how distinctly different he views himself from the Poles. When talking about Poles he continually refers to them by using the pronoun “they” and he mentions “I met a lot of Poles.” It is interesting that the Poles David keeps mentioning with distancing terms are actually many of the parents and grandparents of the Polish people viewing this film.

David’s testimony talks a lot about images of Poles, Jews, and Germans. He mentions that at one particular instance while hiding during the Holocaust he heard someone crying, but was not afraid “because a German doesn’t cry. Only a Jew cries.”His opinion towards the Poles is that the majority of them were apathetic, though there were some who were good and some who were bad.

Luckily, David encountered what he considered were good Poles. When looking for a place to hide, David ran to the house of his good Polish friend, Stasiek. Not only did Stasiek’s family take him in to their house, clean him and feed him, Stasiek’s father was hiding other Jews in a basement down the street. Sadly these Jews were discovered. Unfortunately, before they were killed the Jews informed the German authorities that Stasiek’s father was responsible for hiding them and so his father was killed as well. Despite all of this Stasiek did not throw David out. Eventually David chose to leave Stasiek’s house, but not because Stasiek forced him to.

David was fortunate to have had several positive encounters with Poles. After leaving Stasiek’s house he came in contact with a Polish woman who was especially kind to him. David dramatically managed to escape from a cattle car traveling to Treblinka before returning to the safety of Stasiek once more.

The final person on the film to give a testimony is Henryk Mandelbaum, a sweet and gentle looking man now living in Gliwice. It is almost impossible to believe that this old man was once a member of the Sonderkommando, a group of men who were forced to dispose of corpses at the gas chambers, at Auschwitz. He continually refers to his time in Auschwitz as “a real hell.” He gives detailed descriptions of how the Jews were tricked into entering the gas chambers, the killing process, and his role within the gas chambers. He also refers to the notorious rebellion of the Sonderkommando at the crematorium at Auschwitz. After the rebellion was subdued all of the Sonderkommando, including himself, were lined up and every third person was shot.

Besides the detail given to the description of his experiences in the crematorium, it is interesting how Henryk seems to mentally separate himself from the Jews and victims who were killed before him every day. Perhaps as a protection device, when talking about the Jews who were taken to the gas chambers, he refers to them as “they” and “these.” He says, “They were tired and so mistreated.” There is a deep sense of distinction between himself and these Jews, as if they were on two different levels. A sense of guilt is also inferred when Henryk mentions that he could not give them any advice that would help them escape from this hell. Clearly he is still dealing with the moral implications that came from the actions he was forced to perform.

The film concludes similarly to how it began, with images of the four survivors and the participants from “March of the Living,” while classical music is being played. An interesting and important addition though are images of Pope John Paul II looking emotionally distressed and of him at the Western Wall in Jerusalem. The film ends with a brief description of “March of the Living.”

In a press statement concerning the release of I Remember the Shoah Foundation states Wajda’s intention for the film:

He cut original footage of the famous “March of the Living” throughout the film as a symbol of hope and improved dialogue between young Jews, Poles, and Germans. Also included are clips of Pope John Paul II praying at the Western Wall in Jerusalem to underscore the director’s statement that “The film focuses on the dramatic and specific relations between Jews and Poles in Nazi-occupied Poland. An emotional story of a few people, whose experiences describe the facts, as well as the atmosphere and spirit of what happened.”

Based on this statement it is clear that Wajda, and those who contributed to the film, considered the issues that need to be confronted when creating the film. However, whether they confronted these issues strongly enough is up to individual interpretation.



text from : http://www.history.ucsb.edu/faculty/marcuse/classes/133q/samplepapers/ShoahFdnPolandRbinning05z.htm

Ci, co ratowali

ADOLF BERMAN („BOROWSKI”)

Tel Awiw



CI, CO RATOWALI

"Przy opisie martyrologii Żydów w Polsce podkreśla się nieraz cierpienia, jakich ukrywający się Żydzi doznali od polskich szantażystów i donosicieli, „granatowych” policjantów, faszystowskich chuliganów i innych mętów społecznych. Mniej się natomiast pisze o tym, że tysiące Polaków narażało swe życie udzielając pomocy Żydom. Pianę i brud na powierzchni spienionej rzeki widać łatwiej niż głęboki, podziemny, czysty nurt. Ale nur ten istniał.

Ogromną rolę w tej akcji ratowania Żydów odegrała ogólnopolska Rada Pomocy Żydom („Rada Żegoty”), która jednoczyła w akcji pomocy wszystkie niemal działające w konspiracji główne ugrupowania polskie, od lewicowych socjalistów do katoliów. Dużą rolę odegrała pomoc komunistów polskich, działaczy PPR. Znaczna część komórek pomocy organizowanych przez żydowskie organizacje podziemne, przez Żydowski Komitet Narodowy i przez Bund, to były komórki polskie. Na czele ich stali Polacy, którzy nieśli bezinteresownie ratunek: uczeni, pisarze i artyści, pracownicy polskiej opieki społecznej, robotnicy, nieraz chłopi. Byli to ludzie o różnych przekonaniach politycznych: komuniści i socjaliści, demokraci, katolicy, działacze chłopscy. Często byli to ludzie nie związani z żadnym ruchem politycznym czy id eolowym, prości, dobrzy ludzie z ludu, którzy cierpieli widząc mękę ludzką i spieszyli z pomocą z dobrego serca. Zdarzało się nawet, że czynną pomoc znajomym Żydom nieśli … antysemici. Było to zjawisko dość rzadkie, ale faktem jest, że koszmar hitlerowski i gehenna milionów Żydów wstrząsnęła sumieniem wielu Polaków nastrojonych do wojny antysemicko i zmieniła ich stosunek do Żydów.

Przyjdzie jeszcze czas na wielką Złotą Księgę Polaków, którzy w tych strasznych „czasach pogardy” podali bratnią dłoń Żydom, ratowali ich od śmierci i stali się dla żydowskiego ruchu podziemnego podnoszącym na duchu symbolem humanitaryzmu i braterstwa ludów. (…)"





znalezione w : "TEN JEST Z OJCZYZNY MOJEJ" Władysław Bartoszewski, Zofia Lewinówna

Marsz Pamięci i Nadziei

Marsz Pamięci i Nadziei

2001-05-20 16:26
Spotkania z młodymi Żydami to oznaka powrotu do normalności i Polski otwartej i przyjacielskiej, mówił abp Józef Życiński podczas spotkania z kilkusetosobową grupą Żydów i młodzieży z różnych krajów świata uczestniczących w Marszu Pamięci i Nadziei.
W spotkaniu w auli lubelskiego Seminarium Duchownego wzięli też udział młodzi mieszkańcy Lublina z Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży.

Zdaniem metropolity lubelskiego abpa Życińskiego otwarcie na dialog z Żydami jest szczególnie ważne na Lubelszczyźnie, gdzie żyło niegdyś tak wielu Żydów. "To, że przyjeżdżają dziś młodzi Żydzi jest normalnym świadectwem podtrzymywania pamięci o tamtej historii. Patologia była w okresie PRL, kiedy przyjeżdżali i samotnie szli wspominając pamięć swoich zmarłych" - mówił.

Arcybiskup wyraził nadzieję, że podobne spotkania stworzą klimat sprzyjający przekonaniu społeczeństwa żydowskiego, że tradycja bojówkarska i agresja są obce polskiej kulturze i chrześcijaństwu.

David Efrati z Instytutu Yad Vashem w Jerozolimie, który jako dziecko uciekł z warszawskiego getta i został uratowany przez polską rodzinę podkreślił, że inicjatywa Marszu Pamięci i Nadziei jest ważna nie tylko dla Polski i Izraela, ale i dla całego świata, bo sprzyja dialogowi między narodami bez żadnych uprzedzeń. „Nie ma złych narodów, są tylko źli ludzie" - powiedział Efrati.

"Tu przyjechali Niemcy, Duńczycy, Norwedzy, ludzie z USA i Kanady, także z Afryki i Azji. Chodzi o to, żeby im pokazać Polskę i historię Żydów łącznie z holokaustem. Dużo się pisze o tym na świecie, ale chcąc wiedzieć co tu się stało, trzeba zobaczyć te miejsca i usłyszeć tych, którzy przeżyli" - dodał Efrati.


text from : http://www.wprost.pl/ar/15064/Marsz-Pamieci-i-Nadziei/

60 rocznica krwawej środy w Majdanku

60 rocznica krwawej środy na Majdanku


03.11.2003/MT

W 60. rocznicę zamordowania 18 tys. Żydów, na Majdanku odsłonięto obelisk i tablicę upamiętniającą ofiary tamtej zbrodni.

W uroczystościach udział wzięli m.in. rabin Warszawy i Łodzi Michael Schudrich i biskup pomocniczy archidiecezji lubelskiej Mieczysław Cisło. Obecni też byli wojewoda lubelski Andrzej Kurowski i radca ambasady Izraela w Warszawie Beth Eden Kite.

– Jedyną winą ludzi, którzy zostali tu zamordowani, było to, że byli Żydami – mówił Dawid Efrati, były więzień obozów na Majdanku i w Trawnikach oraz jeden z pomysłodawców i fundatorów (obok Towarzystwa Opieki nad Majdankiem) pomnika, który stanął w pobliżu rowu egzekucyjnego. - Musimy też upamiętnić ludzi, którzy w czasie wojny potrafili pomagać innym, choć wiedzieli, że ryzykują własnym życiem - dodał Efrati, któremu po ucieczce z obozu pomogła polska kobieta.

3 listopada 1943 r. specjalne jednostki SS i niemieckiej policji zamordowały na Majdanku 18 tys. Żydów. Rozebrane do naga ofiary były pędzone do wykopanych wcześniej rowów. Egzekucji dokonywano przez rozstrzelanie z broni maszynowej; odgłosy strzałów i jęki ofiar miała zagłuszać odtwarzana z głośników muzyka.

Tego samego dnia Niemcy rozstrzelali jeszcze 10 tys. Żydów w obozie w Trawnikach, a dzień później kolejne 14 tys. w obozie w Poniatowej. Ofiarami akcji, określonej kryptonimem "Dożynki" (Erntefest), padło więc łącznie 42 tys. ludzi. Miał to być ostatni etap operacji "Reinhard", której celem było wymordowanie Żydów w Generalnej Gubernii.

W obozie na Majdanku w czasie niemieckiej okupacji zginęło łącznie niemal ćwierć miliona ludzi, w tym ponad 100 tys. Żydów.





text from : http://www.forum-znak.org.pl/index.php?t=wydarzenia&id=1005

Savin Jews : Polish Righteous


GALAS, Jan
GALAS, Stanislaw, son


David Efrati, having blue eyes and blond hair, lived in a close-knit family of eight children in the Jewish quarter in Warsaw, where his parents had a business with materials for shoemakers. David was sent to the Jewish school, but once punished by the teacher, he refused to continue and his parents had to move him to a Polish school, where he learned the language. The Germans made on him a very good impression, but soon he suffered from them. He started to make a living by smuggling goods and met a Polish colleague, Stanislaw Galas, called Stasiek. He had many brushes with death, but being very decisive and resourceful, when he was in utter danger and despair, he always got help from Stasiek and his family: father, Jan and his daughter Niusia. Jan was a janitor of a building where he gave refuge to six Jews with a little girl in the cellar. But as the Jews quarreled much among them, David did not want to stay any longer there and told Stasiek that either he will take him to his home or he, David, will return to the ghetto; they can kill him. And Stasiek took him home. After a few days all the Jews in that cellar were killed and Jan, Stasiek's father with them. But Jan's wife and children did not show David that they are afraid of keeping him. David traveled to many cities in order to escape Jews' enemies, be it the Germans, Lithuanians, Latvians or Ukrainians. He even jumped from a train going to Treblinka, escaped from the Trawniki camp, went to Lvov, met thieves who wanted to teach him how to steal, worked on Ukrainian peasants farms, always presenting himself as a Pole and Catholic. Finally he found a Jewish family who was happy to meet him. He lost contact with Stasiek and Niusia in 1948, when he went to Israel. He returned to Poland in 1963 and found only Niusia, ill and unhappy. He found Stasiek in Warsaw only in 1960. Niusia and her mother were not living any more. David took care of Stasiek and helped him as he could. Stasiek married and has a son. In 1984(5) Stasiek and his father got the recognition as "Righteous"





text from : http://www.savingjews.org/righteous/gv.htm

Pamiętam / I remember

2001 PAMIĘTAM


Realizacja,
Leszek Allerhand ze Lwowa mieszka teraz w Zakopanem. Stanisław Jonas z Warszawy - w Nowym Jorku, David Efrati z Warszawy - w Tel- Awiwie, a Henryk Mandelbaum - w Gliwicach. Zarejestrowane na taśmie ich wspomnienia Andrzej Wajda i Marcel Łoziński wybrali spośród wielu zgromadzonych przez Shoah Foundation Stevena Spielberga. Ilustracją do opowieści są zdjęcia nakręcone podczas Marszu Żywych, którym co roku w Oświęcimiu młodzież z całego świata oddaje hołd ofiarom Holocaustu. Tym zdjęciom, świetnie zmontowanym przez Katarzynę Maciejko-Kowalczyk, towarzyszy przejmująca muzyka Wojciecha Kilara. Dopracowany w każdym szczególe czarno-biały dokument, choć zawiera opowieści zaledwie czterech ocalałych Żydów, jest kwintesencją wojennego losu całego narodu. I przestrogą na przyszłość. Czterej mężczyźni penetrują pamięć. Sięgają do szczęśliwych chwil sprzed wojny, które są jak jasne rozbłyski światła - przez mgnienie. Potem jest cierpienie, głód, lęk, śmierć, nieustanne zagrożenie. Ludzie i hieny. Dobroć i zło. Szlachetność i podłość. Bezinteresowność i pazerność. Obojętność, przyzwolenie i walka. Męstwo i tchórzostwo. Wola życia. Siła życia. Niewytłumaczalne zbiegi okoliczności. Trzej powtarzają: pamiętam. Ostatni nie wymawia tego słowa. Był w piekle, pewnie chciałby zapomnieć. Leszek Allerhand uciekł z matką z lwowskiego getta. Przeżył kilka miesięcy w najbezpieczniejszym miejscu na świecie: pod łóżkiem szlachetnej prostytutki, świadczącej - nad jego głową - usługi Niemcom. Potem dopadli go i matkę Polacy. Wydali Niemcom. Niemiec za matczyną ślubną obrączkę darował im życie. Schronili się w grobie na Cmentarzu Łyczakowskim. Stanisław Jonas wraz matką i młodszym bratem, Andrzejkiem, uciekł z warszawskiego getta. Aryjska strona, która wydawała się wybawieniem, okazała się pełna niebezpieczeństw. Zaraz za bramą dopadli ich szamalcownicy. Potem nastąpił okres chaotycznych ucieczek z domu do domu. Dobrzy ludzie dawali schronienie, lecz ciągle znajdowali się szmalcownicy i donosiciele, więc znów trzeba było szukać kryjówki. Rany psychiczne, które wyniósł z dzieciństwa, nie zabliźniły się do końca. W pewien sposób ukrywa się do dziś. Davidowi Efratiemu w gettcie wiodło się dobrze. Szmuglował żywność z aryjskiej strony, do spółki z poznanym na bazarze Staszkiem - dziewiętnastoletnim członkiem AK. Stać go było na czekoladę i na teatr, który lubił. Przed drogą na Umschlagplatz ocaliła go matka. Uciekł z getta. Schronił się u Staszka. Narażał wszystkich, bo krzyczał przez sen. Nie wyrzucili go jednak na ulicę. Ojca Staszka zabili Niemcy za ukrywanie Żydów w piwnicy domu, w którym był dozorcą. Staszek wywiózł Davida do Białej Rawskiej. Tam cudem uniknął śmierci i znów wrócił do przyjaciela. W końcu, zmęczony uciekaniem i wiecznym zagrożeniem, z własnej woli poszedł do getta. Znalazł się w transporcie do Treblinki. Wyskoczył z pociągu. I znów zapukał do drzwi Staszka. Henryk Mandelbaum w obozie koncentracyjnym został skierowany do specjalnego komanda, które paliło zwłoki zagazowanych. Widział długie kolumny Żydów z całej Europy idące do komór. Był - bo musiał - wyrobnikiem w fabryce śmierci: doskonale zorganizowanej i najnowocześniejszej z technicznego punktu widzenia. Był w piekle, którego grozy nie jest w stanie wyrazić. Młodzi Żydzi z całego świata długą kolumną idą przez Oświęcim. Zmagają się z prawdą o Holocauście.
[www.tvp.com.pl]


text from : http://www.reporter.edu.pl/nakreceni/dokumentalisci/sylwetka_dokumentalisty_marcel_lozinski

"Jedna ziemia - dwie świątynie"

Świadectwo ocalonego z holocaustu mówi Dawid Efrati z Jerozolimy.
Urodził się w Warszawie, do Polski a także do Lublina przyjeżdża z młodzieżą izraelską. Pracuje jako wolontariusz w Yad Vashem.


Fot. Andrzej Misztal.


text and photo from : http://www.tnn.pl/rozdzial.php?idt=103&idt_r=1203&f_2t_rozdzialy_trescPage=6


"Nic tylko płakać .. "

"Nic tylko płakać

ROZMOWA O STRASZNYCH CZASACH, ROZRACHUNKU Z HISTORIĄ I TĘSKNOCIE ZA ŻYCIEM

* Ewa Czerwińska: Przed kilkoma dniami obchodziliśmy 65. rocznicę wybuchu powstania w getcie warszawskim. Zbliżał się finał holocaustu w Polsce.
Robert Kuwałek, historyk, pracownik Muzeum na Majdanku w Lublinie: Wybuch powstania w getcie warszawskim to odpowiedź na ostateczną likwidację Żydów. Hasłem powstańców było umrzeć z honorem, nie dać się wywieźć na śmierć.

To była reakcja na to, co zdarzyło się w lipcu i sierpniu 1942, kiedy to prawie 300 tysięcy warszawskich Żydów zostało przetransportowanych do obozu zagłady w Treblince. Wtedy to podziemie, które istniało w getcie, postanowiło zorganizować się i podjąć akcję obronną.

* Jest coś bezbrzeżnie tragicznego w postawie poddania się eksterminacji. Jakaś niesłychana naiwność. Niektórzy bohaterowie „Chleba rzuconego umarłym”, świetnej powieści Woydowskiego, myśleli, że z Um­schlagplatz jedzie się prosto na Madagaskar. Ten mit im pomagał trwać?

W irracjonalnych sytuacjach ludzie myślą irracjonalnie. Proszę też pamiętać, że wywożono całe rodziny. Ludzie rzeczywiście myśleli, że jadą do pracy. A po drugie, zostawali ludzie starsi, więc kto miał stawiać opór? Poza tym, do mniej więcej połowy wielkiej akcji ludzie naprawdę nie wiedzieli dokąd jadą. Myśleli, że transporty kierują się na Ukrainę, do obozów pracy. Rzeczywiście, szli jak barany na rzeź. Nawet wtedy, kiedy wracali do getta jacyś uciekinierzy z tych transportów i opowiadali, co widzieli, nie dowierzali im.

W getcie w 1943 roku zostało jakieś czterdzieści pięć tysięcy legalnych, wyselekcjonowanych do pracy w szopach – niemieckich wytwórniach – i około 20 tysiecy nielegalnych, którzy się ukrywali. To ci, którzy pozostali po akcji, ale nie mogli uprawomocnić pobytu.

* Jak wyglądało wówczas getto?

Przed kwietniem 1943 roku było podzielone – małe getto zostało wyłączone, mieszkali w nim już Polacy. Duże getto składało się z enklaw, w których były szopy, a przy nich kamienice. Pracowały – oprócz niewielkich firm metalowych, szczotkarskich i innych –dwa wielkie przedsiębiorstwa: Schulza, produkujące futra i Többensa wyrabiające konfekcję skórzaną, utylizowano tam również wszystko, co pozostawało w getcie. Obie firmy zatrudniały żydowskich robotników. Praca dawała nadzieję na przetrwanie, na życie. Do Schulza ludzie przychodzili z własnymi maszynami do szycia. Pracę się załatwiało za ciężkie pieniądze. Była też w getcie brygada, która zajmowała się czyszczeniem mieszkań.

* Mit o Madagaskarze w końcu umarł. Ludzie przestali się łudzić.

Też nie do końca. Wielka akcja trwająca od lipca 1942, również w Lublinie i innych miastach okupowanej Polski, nie we wszystkich zgasiła nadzieję. Byli tacy, do których docierały wieści o wywózkach z getta lubelskiego, ale warszawiacy myśleli: no nie, z Warszawy Niemcy nikogo nie ruszą, tak może być na prowincji, ale nie u nas! Dlatego zaskoczeniem była wielka akcja. Pierwszego dnia prezes Judenratu Czerniakow popełnił samobójstwo, bo nie chciał podpisać dokumentów na wywiezienie ludzi na śmierć. Z jego strony to był gest oporu. Spektakularny i różnie odebrany. Jedni twierdzili, że był wyrazem tchórzostwa, bo Czerniakow nie nawoływał do oporu, inni, że właśnie było to bohaterstwo, bo nie chciał przyczynić się do śmierci ludzi. Ale ten gest pozostał osamotniony.

* Przypominają mi się mocne sceny z kronik filmowych kręconych w getcie warszawskim: ledwo snujący się po ulicach-cmentarzach na wpół umarli przechodnie i nadgorliwi żydowscy policjanci używający wobec nich pałek.

Nie zapominajmy, że to ludzie, którzy przeżyli traumę. Wszyscy. Pozbawieni bliskich, mienia, planów, poczucia bezpieczeństwa są psychicznie zdołowani. Nie mają przywództwa. Nie są przywódcze judenraty, bo to ciała wpółpracujące z Niemcami i tak też są postrzegane przez społeczność getta. Podziemie istnieje od początku okupacji – wydaje gazetki, prowadzi tajne nauczanie, gromadzą się jacyś młodzi ludzie, ale trudno to nazwać stawianiem oporu. Nie ma elity wojskowej – są romantyczni chłopcy. Wprawdzie są też w warszawskim getcie liderzy polityczni, którzy mogliby pociągnąć za sobą resztę, ale oni dystansują się, boją się podjąć decyzję co do walki. Trzeciego dnia akcji zbierają się i dyskutują, jak się zachować. W końcu wszyscy przedstawiciele starszego pokolenia mówią: nie róbmy nic, bo to pociągnie za sobą poważne represje. Ale ci ludzie nie wiedzą, że eksterminacja dotknie wszystkich. Także elit, a więc ich samych. Poza tym zastawiam się, czym ci ludzie mieli walczyć. Nożami, siekierami?

* A pomoc ze strony aryjskiej?

Nie była wystarczająca. Polacy też nie mieli za wiele broni. Poza tym przywódcy AK uważali, że to nie jest czas na powstanie w getcie. Ma wybuchnąć dopiero wtedy, kiedy będą się zbliżać wojska alianckie. Przedwojenny konflikt polsko-żydowski też się rzucał cieniem na całą sytuację. I jest jeszcze jedno, co powstrzymywało obronę. Na początku wielkiej akcji Niemcy ogłosili, że ci, którzy stawią się na Umslagchplatz do wywózki dobrowolnie, dostaną na drogę chleb i marmoladę. W sytuacji niewyobrażalnego, permanentnego głodu, jaki panował, to było coś! Przecież ludzie umierali w pół kroku na ulicach. Już nie było dostaw żywności do getta. Więc ta aprowizacja dawała jakąś nadzieję: bo przecież Niemcy nie karmiliby idących na śmierć. Zgłosiło się wtedy tysiące nie mających nic do stracenia ludzi. Niech mnie wiozą dokąd chcą, grunt, że się najem. Dlatego na początku wielkiej akcji nie było oporu. Żydzi użyli broni dopiero w styczniu 1943 roku. Niemcy byli zaskoczeni.

* Żydzi rozpoczęli walkę z góry skazaną na porażkę.

Oczywiście nikt już się wtedy nie łudził. Bo nawet gdyby mury getta zostały zburzone, to gdzie ci ludzie mieliby się podziać? Więc to już nie była akcja, że oto się bronimy, tylko – oto umieramy z honorem. Stawiamy opór do krwi ostatniej. Wtedy też ludzie budują schrony w piwnicach, na strychach. Niektóre kryjówki, świetnie zakamuflowane – gdyby nie podpalanie kamienic – przetrwałyby nawet kilka miesięcy.

* Madagaskar okazał się mitem. Za to pojawiła się perspektywa wywózki na Lubelszczyznę, do obozu na Majdanku. Mówiono o tym, jak o pewnej szansie przeżycia w obozach na wschodzie Polski.

Jeszcze w styczniu 1943 roku przyszedł rozkaz Himmlera, żeby wszystkie szopy z getta wywieźć na Lubelszczyznę. Dla Többensa wybrano Poniatową, a dla Schulza Trawniki. Najpierw nawoływano do wyjazdu na ochotnika. I rzeczywiście ci, którzy się na to wcześniej zdecydowali, wyjechali z rodzinami, z maszynami. I trafili na Lubelszczyznę. Te dwa wielkie szopy stanowiły niemalże państwo w państwie. To ich właściciele decydowali, co się dzieje w getcie – kogo przyjąć do pracy itd. Wcale nie zależało im na przeprowadzce. Żydzi warszawscy mieli świadomość, że do Treblinki jedzie się po śmierć. Natomiast Lubelszczyzna kojarzyła się z obozami pracy.

19 kwietnia, w święto Pesah, wkraczają do getta Niemcy i zaczyna się powstanie. Część ludzi ucieka kanałami, Niemcy te kanały gazują. Większość mieszkańców siedzi w schronach...

* Jakie były losy tych, którzy trafili na Lubelszczyznę?

Wszystkie transporty jadące na wschód, przejeżdżały przez Lublin. Na Flugplatz, dzisiejsza ulica Wrońska, odbywała się selekcja. Część szła do gazu: starsi, kobiety w ciąży, matki z dziećmi, ułomni. Po wojnie, w czasie procesu norymberskiego, pewien esesman stwierdził, że jedna trzecia transportów w ogóle nie była nigdzie rejestrowana. Natomiast część ludzi jechała do szopów w Poniatowej i Trawnikach oraz do Budzynia – to w dzisiejszym Kraśniku Fabrycznym – do fabryki łożysk tocznych Heinkel Werke, produkującej części dla Luftwaffe. Drukarze trafili do Radomia, gdzie Niemcy podrabiali – przy pomocy żydowskich majstrów – pieniądze. Różne waluty. Dzięki temu uratowało się kilku dziennikarzy żydowskich. Jeden z nich – Aleksander Donat zostawił na Majdanku żonę. Sam przeżył obóz pracy w Radomiu. Po wojnie dowiedział się o eksterminacji w Lublinie i był przekonany, że jego żona nie żyje. Ona jednak jakimś cudem ocalała, z Majdanka wywieziono ją do Oświęcimia, w którym dotrwała do końca koszmaru. Odnaleźli się po wojnie. Przeżyło też ich dziecko oddane polskiej rodzinie.

W sumie około 15 tysięcy Żydów z getta warszawskiego przyjechało na Majdanek. Na całą Lubelszczyznę trafiło około 45 tysięcy.

* A co z tymi, którzy zostali na Majdanku?

Umierali dziesiątkowani przez tyfus lub w komorze gazowej. Ci, którzy jeszcze jakoś trwali, zostali zabici 3 listopada 1943 roku, w czasie „krwawych dożynek”. Podobnie stało się z więźniami z Poniatowej i Trawnik. Przeżyli, o ironio, ci, którzy zostali z Majdanka wywiezieni do Oświęcimia. Nie wiemy ilu.

* Czasem pojawia się na Majdanku ktoś, kto przeżył.

Na przykład nieżyjący już Dawid Efrati z Izraela. Z getta warszawskiego trafił z ojcem do Trawnik. Jak zobaczył tamtejszy obóz, postanowił uciekać. Po drodze do pracy wyrwał się z kolumny robotników i pobiegł na dworzec. Tam akurat podjechał pociąg do Warszawy. Wszedł do przedziału, w którym podróżowała jakaś szmuglerka z wędliną. Doskonale wiedziała, kim jest nowy pasażer – dała mu w łapę kawał kaszanki. Dzięki jej wsparciu przetrwał. To on ufundował w 2003 roku pamiątkowy kamień, który stoi na terenie obozu koło rowów egzekucyjnych. Przed śmiercią przyjechał do Polski z córkami. Wybrali się do Trawnik. Wszedł do budynku stacji kolejowej, już wtedy nieczynnej, rozejrzał się i powiedział: „tu nic się nie zmieniło”.

Wraca z grupami młodzieży Halina Birenbaum, której matka została na Majdanku.

Mam koleżankę Batię, przewodniczkę z Tel Awiwu. Dobrze się znamy. Spotykamy się, kiedy jest w Lublinie. Zawsze jest taka energiczna, pełna życia. Zdziwiło mnie, że pewnego razu widzę ją zgaszoną i smutną. Pomyślałem, że po prostu jest zmęczona i zaproponowałem wyjście na piwo. Ona na to, że nie może, bo ma rocznicę. Jaką rocznicę? – pytam. Nie chciała mówić. Dopiero kiedy spotkaliśmy się w Izraelu, powiedziała mi, że tego właśnie dnia była kolejna rocznica śmierci jej babci na Majdanku. Po przywiezieniu z getta warszawskiego babcia i matka Batii stały na placu węglowym wraz z innymi Żydami z transportu przez całą noc. Babcia była wiekowa i niedowidząca. Przez całą noc mi wypominała – opowiadała po wojnie matka Batii – że jak ja mogę być taką wyrodną córką! Przecież jak się jedzie w podróż, to trzeba ze sobą zabrać koce, a przynajmniej poduszkę. A tak? Nic tylko płakać."


text from : http://www.kurierlubelski.pl/module-dzial-viewpub-tid-9-pid-54354.html

"Ustna harmonijka" 2.


Agata Klopotowska:

Ocaleli, prowadzeni na rzeź

Pewna Zydowka z trojka dzieci i matka, przesiedlona w 1942 r. spod Krakowa do Wieliczki, na wiesc o planowanych wywozkach do Belzca, gdzie czekala niechybna smierc, prosi znajomego lekarza, by przyjal matke do szpitala, "bo podobno starszych ludzi nie beda zabierali". Potem przekupuje Niemcow slubna obraczka i jedzie z dziecmi do Krakowa. Nastepnego dnia dowiaduje sie, ze oddzialy SS wkroczyly do Wieliczki i gdy zaczela sie akcja, wszystkich w szpitalu na lozkach zastrzelono. Coreczki blizniaczki umieszcza tymczasowo na wsi u Polakow, ale sama z synem Aleksandrem nie zdaza juz uciec z krakowskiego getta przed kolejna akcja. Na stacji Krakow-Plaszow w straszliwym scisku, popychani i bici, przerazeni ludzie zapelniaja bydlece wagony. W koncu pociag rusza, "bez wody, bez toalet, bez jedzenia". Na trasie jakas kobieta w osmym miesiacu ciazy zaczyna rodzic, slychac jeki i placz. Dwaj bracia wyskakuja w biegu, wydostaja sie przez male okienko. Matka Aleksandra chce, by syn zrobil to samo. Chlopak sie sprzeciwia. "I pierwszy raz w zyciu ja sie z matka klocilem" - wspomina po ponad pol wieku. W koncu daje sie przekonac. Trzeba przeciez ratowac mlodsze siostry. Matka obiecuje, ze wyskoczy pozniej. "To byla taka jasna noc. Widzialem, jak pociag znika za zakretem i pomyslalem: 'Ja juz matki wiecej nie zobacze'. Mialem wtedy czternascie lat, a siostry po dwanascie". Po wojnie dowiedzial sie, ze "podobno jakas kobieta wyskoczyla w okolicy Rzeszowa i zabila sie, ale kto wie, czy to byla nasza matka. Oby byla...".

To tylko fragment wspomnienia, poczatek dramatycznej historii... Prowadzony na rzez, Aleksander Allerhand ocalal. Obie siostry tez przezyly. Cudem. Bylo to mozliwe tylko dzieki kilku Sprawiedliwym, ktorzy w imie ludzkiej solidarnosci, chrzescijanskiej milosci blizniego nie odmowili pomocy, choc ciezar ponoszonego ryzyka byl trudny do udzwigniecia, i choc bali sie - jak kazdy - w obliczu grozacej im za okazane czlowieczenstwo smierci.

Historia opowiedziana przez Aleksandra jest jedna z dziewietnastu relacji Zydow, ktorych uratowali od zaglady Polacy. Ich wspomnien wysluchala w Izraelu w ubieglym roku Elzbieta Isakiewicz. Po powrocie do kraju spisala je z tasmy magnetofonowej. "Nie przemknelo mi nawet przez glowe - pisze we wstepie - by w tych historiach, momentami drastycznych, dokonywac jakichkolwiek retuszy, a tym bardziej, by przeprowadzac selekcje tych relacji. Nawet jesli swiadectwo bylo krotkie czy mniej barwne, wlaczalam je do ksiazki". Zabraklo wsrod nich tylko jednego, ktore ku przerazeniu dziennikarki nie nagralo sie. ("Do dzis nie rozumiem, jak to sie stalo" - wyznaje.)

I tak powstala ksiazka oszczedna, bowiem Isakiewicz ograniczyla swoj komentarz do kilku krotkich przypisow. Powsciagliwosc autorki Andrzej Kaczynski z Rzeczpospolitej okreslil jako "chwalebna", a minister Kazimierz Ujazdowski w uzasadnieniu decyzji o przyznaniu jej Dorocznej Nagrody Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego za rok 2000, uznal za glowna zalete ksiazki, ktora - jego zdaniem - powinna znalezc sie na liscie lektur szkolnych.

Losy ludzkie zamieniane w uogolniajace opisy, statystyki i zestawienia niejednokrotnie traca na sile wyrazu, bywa, ze przyjmowane sa z pewna doza obojetnosci. Zas jednostkowe historie przejmuja zawsze najbardziej, bo odslaniaja konkret: konkretnego czlowieka, konkretna twarz, sytuacje, konkretny bol, lek, krzyk. Zawarte w Ustnej harmonijce relacje to opowiesci o straszliwej niewiadomej, blednych ucieczkach, czesto na oslep, prosto w rece wroga. O grozie zblizajacej sie smierci, o okrucienstwie oprawcow. O potwornym upokorzeniu, nedzy, glodzie, wyczerpaniu, zwierzecym strachu. O tlacej sie jeszcze nadziei, ktora pozwalala nie poddawac sie. To opowiesci o chwilach czarnej rozpaczy, zwatpienia i samotnosci, ktora odbierala resztki sil. O rozstaniach, zwykle ostatecznych i jakze bolesnie pospiesznych, raptownych, spadajacych znienacka, bez chocby uscisku dloni, przelotnego pocalunku, slowa pozegnania czy blogoslawienstwa.

"Pewnego dnia, juz po wielu akcjach, gdy wrocilismy z pracy do getta, wielu z nas nie znalazlo swoich rodzicow. Ja - mamy". Ojciec "jeszcze przed powstaniem getta" padl ofiara lapanki ulicznej, "zadnych krewnych nie mialam, wiec zostalam zupelnie sama" - wspomina Soszana Raczynska. "Do dzis nie wiem, co sie z moja mama i rodzenstwem stalo" - wyznaje inna rozmowczyni. A David Efrati opowiada, ze kiedy Niemcy wygarniali ludzi z domow w warszawskim getcie, w ostatniej chwili matka wepchnela go i jego mlodsza siostre do pustego kredensu, zamknela drzwiczki na klucz, a sama wyszla. "Nigdy juz jej nie zobaczylem"... Takich scen, takich obrazkow na kartach ksiazki mozna znalezc bardzo wiele.

Relacje ocalonych to takze dramatyczne historie powitan, czasami bardzo trudnych. Janina Ekier zostala oddana pod opieke pewnego bezdzietnego malzenstwa Polakow, panstwa Latawcow, ktorzy po pewnym czasie poczatkowej oschlosci i chlodu wobec dziewczynki pokochali ja jak wlasne dziecko. Zreszta z wzajemnoscia. Ze wzgledu na plotki w kamienicy i naciski ze strony sasiadow, aby zydowskie dziecko sie wyprowadzilo, przybrani rodzice ukryli dziewczynke u siostr zakonnych. Gdy wojna sie skonczyla, Janina byla rozdarta pomiedzy polskimi a szczesliwie ocalalymi zydowskimi rodzicami. "Tak to sie ciagnelo ladnych pare lat. Myslalam, ze zwariuje, ze oszaleje. Kochalam bardzo i jednych, i drugich, i nie moglam dac sobie z tym rady".

Ten niezrozumialy w normalnych warunkach fenomen z duzym wyczuciem i wrazliwoscia tlumaczy Ewa Kurek, historyk Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, zajmujaca sie od lat dziejami II wojny swiatowej, a w szczegolnosci malo znanemu rozdzialowi ratowania zydowskich dzieci przez polskie zakonnice. Bardzo ciekawa analize psychologicznych procesow zachodzacych w duszach zgnebionych malych istot w czasach zaglady przedstawila w ksiazce Gdy klasztor znaczyl zycie (Znak, 1992, Praca ta ukazala sie takze w przekladzie na jezyk angielski - Your Life Is Worth Mine, Hippocrene Books, New York, 1997).

Po pierwsze, zydowskie dzieci odczuwaly podczas wojny kompleks zydostwa, bowiem wszystkie dotykajace je wowczas nieszczescia i przesladowania wiazaly sie z ich pochodzeniem. Negatywnie odczuwane zydowskie pietno przewija sie niejednokrotnie w zarejestrowanych przez Elzbiete Isakiewicz wyznaniach. "Potem wyszlo rozporzadzenie, ze Zydzi od pewnego wieku maja nosic biala opaske na prawym ramieniu. Mnie to jeszcze nie dotyczylo, bo bylam mala. Moi rodzice mieli opaski, a ja krepowalam sie z nimi chodzic po ulicy, dlatego, ze oni byli naznaczeni. Bawilam sie tez tylko z kolezankami Polkami. (...) Na drzwiach mieszkan w kamienicy widnialy karteczki informujace, ze mieszkanie jest aryjskie. Ja tez chcialam byc za takimi drzwiami, a nie za naszymi" - opowiada Maria Perlberger-Szmuel. A pozniej, juz pod opieka wspanialej pani Chmurowej, kiedy patrzyla na getto z zewnatrz, myslala o ludziach uwiezionych po drugiej stronie muru jak o obcych. "Ja tak odpychalam zydostwo. Bo zydostwo wiazalo sie z zagrozeniem". Z kolei silni, butni i dobrze odzywieni Niemcy wzbudzali nieraz zazdrosc i podziw. Dawid Efrati przyznaje: "Niemcy wywarli na mnie ogromne, wspaniale wrazenie. Jakie oni mieli samochody, jakie motocykle! Jak ladnie byli ubrani! Nie to co ja, dzieciak nic niewart, Zydek".

Po drugie, wojna w sposob gwaltowny i okrutny uswiadomila dzieciom, ze ich rodzice nie sa "wszechmocni". Wrecz przeciwnie, sa bezbronni, bezsilni i zastraszeni tak samo jak one. Dzieci czuly sie oszukane i ten gleboki zawod rodzil w ich skolatanych sercach zal. Koniecznosc rozstania z rodzicami w celu ratowania sie pozostawiala w mniejszych dzieciach gorzkie poczucie porzucenia. "Nie rozumialam, dlaczego mama mnie nie chce" - mowi cytowana wczesniej Maria Perlberger-Szmuel.

Ewa Kurek tlumaczy tez mechanizmy dobrowolnego i spontanicznego przyjmowania wiary chrzescijanskiej, szczegolnie wsrod dzieci, ktore znalazly schronienie w zakonach. Wiekszosc tych dzieci pochodzila z inteligencji zydowskiej, a wiec z reguly ze srodowisk indyferentnych religijnie, tym latwiejsze bylo przejscie na katolicyzm. Poza tym identyfikacja z ukrzyzowanym Chrystusem-Zydem, Bogiem chrzescijan, miala dla przesladowanych dzieci zydowskich szczegolne znaczenie. I wreszcie, po przezytej gehennie, z bagazem niewyobrazalnych cierpien i traumatycznych doswiadczen, otepiale, wystraszone, znekane istoty znajdowaly w klasztorach ukojenie. Maria Klain (do ktorej przed laty dotarla takze Ewa Kurek) w Ustnej harmonijce opowiada o klasztorze siostr sercanek w najczulszych slowach: "To byl plaster na moja dusze. Kompres lagodzacy. Cos cudownego". Siostry "byly cierpliwe. Byly dobre. Jak mialy jakas okruszke jedzenia wiecej (...) oddawaly ja nam. (...) I tak nie wiedziec, kiedy, zaczal sie proces mojego nawracania pod wplywem ich osobistego przykladu. Ich milosci". Ale kiedy po pewnym czasie dziewczynka poprosila o chrzest, siostry przekonywaly: "Nie, ty masz rodzicow i wrocisz do nich, a wiara to nie jest jakies wahadlo". Po wyzwoleniu niechetnie wrocila do rodzicow. Gdy wybierala sie na nabozenstwa do kosciola, ojciec ja bil.

Wewnetrzne dramaty zydowskich dzieci spowodowane zawaleniem sie ich wczesniejszego swiata, rozterki zwiazane z poszukiwaniem wlasnej tozsamosci trwaly i bolaly rowniez po wojnie. Byly to tez niejednokrotnie tragedie dla ich rodzicow.

Uratowani, do ktorych trafila Elzbieta Isakiewicz, z reguly pochodzili z rodzin zydowskich w jakims stopniu zasymilowanych w przedwojennej Polsce. Czesto w domach mowilo sie po polsku, rodzice mieli wsrod Polakow przyjaciol. Niektorzy ojcowie byli polskimi patriotami i jako zolnierze rezerwy przylaczyli sie we wrzesniu 1939 r. do Armii Polskiej. Dobre kontakty z Polakami okazaly sie w czasach zaglady bezcenne. "Kazdy staral sie znalezc schronienie u znajomych Polakow". Nierzadko ocaleni mieli tzw. dobry wyglad, dzieki czemu mogli na falszywych aryjskich papierach w miare normalnie zyc poza murami getta. Ale byli tez tacy, ktorzy musieli ukrywac sie w strasznych warunkach, w piwnicach, dolach, komorkach, na strychach, w lasach, w ciemnosci, ciasnocie, brudzie, cierpiac glod i poniewierke.

O swoich dobroczyncach Zydzi w Ustnej harmonijce mowia zwykle jako o ludziach niezwyklych, szlachetnych, uczciwych. Dowiadujemy sie takze, ze ratujacy byli czesto powiazani z Armia Krajowa lub innymi organizacjami podziemnymi. Jedna z ocalonych dopiero po wojnie dowiedziala sie, ze ratunek zawdziecza Zegocie. Czasami z relacji wyziera pewien zal za zlosliwosci, chlod serca. "Gospodyni wiedziala, ze jestem Zydowka i dokuczala mi. Z jednej strony ratowala mi zycie, a z drugiej tak dokuczala". Oczywiscie skazani przez Hitlera na smierc Zydzi spotykali takze na swojej drodze podlych Polakow: denuncjatorow, zdrajcow, ludzi bezwzglednych i nieczulych. Zdarzalo sie takze, ze Zyd wydawal Zyda. Robil to ze strachu albo ze zwyklej nikczemnosci. Szalejacy terror, bezprawie i nienawisc sprawialy, ze nieraz zwyciezal zwierzecy instynkt przetrwania. Pewien ukrywajacy sie Zyd udusil wlasne dziecko, by placzem nie sciagnelo nadchodzacych Niemcow. "Przezyl, a potem zwariowal" - opowiada Abram Gilboa. Obok niemieckich oprawcow, czesto w relacjach wymieniani sa Ukraincy jako aktywni mordercy i tropiciele Zydow.

Nie sposob strescic ogromu nieszczesc i zla, ktore przyniosla wojenna "godzina ciemnosci". I nie sposob zrozumiec.

Zydzi najpierw nie wierzyli w to, co stac sie mialo. "Niemcy to przeciez taki kulturalny narod" - mawiali niektorzy. Potem coraz bardziej oniemiali, w zdumieniu i przerazeniu widzieli, ze fala masowych mordow nie ustaje, lecz przybierala na sile. Konspiratorzy zydowscy, przewaznie ludzie bardzo mlodzi, postanowili stawic oprawcom opor. Na ulicach warszawskiego getta do pierwszych zbrojnych starc z SS doszlo w styczniu 1943 r. "Na wiosne czterdziestego trzeciego - wspomina jedna rozmowczyni - wybuchlo powstanie w getcie. Czarny dym pokryl cala Warszawe. Wieczorem bylo widac lune, slyszalo sie odglosy walki: strzaly i wybuchy. Potem przyjechaly czolgi. Oni toczyli tam walke nierowna, ale walczyli. W gazetkach podziemnych zamieszczano sprawozdania z bitew toczacych sie w miescie. O Zydach, ktorzy porwali za bron, pisano ze czcia. Tak wtedy sie ucieszylam, ze juz nie smieja sie z Zydow, bo bylam przyzwyczajona, ze zawsze sie smiali". Powstancy bronili sie bohatersko przez kilka tygodni (19 IV-15 V). Armia Krajowa wspierala bojownikow zydowskich dostarczajac bron, a takze przeprowadzajac kilka akcji zbrojnych. Dzialania te szczegolowo opisal jeden z przywodcow Polski Podziemnej Stefan Korbonski w niewielkiej monografii The Jews and the Poles in World War II (Hippocrene Books, New York, 1989). Wedlug jego relacji pierwszego dnia powstania nad placem Muranowskim, ktory mial sie niebawem stac miejscem najbardziej krwawych walk, powialy dwie flagi: polska i zydowska. Bylo je dobrze widac od aryjskiej strony. Widok ten gleboko poruszyl mieszkancow Warszawy.

"O samotnosci ginacych" pisal w slynnym wierszu Campo di Fiori Czeslaw Milosz. Herbert powtorzyl te gorzka prawde wiele lat pozniej w Raporcie z oblezonego Miasta: ci ktorych dotknelo nieszczescie sa zawsze samotni. A jednak relacje swiadkow historii, m.in. te zebrane przez Elzbiete Isakiewicz w Ustnej harmonijce, przynosza pewna pocieche. Bowiem, mimo triumfujacego wokol barbarzynstwa i absurdalnego bestialstwa, znalezli sie sprawiedliwi, ktorym udalo sie zachowac czlowieczenstwo, ktorzy pospieszyli na ratunek cierpiacym na samym dnie ziemskiego piekla.

Troche bezradnie, przytloczona niepomiernie ciezarem prawdy o wojennych losach, ktore staly sie udzialem pokolenia moich dziadkow, wczytuje sie w nieco chlodno brzmiace, ale jednoczesnie jakos krzepiace slowa Milosza z wiersza Podroz, napisanego w 1942 r.:

(...) Ze burza, choc
zabija jednych, innych uczy,
Jak szukac miar wlasciwych
i wlasciwych kluczy,
Jak zycie ludzkie
myslami otwierac
I co zyc znaczy,
co znaczy umierac.(...)

------------------------------------------