RelatioNet | Forum | Yad Vashem | Jewishgen | David Efrati | MyHeritage

GA ST 22 WA PO


RelatioNet GA ST 22 WA PO
Stanislaw Galasz



Interviewer:

Aleksandra Smigiera

Email: motoreq@gmail.com ICQ: -
Messenger: -
Address: Wyspianski high school, Miedzyborska 64/70, Warsaw



Saver:

Code: RelatioNet GA ST 22 WA PO
Family Name: Galasz First Name: Stanislaw Middle Name: Nickname: "Ziemba"
Father Name: Father Name Mother Name: Mother Name
Birth Date: 1922
Town In Holocaust: Poland Country In Holocaust: Warsaw
Profession (Main) In Holocaust: He was a young man, he helped mother in market
Death Place: He is living !!


Survivor:

Code: RelatioNet EF DA 28 WA PO
Family Name: Efrati First Name: David Nickname: "Jędrek"
Father Name: Father Name Mother Name: Mother Name
Birth Date: 1928
Town In Holocaust: Warsaw Country In Holocaust: Poland
Profession (Main) In Holocaust: Pupile
Death Place: Givaat Brener Death Reason: Illness Year Of Death: 2004
Cemetary: Givaat Brener




Story


Galasz Stanislaw- born in Warsaw, 1922. In 1941 he entered ZWZ(Association of Armed Struggle), which was changed to the Home Army in 1942. Before the World War II Galasz lived on Ogrodowa Street, then he moved to Praga Polnoc on Brzeska street with his family.

During the occupation Stanislaw Galasz was helping his mother in trade on Różycki Market. Apart from Poles, Jews were trading there. Children, girls were leaving the ghetto to buy or sell something and help their families survive. Galasz met some Jews- David (named Jedrek) and his older sister Dora (named Janka). The young boy helped his mother almost all the time, it was much harder to buy an article than selling it. Dora and David were coming from the ghetto to the market, Dora in order to feel safer was wearing a big christian cross, David had a scout hat/cap. The boy was 11 years old but he was 14 in fact. Dora was a really brave girl, she was buying articles and moving/transfering them to the ghetto what was really dangerous at that time.


Janka was a pleasant, polite girl. While the ghetto was being removed, one woman promised to give a shelter to her siblings. After a short time she decided not to help David in hiding and he had to find a new place- in Galasz's house. The house was located between two stations and a market. Dawid lived on Brzeska Street for some time but he decided to leave the place and move to Mazowiecka Rawa near his family. There was a raid on the station, it was not sure if people were transferred to extermination camp but Dawid escaped. He has been living in Galasz house for a long time with 3 more Jews- 2 sisters with children and their friend. After a half year someone discovered that Jews were hiding there and they all have to leave the house. Dawid finally moved to the unknown village.

The April 43' came during the insunection in the Warsaw Ghetto. Father who was in the underground took back 10 combatants and kept them in the cellar. Dawid was there. He took him on Brzaska street. The next day there was a slip-up-some people from the underground organisation shoot the german sentry in front of the edifice of courts. There was a hospital there. White street. It doesn't exist know. The here standing at the corner, with a father and someone, a conversation with the partner, estate agentwho had to rent a local, we hear the shot, two nice heared men and German fell down. Galasz told his father to go home, but he said that he was old and nothing bad could happen to him. Galasz came back to work. Germandiscovered the hiding place. Those Jews showed the father who was kepping them. They arrested the father and the Jews. In one moment they have just dissapered. Dawid has survived, because Galasz took him 2 days ago. Dawid with a new certificate, went to Ukraina who employed him. He had to pretend that he sells pigeons. Dawid survived many different histories.


After the World War II he moved to Israel where he died 4 years ago. His sibling Dora survived on that side, brother on the east, in army, he weather the war, another sister left before the War to Israel, the brother died 3 years ago and the sister is 87 years old now.


David and Stanislaw





Ceremony in Yad Vashem




Stanislaw, David, Stanislaw's wife

Airport, Poland


Na zakończenie


Zazwyczaj nie tłumaczę się nikomu z tego, co napisałam, tym razem też nie zamierzam.

Postanowiłam jednak zamieścić komentarz od siebie.

Nie twierdzę, że praca nad blogiem zajęła mi dużo czasu; nie chcę oszukiwać ani pisać takich rzeczy tylko po to, żeby lepiej wypaść, i żeby uzyskać, nazwijmy to – większe uznanie wśród czytających. Prawda jest taka, że teksty zamieszczone na stronie (oprócz tych znalezionych w Internecie) powstały w krótkim czasie, a nie tak jak może niektórzy sądzą – po długich miesiącach ciężkich przygotowań. Praca od strony technicznej nie należała do najtrudniejszych – kopiuj, wklej, wstaw, opublikuj – system robił wszystko za mnie, ja tylko klikałam myszką; każdy choć trochę znający schemat funkcjonowania bloga wie, że nie trzeba zaliczyć wielogodzinnych kursów, aby go założyć i prowadzić. Za co najmniej dziwne uważam więc twierdzenie, że samo tworzenie go było procesem czasochłonnym i wymagającym poświęceń.

Nie chcąc pozostawić wątpliwości, powiem tylko, że pobudki, które kierowały mną przy projekcie nie sprowadzały się do wyjazdu do Izraela. Nie rozpatruje tego również w kategoriach konkursu – nie czekam na wyniki, nie trzymam kciuków, na nic nie liczę. Z prostej przyczyny – ja miałam już swój Izrael, swoją wymianę. Po drugie, gdybym traktowała projekt jako konkurs, na pewno nie znalazłby się na nim „Telegram”, zamiast niego pojawiłaby się zwyczajna, prosta relacja, dużo pięknych sformułowań i tym podobnych rzeczy. Dlaczego więc opisałam historię Stanisława Galasza tak a nie inaczej – dla niektórych, może w nieodpowiedni sposób?

Pierwszy raz z Galaszem spotkałam się we wrześniu rok temu, i do dziś, do maja, dojrzewała we mnie jego historia. Początkowo się przed nią broniłam, z czasem – uległam, i tak powstał „Telegram”. Jest to dla mnie pewnego rodzaju czas rozrachunku z samą sobą, sprawdzian, konfrontacja z moim ja .. w kontekście wojny, która była i ciągle we mnie gdzieś jest. Chce zamknąć pewien rozdział, którym są tamte wydarzenia – być może będzie to nowy początek? Kiedy się opisuje czyjeś życie, jest się tym pochłoniętym bez reszty, potem się wypala, po jakimś czasie wraca do normalności. Tym razem przyszedł czas na odpowiedzenie sobie na pytanie – gdzie są moje granice?

Czytałam wiele historii i pięknych życiorysów, które niestety, nie były napisane równie pięknie. Wtedy zrozumiałam, że największym i niewybaczalnym błędem, jaki człowiek opisujący może popełnić, jest zbanalizowanie czyjegoś życia. Osoba Galasza ze mną współgrała – czułam tą historię i dlatego tak bałam się o banał. Dlaczego nie przetłumaczyłam tekstu? Hanna Krall, napisała kiedyś "widać są rzeczy wyrażalne tylko po polsku".

Jak widać w reportażu nie ma „odkrywczych sformułowań” których pewnie niektórzy szukali. W pisaniu o tragediach za dużo jest kiczu i sensacyjności oraz wielkich słów, które są niepotrzebne, i których się nie rozumie, a za mało szeptu .. Ryszard Kapuściński napisał – Ludzie, którzy piszą historię, zbyt dużo uwagi poświęcają głośnym momentom, a za mało badają ciszę..

Przemilczanie i niedopowiadanie zajmują więcej czasu, niż ciągłe mówienie i wyjaśnianie – być może dlatego coraz trudniej o dobrą literaturę.

Niektórzy się pewnie zdziwią, że w komentarzu odautorskim piszę nie o tym, o czym powinnam, nie opowiadam o bohaterze mojej opowieści – nie wyjaśniam. Nie nazywam go wprost „bohaterem”, nie piszę, że jest to wzór do naśladowania, ani nie używam tym podobnych epitetów. Nie napiszę również : „wierzę, że ta historia coś zmieni” – nie dlatego, że tak nie uważam, ale dlatego, że ja tutaj nie jestem od wierzenia, ani od sądzenia, ani od nazywania kogoś. Nie oczekuję wzruszenia, patosu, żalu i wielu niepotrzebnych słów. Ja po prostu zapisuję i się dziwię.

Nie rozumiem, skąd niektórzy wiedzą, jak bardzo się człowiek bał, jak był niepewny, jak narażał życie ratując drugiego człowieka? Są jednak niektórzy odważni, którzy widać mogą o tym pisać, niestety ja tej granicy nie potrafię przekroczyć. Nie próbuję pojąć TAMTEGO świata, bo i tak nigdy nie go nie pojmę. Cytując Hannę Krall - „Nie rozumiem. Nie mogę i nie próbuję sobie wyobrazić, że ukrywam w domu dwudziestu kilku obcych ludzi i że grozi za to śmierć mnie i moim dzieciom. Więc opowiadam (o Poli) tak, by czytelnik dzielił ze mną nierozumienie. I by na równi ze mną był onieśmielony jej odwagą.”

Być może ktoś zastanowi się nad tym, czy wypada pytać, czy my WTEDY uratowalibyśmy człowieka – czy jest to na miejscu i czy nikogo się tym nie krzywdzi. Zapytania takie nie mają sensu. Nie nam oceniać ludzi, którzy wpadli w pat i byli często zmuszeni do podejmowania decyzji, których sami nie potrafią teraz wytłumaczyć. Myślę, że ocenianie postępowań ludzi, którzy żyli podczas wojny jest niewłaściwe. Ale to tylko moje zdanie.

Czy ratowałbyś Żyda podczas drugiej wojny światowej ? Kto ma w głowie takie pytania, ten ich nie zadaje.


Podziękowania szczególne dla ekipy Ti Amo tj. U K D i B – wyjątkowych, które potrafią i chcą myśleć, moich niektórych z "E" i Y., oraz towarzyszki podróży K.


Aleksandra Śmigiera.



Kiedyś Pewna Pani w pewnym miejscu nauczyła mnie jak po cichu można znaleźć człowieka. I że tylko milcząc, można go usłyszeć…




TELEGRAM




Pewnej Pani,

która kiedyś nauczyła mnie …


1.



Żeby skontaktować się z K, musiałam wcześniej zadzwonić do B. B. poznałam przez przypadek, więc okazjonalnie znamy się dalej. Należy ona do tego rodzaju ludzi, którym się zawsze chce coś powiedzieć, ale rzadko wiadomo co dokładnie.

Niemniej jednak lubię z nią rozmawiać i przy każdej takiej sposobności nie odmawiam sobie przyjemności rozśmieszenia jej – wiecznie zapracowanego człowieka. Nie wiem dlaczego, ale widać niektóre uśmiechy satysfakcjonują bardziej.

Otrzymawszy od B. odpowiednią kombinację cyfr, których potrzebowałam, odłożyłam słuchawkę i wykręciłam numer do wcześniej wspomnianej K. Byłyśmy na „pani” tj. ja z nią na „pani”, ona ze mną nie. Swoją drogą, obydwie stałyśmy do siebie bardziej nieosobowo niż w formie.

- Przepraszam, czy zastałam K? – okazało się, że to moja rozmówczyni. Spytałam ją, czy nadal zgadza się na spotkanie.

- Dobrze, więc do jutra – szybko zakończyłam rozmowę, nie wiedząc co o tym sądzić.

Jutro było zwyczajne, nasze, warszawskie. Nie było w nim nic szczególnego – siłą obudzone niebo, podróżujące autobusy i tramwaje, szybujący ludzie.

A pod „Rotundą” tłum. Nerwowo i z ciekawością spoglądający po sobie obcy. Prawie każdy na coś czeka.

Pomyślałam, że lepiej by było, gdyby ona zaczęła – bo co ja mogę powiedzieć ? Po krótkim namyśle stwierdziłam, że ostatecznie mogę wyjść z propozycją mówienia sobie po imieniu. Specjalnie nie wykonałam kroju pytania, czyniąc z niego pewnego rodzaju niespodziankę, zarówno dla siebie jak i dla pytanego.

Wyjątkowo poznałam ją od razu – zwykle nie zwracam uwagi na twarze, gdy nie muszę tego robić; jak się jednak okazuje – kiedyś zdążyłam już ją zapamiętać. Pani, z którą się wczoraj umawiałam była młoda; miała krótkie, ciemne włosy. Najciekawszy punkt jej wyglądu stanowiły jednak oczy – zielono-orzechowe; może malachitowe, właściwie trudno jest jednoznacznie stwierdzić, jakie. Nie wykluczone, że należą do tego typu oczu, które zależnie od pogody zmieniają swój kolor. To nieprawda, że takich nie ma. Oczy tego samego człowieka są często inne i różnią się od siebie. Są takie, w których się już nic nie dzieje, bądź takie, gdzie brakuje czasu, aby się coś działo.

A te mojej rozmówczyni były inne. Takie, w których można się było odbić.

- Wiesz, możesz mówić do mnie po imieniu – tak zaczęła się nasza rozmowa. Po prostu powiedziałam „dobrze”. Ludzie chodzą po ulicach, myśląc o tym samym.

Przejechałyśmy całą Warszawę, wysiadłyśmy przystanek przed pętlą. Stanęłyśmy przed bramą małego domku, któraś z nas zadzwoniła domofonem.

- Jakby co, to .. nie gniewaj się – rzuciłam bez namysłu. K. machinalnie odparła:

- „Nie ma sprawy”. Przez moment patrzyłyśmy po sobie, zastanawiając się o co nam chodzi. Ot taki szybki, milczący dyskurs.

Po chwili wyszedł po nas pan Stanisław Galasz. Od naszego ostatniego spotkania nieznacznie się zmienił – był trochę bardziej pochylony, podpierał się laską. Jednakże nie stracił nic ze swojego dawnego wyglądu – pomimo wieku, pozostał silnym, średniego wzrostu mężczyzną, o spracowanych dłoniach, szlachetnych rysach twarzy, dłuższych, ciemnych włosach. Wyglądał na człowieka najwyżej pięćdziesięcioletniego, z pewnością należał do tych przystojnych chłopców z pierwszego pokolenia wolnej Polski, za którymi dziewczyny oglądały się na ulicy.

Weszłyśmy do środka, usiadłyśmy w mleczno-kawowych fotelach i spojrzałyśmy po sobie.

- Co chciałybyście wiedzieć dziewczynki ? – spytał.

- Nie, nie było ani rozkazu, ani nakazu. Rząd londyński nie mógł nam narzucić, abyśmy pomagali. Większość pomagała, jak umiała. Jednak najważniejszym było nie szkodzić.

Polacy antysemitami ? Coś słyszałem. Według przekonań niektórych Polacy wyssali antysemityzm z mlekiem matki. Ja też byłem karmiony piersią, więc według tych niektórych, jestem antysemitą. I to dwukrotnym, a tylko raz Sprawiedliwym. Widzicie jak to teraz jest, jako Polak jestem Sprawiedliwym Wśród Narodów Świata, i jako Polaka nazywają mnie antysemitą.


Przecież to nonsens jakiś.


2.

Ulica Bonifraterska istnieje po dziś dzień. Idąc od strony TAMTEGO getta, z TAMTEGO Muranowa, na całej rozciągłości trasy widzi się różne budowle - morskozielone Sądy, Ambasadę Chińską, pomnik Powstańców Warszawy, szare, przybrudzone budynki zbudowane z gruzów TAMTEGO. Ale nie widać nic z WTEDY – mówią tylko, że czasem w nocy słychać coś, no i że ściany są tak miękkie, że nie potrzeba młotka, aby wbić gwoźdź. Nie mówią tylko, co słyszą i czy wbijają.




Ulica Bonifraterska z zarządzenia z dnia siódmego sierpnia tysiąc dziewięćset czterdziestego roku, to granica obszaru zamkniętego.

Siedemnastego września tysiąc dziewięćset czterdziestego pierwszego roku, jej część ma być wydzielona z getta. Jaka część?

Przy ulicy Bonifraterskiej znajdowała się fabryka obuwia „Dea”, w której pracowały Polki. Polki, które wyprowadzały na stronę aryjską. Ile ich było? Ile zdołały wyprowadzić? Czy przeżyły?

Szukam ulicy Bonifraterskiej w internetowej bazie danych getta warszawskiego. Znajduję :

Chana G. zalegała z płatnościami za gaz za 15.05.1941

Ruchla Z. zalegała z płatnościami za gaz za 15.05.1941

Moszek G. zalegał z płatnościami za gaz za 16.05.1941

Sara Rywka R. zalegała z płatnościami za gaz za 16.05.1941

Gołda K. zalegała z płatnościami … itd.

W ogóle wiele osób, których imion ludzie dziś nie potrafią wymówić, zalegało za okres do piętnastego-szesnastego maja tysiąc dziewięćset czterdziestego pierwszego roku.

Może usłyszeli, że w jakimś Bełżcu, Treblince, Auschwitzu, nie trzeba płacić? No, jak darmo, to darmo.

A od 15-16.05.1941, po jakiejś kąpieli, w jakimś Auschwitzu, Bełżcu, Treblince, żadne z nich już nikomu za nic nie zalegało.

W końcu tam dobrzy ludzie byli, w tym Oświęcimiu .. – gaz darmo dawali, no nie ?






Ulica Bonifraterska nadal jest – ludzie chodzą.

W zwykłych blokach mieszkańców oddzielają ściany. Mówią, że czasem tutaj sąsiadów oddzielają TAMCI ludzie i TAMTO getto. Być może są tam Polki z „Dei”, Moszek, Gołda, Chana .. pomiędzy nimi gruzy Nalewki, Miłej..

Mówią, że w nocy czasem coś słyszą i że ściany są miękkie, tak, że można wbić gwóźdź bez użycia młotka.

Nie mówią jednak, co słyszą, i czy wbijają.



3.


- Tak, wchodziłem tam parę razy, rzeczywiście, był to straszny widok ..

Wiecie jak wygląda skóra rozciągnięta na kościach ? Ja też nie wiedziałem.

Więcej o samym getcie nie wspominał.

Gdy p.Stanisław Galasz wychodził z domu, aby z matką zarobić na jutro, młode Żydówki, potrafiąc oprzeć się nawet zdrowemu rozsądkowi, wychodziły z getta, próbując zarobić na życie.

Pracował od świtu do nocy – rankiem, na Bazarze Różyckiego, który był niejakim epicentrum handlu prawobrzeżnej Warszawy; wieczorem – szukając na prowincjach towarów, które mogłyby się sprzedać.

Handlarkami były żony tramwajarzy, policjantów, rzemieślników, i te z getta. STAMTĄD zresztą przychodzili czternastoletni Dawid i jego dwudziestoletnia siostra Dora. On dla niepoznaki nosił czapeczkę harcerską, ona miała na szyi ogromny krzyż.

Dora, ta z wielkimi czarnymi oczami i krzyżem na piersiach, organizowała przerzuty żywności do getta. Była powszechnie lubianą, odważną dziewczyną; oprócz tego przyzwoitą, pomocną i sympatyczną.

Pocieszała polskie kobiety – a bo to trefny towar, a to jego brak, a to życie podczas wojny. Mówiła – będzie dobrze.

Ale ona nie miała pojęcia jak wygląda polskie życie.

Więc jak polskie kobiety mogły pocieszać Jankę, która wierzyła, że krzyż ma magiczną moc odpędzania szpicla?

Nie, one jej nigdy nie pocieszały. Ona nie mogła się martwić – inaczej kto szmuglowałby żywność do getta?

Nie mogła być smutna – za smutne oczy ładowano do wagonów ..

A ona miała jeszcze rodzinę, getto, trefny życiorys, głód i tą samą wojnę, więc jak mogła jechać?





4.


- W jaki sposób się uratowała? Wszystkie handlarki ją lubiły. Kiedy nastąpiła likwidacja getta, któraś z nich wzięła ją do siebie. Ale Dawida chyba nie mogły. Kazały mu iść, i szukać sobie ratunku gdzie indziej. Czułem, że miał jakiś żal o to ..

Przyszedł do nas. W domu był ciągły ruch, więc Dawid siedział pod antresolą. Mały chłopak, było mu niewygodnie. Stwierdził, że pojedzie do Rawy Mazowieckiej. Wiedział, że jest tam getto, miał tam jakiś kuzynów.

Gdy Dawid jechał zobaczyć rodzinę, w Rawie likwidowano getto.

Już były transporty. A on, mimo że bardzo chciał zobaczyć rodzinę, uciekł w krzaki.

Przygarnęła go jakaś kobieta, umyła, ubrała .. Później wsiadł w pociąg do Warszawy. Pasażerowie złożyli się na bilet.

No i wrócił na Brzeską, a na Brzeskiej ..

Pojawiły się trzy Żydówki – dwie siostry, jedna miała synka, druga córeczkę i ich koleżanka.

- Dlaczego przyszły ?

Okazało się, że dawniej było to mieszkanie ciotki jednej z nich. Ta wyprowadziła się, nie zamieniając się z nikim i zostawiła je puste; po czym wprowadziła się rodzina Galasza.

Ciekawa rzecz – one przyszły we trzy, w biały dzień. Wszyscy mieszkańcy je znali, ponieważ od lat przychodziły do ciotki. Każdy wiedział, gdzie nocują; były tam przez pół roku i NIKT na nie nie doniósł. Także z tym wszechobecnym szmalcownictwem, to jest ogromna przesada, że każdy ma wielkie oczy .. pewnie! Zdarzały się takie wypadki.

One też wpadły, ale nie przez donos. One nie siedziały za szafą, ciągle wychodziły, wracały dopiero wieczorem. Miały jakieś swoje sprawy, ciągle coś załatwiały, miały jakieś tam kontakty itd.

Ale kiedyś przyprowadziły ogon – ktoś z innego podwórka je rozpoznał i przyszedł sobie popatrzeć.

No a potem mieszkanie spłonęło i nie było już małej dziewczynki i małego chłopca oraz trzech Żydówek, które się kręciły.



5.


- Dawid, musisz wejść pod antresolę. Inaczej nie da rady, mieszkanie spalone, w każdej chwili może tu ktoś wpaść, może cię ktoś zobaczyć. A on powiedział, że pojedzie gdzieś na wieś.

My z matką postaraliśmy się o metrykę od księdza Godlewskiego - tego, który lubił nazywać się antysemitą. I ten sam antysemita wydał podobno około 700 metryk dla Żydów.

Matka poszła do parafii na placu Grzybowskim. Dawid w swoich wspomnieniach pisał później, że zapłacił 700 złotych za metrykę. Być może jakiś Żyd zapłacił komuś 700 złotych, ale na pewno nie on, który nie miał ani grosza przed kolejną podróżą.

W rzeczywistości matka dała na tacę 20 złotych, równowartość kilograma chleba.


Bywały czasy, że „niekupiony kilogram chleba”, oznaczał „nowe życie”.

Ale tego słowniki związków frazeologicznych nie podają.




*

- Ja mu jeszcze zabrałem dolary. Bo on miał 10 dolarów, jakiś XI wiecznych w dużym formacie – jakieś wielkie, postrzępione ze wszystkich stron, jakby je myszy pogryzły. Kiedyś je pewnie dostał od ojca, albo dziadka. Ja wtedy powiedziałem :

- Dawid, to jest dla ciebie wyrok śmierci. Gdzie polskie dziecko z dolarami ?

Jak normalnie nikt by na ciebie nie zwrócił uwagi, tak jakbyś pokazał dolara, to by powiedzieli – „oczywiście, to przecież Żyd!” i wtedy mogliby cię bić tak długo, że mógłbyś nie wytrzymać.. Bo by myśleli – że jak tutaj ma 10 dolarów, to gdzieś ma i tysiąc.

No i ja mu te dziesięć dolarów zabrałem.

Powiedziałem :

- Ty jesteś polskie dziecko, masz iść i prosić ludzi o kawałek chleba, a nie dolary pokazywać!

6.

Dawid później pojechał na front.

Przyszedł, w kwietniu 1943 roku; trwało wtedy powstanie w getcie warszawskim. I wtedy ojciec, który był również w podziemiu odebrał z kanałów dziesięciu bojowników , którzy z getta uciekli. Powstanie w ostatnim dniu kwietnia gasło, kto jeszcze żył – starał się uciec z getta.

Ale co zrobić z Dawidem? Mieszkanie spalone, więc jedynym sposobem jest, aby pojechał z tamtymi dorosłymi Żydami. Przewiozłem go tam.

Po tych z kanałów ktoś miał przyjechać. Ale jak to się zdarzało w tamtych czasach, nikt nie przyszedł, więc ojciec ukrył ich w jednej z warszawskich piwnic.

Dawid był już parę dni z nimi. Jak przyniosłem im jedzenie on podszedł do mnie i powiedział:

- Staszek, tu jest tak niedobrze.

- Wiesz co Dawid? To chodź.

No i poszliśmy.

*

- A na drugi dzień była wpadka. Jacyś z organizacji podziemnej zastrzelili jednego wartownika niemieckiego.

Byłem tego świadkiem – przed gmachem sądów był szpital niemiecki, przed którym zawsze stał jeden wartownik. Ulica „Biała” – teraz jej nie ma; wychodziła akurat naprzeciw budynków sądowych.

Staliśmy na rogu z ojcem i rozmawialiśmy z jego wspólnikiem – ojciec miał jakiegoś pośrednika, miał wynająć jakiś lokal dla tych z piwnicy.

Byłem na rowerze wtedy.

W pewnym momencie słyszę strzał. Patrzę – po drugiej stronie ulicy stoi dwóch mężczyzn ubranych w ładne garnitury. Nagle Niemiec, który stał z pistoletem pada na kolana – tak jakby na filmie, w zwolnionym tempie.

Dwóch ładnie ubranych stoi nad nim. A jeden z nich tylko – bam bam bam.

Ja stoję i liczę te strzały :

Bam, bam, bam, bam.

W końcu gdy byli pewni, że Niemiec nie żyje, poderwali się do biegu. Jeden się jeszcze odwrócił, strzelił raz i pobiegli do ulicy Chłodnej.

To był początek maja, drugi, trzeci – nie wie. Kuzynka była na nabożeństwie w kościele na Chłodnej i akurat wracała do domu. Opowiedziała mi dalszy ciąg – jacyś dwaj biegli, wskoczyli do samochodu, który w jednej chwili zniknął. To byli właśnie tamci ładnie ubrani.

Mówię do ojca – wracamy, bo tu zaraz będzie gorąco.

- Ty wsiadaj na ten rower, ja zostanę – jestem stary, nic mi nie zrobią.

Gdy Galasz dojeżdżał na Pragę, przed tamtym niemieckim szpitalem pojawili się Niemcy. Odkryli kryjówkę. Przykro, ale ci Żydzi wskazali na ojca, i powiedzieli, że to on ich ukrywał. Ich Niemcy wyciągnęli – to było w takim zupełnie oddzielonym budyneczku gospodarczym, no i tam byli oni w tej piwnicy. Wyprowadzono ich i zatrzymali paru ludzi – ojca też.

I do dnia dzisiejszego ojciec przepadł razem z tamtymi z getta, których ktoś miał odebrać.

Gdy skończył mówić, chwilę panowała cisza, widocznie myślał o ojcu. Później tylko krótko się roześmiał. Tadeusz Borowski pisze – niekiedy skala reagowania człowieka jest zbyt mała i gdy sięga tragicznego dna, wtedy wyzwala się w śmiechu.




Zrobili mu coś, mimo, że był stary.

Tylko co ?

Zapomnieli powiedzieć.




Może gdyby miał rower…





7.


Mój ojciec zginął, prawda .. Ale Dawid ocalał, bo go dwa dni wcześniej stamtąd zabrałem.

Miał żyć … on miał żyć i tak się stało.

Dawid pojechał gdzieś na kraniec Polski i tam pracował u jakiegoś gospodarza, Ukraińca. Powiedział, że zatrudni się u niego tylko pod warunkiem, że pozwoli mu hodować gołębie (słyszał bowiem, że polscy chłopcy lubią gołębie). Mówił jeszcze, że mamusia mu kazała w każdą niedzielę chodzić do kościoła.

Ukraińcy Żydów nie lubili, więc Dawid często słuchał niezbyt miłych opowieści.

Twierdził, że był świadkiem jakiejś masakry Żydów. Jednakże to nie było już jego sprawą – on miał nowe życie, którego musiał pilnować.

Ponieważ Dawid dawno nie miał już swojej żydowskiej mamusi. Jako polski chłopiec lubił gołębie, słuchał opowieści o Żydach, widział, jak ich ktoś morduje, może nawet chodził do kościoła.

A potem wrócił na Brzeską.

A na Brzeskiej i w ogóle skończyła się wojna.

A Dawid, jako polski chłopiec, nie miał ani prawdziwej matki ani prawdziwego ojca, ani żadnego dzieciństwa. Bo ostatnim razem na Brzeskiej był Żydem. A później pracował tylko u Ukraińca. Przecież był polskim chłopcem od paru chwil, prawda? Ludzie żyją całe życie i nic nie mają, a przecież on dopiero – od niedawna …

Niedobrze jest mieć przeszłość, ale jeszcze gorzej jest jej nie mieć.


- I takie były losy moich Żydów.



8.


Widziałem Żydów, którzy mordowali Polaków i Polaków, którzy mordowali Żydów.


Miałem kolegę, ze szkoły, spotkałem go w 1943. Szedłem Elektoralną, patrzę – Adam! Niemożliwe – ten sam blondyn, zielone oczy, mówił piękną polszczyzną – pochodził z inteligenckiego domu. Nie był podobny do Żyda, mógł się dobrze zakonspirować.

Z Adamem rozstali się w 1936 roku. Nie widzieli się osiem lat, ale poznali się od razu.

Szliśmy Elektoralną, w kierunku placu Bankowego. On opowiada mi co się z nim działo – że pojechał na wschód, tam ocalał, przeszedł szkolenie, robili mu jakieś operacje. Dostał nowe dokumenty, kiedyś był to Adam A., ale na wschodzie stał się Adamem P.

W pewnym momencie słyszymy od strony getta serie z karabinów i wybuchy. W getcie walki dogorywały.

W pewnym momencie zatrzymaliśmy się, a on mówi w ten sposób :

- Wiesz, tam zginął mój ojciec, moja matka i moje dwie siostry. Ale ja o to nie mam do Niemców pretensji. Bo mój ojciec był samym pasożytem jak wszyscy Żydzi. Zbierał dolary do skrzynki, żeby wywieźć je później do Argentyny i tam pobudować fabrykę, gdy ja skończę studia.


Widziałem Żydów, którzy wyjechali na wschód i po powrocie nie byli już Żydami.

Widziałem Żydów komunistów-aktywistów, którzy nie mieli do Niemców pretensji.

Widziałem Żydów różnych, kiedyś, w jakiejś Polsce.


9.

Mam takie garbate szczęście, że trafiam na niezbyt przyzwoitych ludzi. Poszedłem do mojego zwierzchnika z AK, nie miałem dokumentów, poprosiłem, aby wyrobili mi lewą legitymację. Później temu samemu człowiekowi dałem legitymację do przedłużenia.

Co niedziela spotkania były u mnie w domu, dlatego, że pode mną mieszkało małżeństwo restauratorów – ciągle nie było ich w domu. Czasami urządzaliśmy sobie prywatki.

Były więc przerywniki wesołe – nie zawsze było smutno. W końcu człowiek młody…

Mieliśmy być szturmowcami tj. w razie powstania mieliśmy walczyć z miotaczami płomieni. Miotaczy żeśmy nie widzieli.

Pewnego dnia zapukał do drzwi starszy mężczyzna.

- Proszę pana, pan zgubił chyba legitymację.

- Gdzie pan ją znalazł ?

- Koło kościoła..

To był mój dokument, który oddałem do przedłużenia. Według niej pracowałem w Zakładach Mechanicznych na Woli. Gdyby dziadek zaniósł ją do fabryki ….

Przyszła kolejna niedziela i zebranie. Pytam się mojego zwierzchnika, co z moją legitymacją. Gdy powiedział mi, że jest jeszcze nie przedłużona, powiedziałem :

- Co, nie przedłużyli ? Widzi pan ? Pan mi mówi, że nie przedłużyli, a ona jest u mnie. Pan jest bydlakiem, pan jest świnią. Proszę wynosić się z mieszkania, i to już!

Później groził mi sądem.

- Najpierw to takich łotrów jak wy, dopiero później takich jak ja !


*


Powstanie trwało krótko.

Punkt zbrojny mieliśmy na kirkucie, na Bródnie.

Dowódca kazał nam atakować 36 pułk piechoty.

- Czy pan zgłupiał? Czy pan myśli, że nasze młode życie jest potrzebne, żeby podgnoić bruk ? Z gołymi rękami mamy iść w biały dzień atakować 36 pułk piechoty ?

Chodź pan z nami.

- Mój rozkaz to jest rozkaz!

Ja mówię – zaraz zaraz, muszą być jakieś minimalne szanse powodzenia, my będziemy tam szli, a Niemcy będą nas kosić karabinami. Czy pan na głowę upadł ?

Panie pół roku nas szkolono jak walczyć bronią, a ja tej broni nie widzę.

Proszę mnie poinstruować – jak Niemiec wyjdzie z kijem, to jak się mam zachować ?



*


Gdy Galasz kpił i stawiał się dowódcy, Niemcy otaczali kirkut.

Gdyby nie Galasz, doszliby na Bródno.

Akurat zdążyli by na śmierć.


*


Wracaliśmy kiedyś w siedmiu do domu. Na Pragę było daleko, zbliżała się godzina policyjna. Na ulicy była łapanka – uciekli więc na cmentarz.

Niemcy ustawili się na całej długości ogrodzenia cmentarza – znaleźli się w pułapce.

- Słuchajcie, jak my w siedmiu chodzimy, to jest głośno. My pójdziemy we dwóch, znajdziemy wyjście, a potem po Was przyjdziemy. – powiedział Niedziałek, ten, który znał cmentarz, jak własną kieszeń.

Dwójka zniknęła. Galasz i jego czterej koledzy czekali, ale się nie doczekali.

- Słuchajcie, musimy się stąd wydostać, przecież jak Niemcy tu wejdą, to przeszukają każdy kąt i znajdą nas. A potem pod ścianę i nikt się nawet nie dowie, co się z nami stało.

Zaczęło się rozjaśniać.

- Panowie, ja nie chcę umierać pod ścianą.

Pomysł był taki, że obrzucamy dwoma granatami Niemców (granaty kiedyś ukradliśmy), przełazimy przez ogrodzenie i uciekamy. Jakie szanse ? Żadne.

Tylko nadzieja, że może jednemu się uda i opowie rodzinom, jak my tego ..

Nie wiedzieliśmy gdzie iść, no ale zawsze się gdzieś trafi na mur. Gdy już do niego doszliśmy zauważyliśmy jakiś dwóch mężczyzn. Spytaliśmy, czy są tutaj Niemcy. Tamci byli tak przerażeni, że nie byli w stanie wypowiedzieć słowa.

Podsadzili mnie, wychyliłem głowę. Ciemno.

Jak zobaczyłem że nikogo nie ma, usiadłem na murze i pomagałem przejść kolegom.

Udało nam się przejść, było już prawie zupełnie jasno.

Widzieliśmy, że pod wiaduktem stoi Niemiec. Powiedzieliśmy więc najmłodszemu z nas, aby szedł za nami i w razie czego uciekał. Idziemy we dwójkę z udawaną pewnością siebie, przechodzimy obok Niemca, który był tak samo przerażony jak my. Gdy zeszliśmy mu z pola widzenia zatrzymaliśmy się, i nasłuchiwaliśmy kroków najmłodszego.


Dogonił nas, a my usłyszeliśmy za sobą czołg. Tam, gdzie jeszcze przed chwilą byliśmy my, teraz była młoda kobieta w kwiecistej sukience. I to ona dostała serię.



Pewnie wyszła z domu na pięć minut.

A my tak długo nie mogliśmy dojść …




*


Szedłem z materiałami konspiracyjnymi, aż nagle spotkałem moją sympatię. Poprosiła mnie, żebym odprowadził ją do domu. Próbowałem się jakoś wykręcić, została tylko godzina do godziny policyjnej, my byliśmy na Pradze, a ona mieszkała na Kole.

Ale kobietom się nie odmawia – odprowadziłem ją więc. Postanowiłem wstąpić do kolegi, aby zostawić materiały, które miałem. Zastałem tylko kłódkę.

Poszedłem do znajomego człowieka. I wtedy okazało się, że był niesamowitym tchórzem – wyrzucił mnie z domu.

Musiałem wrócić z tym na Pragę.

Patrzę – idę prosto na budę. Niemcy stali pod drzewem i spostrzegli mnie później. Myślę sobie – ładnie, prosto w rączki lecę.

Było już po godzinie policyjnej. Stwierdziłem, że nie mam już nic do stracenia, jeżeli mnie zatrzymają to i tak przeszukają .. Pomyślałem, że udam roztargnionego i spytam się która godzina, a później się zdziwię, że jest aż tak późno.

Spojrzałem – jedzie tramwaj. Ja idę wolniej, nigdzie mi się przecież nie spieszy. Wtedy, gdy tramwaj przecinał plac, wskoczyłem do niego.

Dobrze, że tramwaje jeżdżą.


*


Łapanka. Zamknięto Targową, Zieleniecką. Na ulice wypędzono wszystkich mężczyzn.

- Nie miałem zwyczaju się nigdzie pchać, więc stałem z kolegą na szarym końcu.

1 dzień – załadowane mężczyznami wagony

Reszta – Zurück, Zurück!

2 dzień – następny transport

Zurück Zurück!

3 dzień – kolejny;

Zurück

Czwartego dnia podstawiono pociąg dla kobiet.

Ich było mało, więc dołożyli do nich garstkę tych mężczyzn, którzy się „nie załapali” w pierwszych trzech dniach.

To była podróż do Mathausen, w jedną stronę.

- Jak się później dowiedziałem, tam była moja żona, nie znaliśmy się jeszcze.


*


W pokoju pojawiła się żona pana Galasza. Ostatnim razem widziałam ją dosłownie przez chwilę, gdy tak jak teraz, zaproponowała nam coś do picia.

Jest to kobieta średniego wzrostu, o białych, starannie zaczesanych do tyłu włosach. Nosi okulary, i jednocześnie ma chyba największe lazurowe oczy na świecie.

Wyobraziłam ją sobie WTEDY. WTEDY była młodą dziewczyną, o blond-popielatych włosach, z dużymi, błękitnymi oczami, które próbowały zobaczyć. Siedziała w jednym z zabitych wagonów, spoglądając w ciemność i wysłuchując jęków kobiet, które jechały z nią.

Ile z nich pamięta? Ile z nich później widziała ? Ile z nich przeżyło?

Widziałam ją – oczy miała szeroko otwarte, szukała czegoś w ciemności.

Czy ma te najpiękniejsze, największe na świecie lazurowe oczy po rodzicach, czy może jest to pamiątka z podróży do Mathausen pierwszą klasą? Wspomnienie szukania świata i siebie po omacku? Czy ta pani z mojej wyobraźni to Ta sama, która stoi teraz za mleczno kawowym fotelem, na którym siedzę?

Chciałam się odwrócić i zapytać, ale bałam się.

Ludzie nie mają zdjęć z takich wycieczek.


*


- Dojechaliśmy. My do obozu, a dziewczęta na łąkę.

Na rampie pokazali nam kominy krematorium.

- Tamtędy wyjdziecie.





Niemcy patrzyli na te nasze kobiety, i byli zdezorientowani.

Wysłali telegram do Berlina, co mają zrobić z transportem numer taki a taki.


Przyszedł telegram z Berlina – transport numer … skierować do prac cywilnych.

A że Niemcy byli akuratni, po dwóch tygodniach powiedzieli – Dawać też tych mężczyzn.


Więc my też zurück.





Pierwsze trzy dni wyszły przez komin.






Dzień czwarty był JEDYNĄ całą grupą, która z Mathausen wyszła bramą.

10.

Pożegnałyśmy się, i znowu wracałyśmy przez całą Warszawę.

Jadąc przez Stare Miasto myślałam – nie ma już tych czarnookich kobiet, o kruczoczarnych włosach, które nosiły wielkie krzyże. Nie ma Jana Galasza, nie ma handlarek, tamtych z getta i z kanałów. Nie ma Chany, Moszka i tych, co nie płacili, nie ma Polek z Dei… Nie ma bunkrów z Nalewki. Nie ma Dawida. Nie ma Pragi, Muranowa, Bonifraterskiej, Brzeskiej … Chociaż te miejsca istnieją, to już nie są TAMTE. Dawno też nie ma TAMTEGO świata – on płynie tylko w pamięci.

Utracona ojczyzna skonkretyzowana w słowach.

Zostali tylko kalecy ludzie, uwięzieni w przeszłości.



- Wiesz, TAMTA Polska ..

- Jej już nie ma na różne sposoby – powiedziała K.

Przez chwilę zastanawiałam się, czy ona też myśli o tym starym świecie, który zginął pod gruzami i o tych wszystkich z jakiegoś Auschwtizu, Bełżca, Treblinki …






Zaraz, nazajutrz tj:

Dnia Osiemnastego stycznia roku Tysiąc Dziewięćset Czterdziestego Piątego

Kiedy skwierczące miasto

Dogorywało, jak ofiarna jałowica na religijnym stosie

I tylko drgawkami kończyn świadczyło o życiu,

Które było śmiercią,

I dyszało, konając czadem spalenizny

Jak sierść całopalnego zwierzęcia;

I kiedy po drabinach dymu

Już się w niebiosa wspinała Warszawa

Aby dalekim prapokoleniom

Na wysokościach

Zaświecić kiedyś mitem astralnym,

Ognistą legendą,

A tutaj zostać wygasłym kraterem,

Kraterem wulkanu do dna wykrwawionym

Dnia Osiemnastego Stycznia roku Tysiąc Dziewięćset Czterdziestego Piątego,

Na rogu Ruin i Kresu,

Na rogu Gruzów i Śmierci

Na rogu Zwalisk i Zgrozy

Na rogu Marszałkowskiej i Jerozolimskiej,

Co padły sobie w płonące objęcia,

Żegnając się na zawsze, całując płomiennie (…)

Mogła się zjawić Niobą-Żałobą,

Furią wrzeszczącą, panią Hiobową,

Rachelą, dzieci swoje płaczącą –

I teżby jej uwierzono,

Mogła przyfrunąć wiedźmą na mietle,

Czy upiorzycą w krwawiącym świetle

Dnia zgliszczowego –

I też by jej uwierzono.

Mogła – bajeczna wielka Piotrzyca –

W patos jambiczny zestroić słowa,

Że nowy wstanie gród z rumowisk

„Na złość dufnemu sąsiadowi” –

I też by była prawdziwa.

Mogła stanąć na skrzynce wzniosłym monumentem,

Upozować się pięknie i zadeklamować :

„Per me se vanella citta dolente” –

I nikt by się nie zdziwił.

Ach, mogła wreszcie, Klio nie Klio,

Liwiusz w spódnicy

Siąść na kamieniach wymarłej stolicy

I byle gwoździem na byle cegle

Wyskrobać tytuł

„ Od założenia miasta” - - -

Ale ona inaczej ..

Założycielko! Pionierko! Muzo!

Dziś – stuk i łomot w całej Warszawie

Ku Twojej sławie!

Dziś każdy murarz, każdą nową cegłą

Pomnik Twój wznosi!

I cała Polska – paniusiu! Paniusiu! –

Wieczność twą głosi.

Woła gdański port

- sława

Wołają warsztaty łódzkie

- sława

Wołają kopalnie i huty

- sława!

Wrocław, miasto wojewódzkie

- sława! Sława!

Szczecin – miasto wojewódzkie

- sława! Sława!

Sława królowej w koronie ruin,

Której na imię po prostu: Warszawa!


*



TAMTA Warszawa?

Nie widziałam jej, ale widzę:

Łzy się toczą

Z jej – mimo wszystko – uśmiechniętych oczu …..





*




- Wiesz – zaczęłam. – Gdy skończył mówić o swoim ojcu … W oczach mignęło mu życie.



Albo to ja źle spojrzałam.





autor: Aleksandra Śmigiera

Odezwa konspiracyjnego Żydowskiego Związku Wojskowego


1943, styczeń, Warszawa (getto). – Odezwa konspiracyjnego Żydowskiego Związku Wojskowego wzywająca do czynnego oporu, wydana w getcie warszawskim.




GOTUJCIE SIĘ DO CZYNU! CZUWAJCIE!!!

Powstajemy do walki!

Jesteśmy tymi, którzy za cel stawiają sobie obudzenie narodu; Chcemy rzucić społeczeństwu naszemu hasło :

Zbudź się i walcz!

Nie trać nadziei w możliwości ratunku!

Wiedz, że ratunek leży nie w bezwolnym, jak u stada owiec, pójściu na śmierć.

Leży on w czymś znacznie wyższym : w walce !

Kto walczy o swe życie ma szansę uratowania się! Kto z góry rezygnuje z obrony – ten od razu przegrał! Tego czeka tylko haniebna śmierć w duszącej maszynie Treblinek.

Zbudź się narodzie i walcz!

Zdobądź się na czyny szaleńcze!

Precz z hańbiącym nas godzeniem się na takie powiedzenie : wszyscy skazani jesteśmy na śmierć!

Nieprawda!!!

I nam pisane jest życie! I my mamy do niego prawo!

Trza tylko umieć o nie walczyć!

To nie sztuka żyć, gdy ci to życie łaskawie darują! Sztuka żyć wtedy, gdy ci to życie chcą wyrwać.

Zbudź się narodzie i walcz o swoje życie!

Niech każda matka lwicą się stanie, broniącą swych lwiątek!

Niech żaden ojciec ze spokojem nie patrzy na śmierć swych dzieci!

Niech więcej się nie powtórzy pierwszego aktu naszej zagłady hańba!

Precz z rezygnacją i niewiarą!

Precz z niewolniczym duchem naszym!

Niech każde życie żydowskie krwią własną wróg płaci!

Niech każdy dom twierdzą się u nas stanie!

Zbudź się narodzie i walcz!!!

W walce leży twój ratunek!

Kto walczy o życie, ma możliwość uratowania się.

Powstajemy w imię walki o życie tych bezradnych mas, którym ratunek nieść chcemy. Których do czynu wzbudzić musimy! Nie o własne nasze tylko życie my walczyć chcemy. Nam ratować się wolno będzie wtedy dopiero, gdy spełnimy swój obowiązek!

Jak długo życie choćby jednego Żyda jest w niebezpieczeństwie, my czuwać i walczyć musimy!!!

Hasłem naszym:

Więcej ani jeden Żyd nie zginie w Treblinkach!

Precz ze zdrajcami narodu!

Bezwzględna walka z okupantem aż do ostatniej kropli krwi naszej!

Gotujcie się do czynu!

Czuwajcie!




Oryginał w archiwum ŻIH. Fotokopia oryginału w zbiorach W.Bartoszewskiego.



znalezione w : "TEN JEST Z OJCZYZNY MOJEJ" Władysław Bartoszewski, Zofia Lewinówna

Gloria Victis


1943, maj14, Warszawa. – Artykuł w codziennym piśmie konspiracyjnym „Nowy Dzień” o walce getta warszawskiego.




GLORIA VICTIS!

Beznadziejnie walczą ostatnie gniazda oporu. Dogorywają cowieczorne ferie świetlne. Słońce zachodzące w sztucznych chmurach daje nieoczekiwane efekty. Czy żaden malarz nie utrwalił wymowy naszych dni w cyklu obrazów : Dymy nad Warszawą?

Zbliżam się do frontu. To już raczej wielkie cmentarzysko. Tak olbrzymiej mogiły nie dała żadna żywiołowa katastrofa (…)

Cisza zbiorowego grobu. Nie słychać radosnych obwieszczeń megafonu: „wzięliśmy front muranowski”. Nie biegnie do niemieckiego sztabu ostrzegawcza krótkofalówka : „możemy się bronić dwa tygodnie!”. Spełnił się określony czas (…)

Obronić świeżo rozwalonego muru ćwiczy się kilku żołdaków w strzelaniu z pistoletu. Nie dość jeszcze wprawy ? Wszak znaleźli wspaniałe pole do popisu ? Po cóż zresztą narzędziem mordu są ręce, aby mordować! Im bezbronniejsza ofiara, tym satysfakcja większa! Wtargnąć było do szpitala, jak śmierć, pochylić nad chorym i – pozostawić trupa. Zabrać matce dziecko, to ich specjalność. Główkę o główkę – zderza się niby bilardowe kule. Móxg rozpryska się o ściany świątyni wiedzy, plami przybytek miłości bliźniego.

Obrona Nalewek przejdzie do historii obok obrony Saragossy, Alkazaru, Westerplatte, Stalingradu, każdego miejsca krwią trzymanego. Od początku była to stracona placów, pozycja skazana na zagładę, w sytuacji z punktu wojskowego paradoksalnej. Bili się więc o honor sztandaru ?

Walkę tę śledziliśmy ze zgrozą i współczucie, obserwowali etapy – uchem i wzrokiem, przez Łyny na niebie, badaliśmy znaczące jej postępy.

Pisząc pożegnanie z tą walką daję mu tytuł : Chwała zwyciężonym. Świadomie powtarzając przes Orzeszkową do powstańców 63r. zastosowaną parafrazę rzymskiego powiedzenia : Biada zwyciężonym. Chlubny ten epitet należy się może zwyciężonym, świadczą o tym zarówno walki styczniowe, jak kampania wrześniowa 39r. Sądzę, iż nie ubliżam naszym bohaterom zestawiając z nimi warszawskich męczenników. Albowiem pokonani zawsze mają prawo do pośmiertnej sławy, jeśli bronili się mężnie i odważnie. Obrońcy gtta ulegli nie tylko przeważającej sile, brutalnej przemocy napastników, lecz przeszli przez piekło okrucieństw, w którym oprawcy zastosowali wszystkie udręki, jakie człowiek człowiekowi zadać może. Legendy najbardziej o sadystycznych masakrach zdobyły nową, niepisaną dotąd kartę.

Odchodzą – w dosłownym i przenośnym znaczeniu – ofiary całopalne, lecz świat cywilizowany zachowa o nich chlubną pamięć.

„Nowy Dzień” 1943, nr 564, z 14 V.


Autorką artykuły była Aurelia Wyleżyńska.



znalezione w : "TEN JEST Z OJCZYZNY MOJEJ" Władysław Bartoszewski, Zofia Lewinówna

Emanuel Ringelblum


STOSUNKI POLSKO-ŻYDOWSKIE W CZASIE II WOJNY ŚWIATOWEJ


Możliwości robotników brania do siebie Żydów były niewielkie. Ciasne mieszkanie było najważniejszą przeszkodą przy lokowaniu Żydów. Pomimo to dużo Żydów znalazło schronienie w mieszkaniach robotniczych. Kolejarze polscy pomagali w wielu wypadkach wysiedleńcom, otwierali wagony pociągów jadących do Treblinki, dawali narzędzia do otwierania wagonów, pomagali Żydom wyskakującym z wagonów. Pewien dróżnik kolejowy uratował inżyniera żydowskiego z Częstochowy, zbiegłego z pociągu do Treblinki, który złamał przy tym rękę. (…)

Kolejarze ułatwiali Żydom przejazdy z miast do miast w okresie, kiedy Żydom zakazano jechać koleją. Tysiące Żydów dzięki pomocy kolejarzy wracało z ziem zajętych przez Niemców, a należących wcześniej do Sowietów. Kolejarze polscy byli łącznikami między poszczególnymi Miatami, informowali o położeniu w poszczególnych miastach, o akcjach przesiedleńczych, o zarządzeniach antyżydowskich itp. Kolejarzom zawdzięcza Warszawa pierwsze wiadomości o losie Żydów wysiedlonych do Treblinki. Znamy wypadki, że kolejarze polscy uświadamiali Żydów zagranicznych jadących w wagonach osobowych z bagażami do Treblinki, że Treblinka nie jest żadną kolonią rolniczą, ale mordownią hitlerowską. (…)

Żywot Polaka ukrywającego Żyda nie należy do łatwych. W kraju panuje szalony terror. Pod tym względem Polska zajmuje drugie – po Jugosławii – miejsce w Europie. Najlepszą część społeczeństwa, najszlachetniejsze i najofiarniejsze jednostki wywożą masowo do obozów koncentracyjnych lub do więzień. W kraju kwitnie szpiclostwo i denuncjatorstwo, co zawdzięczamy w dużej mierze masie prawdziwych i fałszywych folksdojczów. Na każdym kroku areszty i obławy. W pociągach nieustanne poszukiwanie broni i szmuglu, na ulicach miast – to samo. Masy ludowe są codziennie zatruwane jadem antysemityzmu z łamów prasy, przez radio itd. W tego rodzaju atmosferze niepokoju i terroru, bierności i indyferentyzmu ukrywanie Żydów w mieszkaniu, kiedy wszystko naokół sprzysięgło się przeciwko Żydom, jest przecież rzeczą bardzo trudną. Żyd w mieszkaniu inteligenta, robotnika czy człowieka z ludu to dynamit, który może w każdej chwili wybuchnąć i rozsadzić całe mieszkanie. (…)

Żyd rzadko mieszka z rodziną, zazwyczaj każdy członek rodziny mieszka gdzie indziej. Utrzymywanie kontaktów z poszczególnymi członkami rodziny należy również do zadań „aryjskiego” przyjaciela. Mieszkania żydowskie bez przerwy „palą się”. Rzadko spotkać Żyda, który by po aryjskiej stronie mieszkał dłuższy czas w jednym i tym samym mieszkaniu. Po krótkim czasie zawsze coś zaczyna się psuć. Nie wiadomo, w jaki sposób ktoś podpatrzył, że gospodarze coś ukrywają w mieszkaniu, że często przyjmują oni w kuchni zamiast w pokoju, że kupują o wiele więcej żywności niż przedtem, że zmienili tryb życia, że lepiej się ubierają … i tysiące innych drobiazgów i przypadków. Nikt jeszcze nie złożył donosu, ale coś już wisi w powietrzu, coś się czuje.


Emanuel Ringelblum



znalezione w : "TEN JEST Z OJCZYZNY MOJEJ" Władysław Bartoszewski, Zofia Lewinówna

Description of I remember



Description of I Remember

In order to understand the movie’s intentions it is essential that a detailed description of I Remember be given. The film is approximately an hour in length and solely uses black and white film. As noted before, the structure of the film revolves around four survivors’ testimonies. All of them are male and visually appear to be at least sixty-five to seventy years in age. No commentary, archival photographs or film is used. Instead the film is interlaced with footage of teenagers participating on the program “March of the Living.” “March of the Living” is an international program that brings Jewish teenagers to Poland every year on Yom Ha-Shoah, Holocaust Remembrance Day, to march from Auschwitz to Birkenau.[6] Throughout the film, as the survivors are telling their story, the camera fades from the image of the survivor to an image of a participant on “March of the Living.” Through this technique a deeper sense of story and attachment is created in reference to the aging survivor, although no other visual reference is made to his past.

The introduction to the film is approximately a minute and thirty seconds. The opening credits are very plain, white typeface on a black background. They first introduce the film as a product of Steven Spielberg and the Survivors of the Shoah Visual History Foundation and then clearly introduce Wajda’s connection to the film. The opening scene is of a group of young adults walking around the concentration camp Auschwitz while deeply contemplating and thinking. They look extremely sad and reflective. During this scene classical music is played that further invokes feelings of sorrow. The four survivors are introduced and each one briefly talks about a seemingly happy and carefree aspect of their life before the war. One of the survivors even mentions, “When I look back on it now it seems like it was a very fun time.”[7] The introduction ends with a shot of the “March of the Living” participants walking under the sign “Arbeit Macht Frei,” which translates to “Work Makes You Free,” at the entrance of the former Auschwitz concentration camp.

The film is divided into four sections; each survivor gives his testimony in full, one after the other. The first survivor to give his testimony, Leszek Allerhand, currently lives in Zakopane and is one of the few Jews who remain in Poland today. He is a gentle looking man with thin, soft, white hair. He is wearing a dark turtleneck shirt with a dark blazer and is very unimposing. Throughout his testimony a special effort is made to connect the image of his face with the face of one particular young man participating on “March of the Living.” The video of Leszek’s testimony continually transitions to momentary images of this boy. In general, Leszek’s testimony seems to focus on the universality of feelings. Leszek tells the story of how in the ghetto he fell in love with a girl, but she was hanged. As he tells this story fleeting images of a young woman, presumably the age his girlfriend was, are shown. This technique is used to make the story more relatable to a much younger generation and therefore more impacting. While talking about the loss of his girlfriend Leszek says, “Ghetto or no ghetto, Jew or non-Jew, love, feelings, desire – it’s all the same.”

Leszek then continues to tell the story of how he escaped from the ghetto with his mother and hid with his “aunt,” who was not Jewish, but actually a prostitute for the Germans. Ironically he said that hiding under her bed was the “safest place in the world,” but he was forced to leave after a German reported that his “aunt” had a venereal disease.

Interestingly, when describing himself as a child, Leszek refers to himself as “a kind of Jewish monster.” He describes himself as having “red hair, pale, skinny with frightening eyes and a long nose,” a stereotype of Jews that still remains today. He mentions this because when he left his “aunt” and was trying to hide in the non-Jewish outside world there was an instance where “Polish thugs” called him “Jew Boy” and enthusiastically turned him over to the German officers while a crowd of aggressive spectators formed around him. With luck, he and his mother were able to escape before entering the concentration camps because the group of Jews and German soldiers he was traveling with were dying and his mother was finally able to bribe the remaining German officer with her wedding ring. Having nowhere to go, they then went to the Korczak cemetery and literally hid in the graves. Leszek ends his testimony by stating “every day was a victory of survival.” His testimony ends with footage from “March of the Living” and with shrill and intense music that invokes a sense of fear.

The next survivor to speak is Stanislaw Jonas, a slightly more formal looking bald man who now lives in New York. Stanislaw’s story begins when his family escaped from an Aktion, an assembly and deportation of Jews to the concentration camps, with the help of a Jewish police officer. He speaks about how while in the ghetto all one thought about was escaping to the other side, but once outside life was even more dangerous. He says, “The worst killers in the ghetto were hunger and disease. On the Aryan side it wasn’t hunger or disease, but the people themselves.”

The family that Stanislaw and his family lived with did not know that they were Jewish, but when they found out, Stanislaw was forced to leave. Stanislaw in particular had a hard time hiding his identity because he would frequently hum Jewish songs that he learned in the ghetto. Stanislaw does not seem to have negative feelings towards the woman who forced him to leave after his identity was revealed. Instead he says understandably “she was a very decent woman, nevertheless, she was scared. So we had to leave.”

Throughout Stanislaw’s story there is a constant pattern where he hid with families who he believed cared about his well being, but ultimately, when danger increased, he was forced to leave the relative safety of these homes. A particularly emotional part of his testimony occurs when he speaks about overhearing Poles discuss that the Jews were being burned and that this was a good thing. When he repeated this to one of the Polish women he was staying with, she scolded him. At this point in the testimony, Stanislaw looks extremely sad and as if he is trying hard to hold back tears and it takes him a moment to recover from what he has just said. Stanislaw talks about how his time in hiding “was a time of intense religious feeling for me.” He was praying a lot then, not only to God, but also to Jesus. He closes by relaying the impact from his trauma of hiding. Even today, while living in America, if someone asks him whether he is a Jew, he sometimes says no.

Stanislaw’s testimony is especially powerful because of the emotion he conveys while speaking. It is difficult to watch such a formal looking man struggle so much while telling his story. Several times throughout his testimony Stanislaw must pause to collect himself before continuing. In addition, the same techniques used in the previous testimony are applied here, such as the inclusion of momentary clips of young adults and the use of powerful music.

The third survivor, David Efrati from Israel, presents a less formal air than Stanislaw. Immediately he begins using gestures and sound effects to aid the telling of his story. What is immediately noticeable from David’s testimony is how distinctly different he views himself from the Poles. When talking about Poles he continually refers to them by using the pronoun “they” and he mentions “I met a lot of Poles.” It is interesting that the Poles David keeps mentioning with distancing terms are actually many of the parents and grandparents of the Polish people viewing this film.

David’s testimony talks a lot about images of Poles, Jews, and Germans. He mentions that at one particular instance while hiding during the Holocaust he heard someone crying, but was not afraid “because a German doesn’t cry. Only a Jew cries.”His opinion towards the Poles is that the majority of them were apathetic, though there were some who were good and some who were bad.

Luckily, David encountered what he considered were good Poles. When looking for a place to hide, David ran to the house of his good Polish friend, Stasiek. Not only did Stasiek’s family take him in to their house, clean him and feed him, Stasiek’s father was hiding other Jews in a basement down the street. Sadly these Jews were discovered. Unfortunately, before they were killed the Jews informed the German authorities that Stasiek’s father was responsible for hiding them and so his father was killed as well. Despite all of this Stasiek did not throw David out. Eventually David chose to leave Stasiek’s house, but not because Stasiek forced him to.

David was fortunate to have had several positive encounters with Poles. After leaving Stasiek’s house he came in contact with a Polish woman who was especially kind to him. David dramatically managed to escape from a cattle car traveling to Treblinka before returning to the safety of Stasiek once more.

The final person on the film to give a testimony is Henryk Mandelbaum, a sweet and gentle looking man now living in Gliwice. It is almost impossible to believe that this old man was once a member of the Sonderkommando, a group of men who were forced to dispose of corpses at the gas chambers, at Auschwitz. He continually refers to his time in Auschwitz as “a real hell.” He gives detailed descriptions of how the Jews were tricked into entering the gas chambers, the killing process, and his role within the gas chambers. He also refers to the notorious rebellion of the Sonderkommando at the crematorium at Auschwitz. After the rebellion was subdued all of the Sonderkommando, including himself, were lined up and every third person was shot.

Besides the detail given to the description of his experiences in the crematorium, it is interesting how Henryk seems to mentally separate himself from the Jews and victims who were killed before him every day. Perhaps as a protection device, when talking about the Jews who were taken to the gas chambers, he refers to them as “they” and “these.” He says, “They were tired and so mistreated.” There is a deep sense of distinction between himself and these Jews, as if they were on two different levels. A sense of guilt is also inferred when Henryk mentions that he could not give them any advice that would help them escape from this hell. Clearly he is still dealing with the moral implications that came from the actions he was forced to perform.

The film concludes similarly to how it began, with images of the four survivors and the participants from “March of the Living,” while classical music is being played. An interesting and important addition though are images of Pope John Paul II looking emotionally distressed and of him at the Western Wall in Jerusalem. The film ends with a brief description of “March of the Living.”

In a press statement concerning the release of I Remember the Shoah Foundation states Wajda’s intention for the film:

He cut original footage of the famous “March of the Living” throughout the film as a symbol of hope and improved dialogue between young Jews, Poles, and Germans. Also included are clips of Pope John Paul II praying at the Western Wall in Jerusalem to underscore the director’s statement that “The film focuses on the dramatic and specific relations between Jews and Poles in Nazi-occupied Poland. An emotional story of a few people, whose experiences describe the facts, as well as the atmosphere and spirit of what happened.”

Based on this statement it is clear that Wajda, and those who contributed to the film, considered the issues that need to be confronted when creating the film. However, whether they confronted these issues strongly enough is up to individual interpretation.



text from : http://www.history.ucsb.edu/faculty/marcuse/classes/133q/samplepapers/ShoahFdnPolandRbinning05z.htm

Ci, co ratowali

ADOLF BERMAN („BOROWSKI”)

Tel Awiw



CI, CO RATOWALI

"Przy opisie martyrologii Żydów w Polsce podkreśla się nieraz cierpienia, jakich ukrywający się Żydzi doznali od polskich szantażystów i donosicieli, „granatowych” policjantów, faszystowskich chuliganów i innych mętów społecznych. Mniej się natomiast pisze o tym, że tysiące Polaków narażało swe życie udzielając pomocy Żydom. Pianę i brud na powierzchni spienionej rzeki widać łatwiej niż głęboki, podziemny, czysty nurt. Ale nur ten istniał.

Ogromną rolę w tej akcji ratowania Żydów odegrała ogólnopolska Rada Pomocy Żydom („Rada Żegoty”), która jednoczyła w akcji pomocy wszystkie niemal działające w konspiracji główne ugrupowania polskie, od lewicowych socjalistów do katoliów. Dużą rolę odegrała pomoc komunistów polskich, działaczy PPR. Znaczna część komórek pomocy organizowanych przez żydowskie organizacje podziemne, przez Żydowski Komitet Narodowy i przez Bund, to były komórki polskie. Na czele ich stali Polacy, którzy nieśli bezinteresownie ratunek: uczeni, pisarze i artyści, pracownicy polskiej opieki społecznej, robotnicy, nieraz chłopi. Byli to ludzie o różnych przekonaniach politycznych: komuniści i socjaliści, demokraci, katolicy, działacze chłopscy. Często byli to ludzie nie związani z żadnym ruchem politycznym czy id eolowym, prości, dobrzy ludzie z ludu, którzy cierpieli widząc mękę ludzką i spieszyli z pomocą z dobrego serca. Zdarzało się nawet, że czynną pomoc znajomym Żydom nieśli … antysemici. Było to zjawisko dość rzadkie, ale faktem jest, że koszmar hitlerowski i gehenna milionów Żydów wstrząsnęła sumieniem wielu Polaków nastrojonych do wojny antysemicko i zmieniła ich stosunek do Żydów.

Przyjdzie jeszcze czas na wielką Złotą Księgę Polaków, którzy w tych strasznych „czasach pogardy” podali bratnią dłoń Żydom, ratowali ich od śmierci i stali się dla żydowskiego ruchu podziemnego podnoszącym na duchu symbolem humanitaryzmu i braterstwa ludów. (…)"





znalezione w : "TEN JEST Z OJCZYZNY MOJEJ" Władysław Bartoszewski, Zofia Lewinówna

Marsz Pamięci i Nadziei

Marsz Pamięci i Nadziei

2001-05-20 16:26
Spotkania z młodymi Żydami to oznaka powrotu do normalności i Polski otwartej i przyjacielskiej, mówił abp Józef Życiński podczas spotkania z kilkusetosobową grupą Żydów i młodzieży z różnych krajów świata uczestniczących w Marszu Pamięci i Nadziei.
W spotkaniu w auli lubelskiego Seminarium Duchownego wzięli też udział młodzi mieszkańcy Lublina z Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży.

Zdaniem metropolity lubelskiego abpa Życińskiego otwarcie na dialog z Żydami jest szczególnie ważne na Lubelszczyźnie, gdzie żyło niegdyś tak wielu Żydów. "To, że przyjeżdżają dziś młodzi Żydzi jest normalnym świadectwem podtrzymywania pamięci o tamtej historii. Patologia była w okresie PRL, kiedy przyjeżdżali i samotnie szli wspominając pamięć swoich zmarłych" - mówił.

Arcybiskup wyraził nadzieję, że podobne spotkania stworzą klimat sprzyjający przekonaniu społeczeństwa żydowskiego, że tradycja bojówkarska i agresja są obce polskiej kulturze i chrześcijaństwu.

David Efrati z Instytutu Yad Vashem w Jerozolimie, który jako dziecko uciekł z warszawskiego getta i został uratowany przez polską rodzinę podkreślił, że inicjatywa Marszu Pamięci i Nadziei jest ważna nie tylko dla Polski i Izraela, ale i dla całego świata, bo sprzyja dialogowi między narodami bez żadnych uprzedzeń. „Nie ma złych narodów, są tylko źli ludzie" - powiedział Efrati.

"Tu przyjechali Niemcy, Duńczycy, Norwedzy, ludzie z USA i Kanady, także z Afryki i Azji. Chodzi o to, żeby im pokazać Polskę i historię Żydów łącznie z holokaustem. Dużo się pisze o tym na świecie, ale chcąc wiedzieć co tu się stało, trzeba zobaczyć te miejsca i usłyszeć tych, którzy przeżyli" - dodał Efrati.


text from : http://www.wprost.pl/ar/15064/Marsz-Pamieci-i-Nadziei/

60 rocznica krwawej środy w Majdanku

60 rocznica krwawej środy na Majdanku


03.11.2003/MT

W 60. rocznicę zamordowania 18 tys. Żydów, na Majdanku odsłonięto obelisk i tablicę upamiętniającą ofiary tamtej zbrodni.

W uroczystościach udział wzięli m.in. rabin Warszawy i Łodzi Michael Schudrich i biskup pomocniczy archidiecezji lubelskiej Mieczysław Cisło. Obecni też byli wojewoda lubelski Andrzej Kurowski i radca ambasady Izraela w Warszawie Beth Eden Kite.

– Jedyną winą ludzi, którzy zostali tu zamordowani, było to, że byli Żydami – mówił Dawid Efrati, były więzień obozów na Majdanku i w Trawnikach oraz jeden z pomysłodawców i fundatorów (obok Towarzystwa Opieki nad Majdankiem) pomnika, który stanął w pobliżu rowu egzekucyjnego. - Musimy też upamiętnić ludzi, którzy w czasie wojny potrafili pomagać innym, choć wiedzieli, że ryzykują własnym życiem - dodał Efrati, któremu po ucieczce z obozu pomogła polska kobieta.

3 listopada 1943 r. specjalne jednostki SS i niemieckiej policji zamordowały na Majdanku 18 tys. Żydów. Rozebrane do naga ofiary były pędzone do wykopanych wcześniej rowów. Egzekucji dokonywano przez rozstrzelanie z broni maszynowej; odgłosy strzałów i jęki ofiar miała zagłuszać odtwarzana z głośników muzyka.

Tego samego dnia Niemcy rozstrzelali jeszcze 10 tys. Żydów w obozie w Trawnikach, a dzień później kolejne 14 tys. w obozie w Poniatowej. Ofiarami akcji, określonej kryptonimem "Dożynki" (Erntefest), padło więc łącznie 42 tys. ludzi. Miał to być ostatni etap operacji "Reinhard", której celem było wymordowanie Żydów w Generalnej Gubernii.

W obozie na Majdanku w czasie niemieckiej okupacji zginęło łącznie niemal ćwierć miliona ludzi, w tym ponad 100 tys. Żydów.





text from : http://www.forum-znak.org.pl/index.php?t=wydarzenia&id=1005

Savin Jews : Polish Rghteous


GALASz, Jan
GALASz, Stanislaw, son


David Efrati, having blue eyes and blond hair, lived in a close-knit family of eight children in the Jewish quarter in Warsaw, where his parents had a business with materials for shoemakers. David was sent to the Jewish school, but once punished by the teacher, he refused to continue and his parents had to move him to a Polish school, where he learned the language. The Germans made on him a very good impression, but soon he suffered from them. He started to make a living by smuggling goods and met a Polish colleague, Stanislaw Galas, called Stasiek. He had many brushes with death, but being very decisive and resourceful, when he was in utter danger and despair, he always got help from Stasiek and his family: father, Jan and his daughter Niusia. Jan was a janitor of a building where he gave refuge to six Jews with a little girl in the cellar. But as the Jews quarreled much among them, David did not want to stay any longer there and told Stasiek that either he will take him to his home or he, David, will return to the ghetto; they can kill him. And Stasiek took him home. After a few days all the Jews in that cellar were killed and Jan, Stasiek's father with them. But Jan's wife and children did not show David that they are afraid of keeping him. David traveled to many cities in order to escape Jews' enemies, be it the Germans, Lithuanians, Latvians or Ukrainians. He even jumped from a train going to Treblinka, escaped from the Trawniki camp, went to Lvov, met thieves who wanted to teach him how to steal, worked on Ukrainian peasants farms, always presenting himself as a Pole and Catholic. Finally he found a Jewish family who was happy to meet him. He lost contact with Stasiek and Niusia in 1948, when he went to Israel. He returned to Poland in 1963 and found only Niusia, ill and unhappy. He found Stasiek in Warsaw only in 1960. Niusia and her mother were not living any more. David took care of Stasiek and helped him as he could. Stasiek married and has a son. In 1984(5) Stasiek and his father got the recognition as "Righteous"





text from : http://www.savingjews.org/righteous/gv.htm

Pamiętam / I remember

2001 PAMIĘTAM


Realizacja,
Leszek Allerhand ze Lwowa mieszka teraz w Zakopanem. Stanisław Jonas z Warszawy - w Nowym Jorku, David Efrati z Warszawy - w Tel- Awiwie, a Henryk Mandelbaum - w Gliwicach. Zarejestrowane na taśmie ich wspomnienia Andrzej Wajda i Marcel Łoziński wybrali spośród wielu zgromadzonych przez Shoah Foundation Stevena Spielberga. Ilustracją do opowieści są zdjęcia nakręcone podczas Marszu Żywych, którym co roku w Oświęcimiu młodzież z całego świata oddaje hołd ofiarom Holocaustu. Tym zdjęciom, świetnie zmontowanym przez Katarzynę Maciejko-Kowalczyk, towarzyszy przejmująca muzyka Wojciecha Kilara. Dopracowany w każdym szczególe czarno-biały dokument, choć zawiera opowieści zaledwie czterech ocalałych Żydów, jest kwintesencją wojennego losu całego narodu. I przestrogą na przyszłość. Czterej mężczyźni penetrują pamięć. Sięgają do szczęśliwych chwil sprzed wojny, które są jak jasne rozbłyski światła - przez mgnienie. Potem jest cierpienie, głód, lęk, śmierć, nieustanne zagrożenie. Ludzie i hieny. Dobroć i zło. Szlachetność i podłość. Bezinteresowność i pazerność. Obojętność, przyzwolenie i walka. Męstwo i tchórzostwo. Wola życia. Siła życia. Niewytłumaczalne zbiegi okoliczności. Trzej powtarzają: pamiętam. Ostatni nie wymawia tego słowa. Był w piekle, pewnie chciałby zapomnieć. Leszek Allerhand uciekł z matką z lwowskiego getta. Przeżył kilka miesięcy w najbezpieczniejszym miejscu na świecie: pod łóżkiem szlachetnej prostytutki, świadczącej - nad jego głową - usługi Niemcom. Potem dopadli go i matkę Polacy. Wydali Niemcom. Niemiec za matczyną ślubną obrączkę darował im życie. Schronili się w grobie na Cmentarzu Łyczakowskim. Stanisław Jonas wraz matką i młodszym bratem, Andrzejkiem, uciekł z warszawskiego getta. Aryjska strona, która wydawała się wybawieniem, okazała się pełna niebezpieczeństw. Zaraz za bramą dopadli ich szamalcownicy. Potem nastąpił okres chaotycznych ucieczek z domu do domu. Dobrzy ludzie dawali schronienie, lecz ciągle znajdowali się szmalcownicy i donosiciele, więc znów trzeba było szukać kryjówki. Rany psychiczne, które wyniósł z dzieciństwa, nie zabliźniły się do końca. W pewien sposób ukrywa się do dziś. Davidowi Efratiemu w gettcie wiodło się dobrze. Szmuglował żywność z aryjskiej strony, do spółki z poznanym na bazarze Staszkiem - dziewiętnastoletnim członkiem AK. Stać go było na czekoladę i na teatr, który lubił. Przed drogą na Umschlagplatz ocaliła go matka. Uciekł z getta. Schronił się u Staszka. Narażał wszystkich, bo krzyczał przez sen. Nie wyrzucili go jednak na ulicę. Ojca Staszka zabili Niemcy za ukrywanie Żydów w piwnicy domu, w którym był dozorcą. Staszek wywiózł Davida do Białej Rawskiej. Tam cudem uniknął śmierci i znów wrócił do przyjaciela. W końcu, zmęczony uciekaniem i wiecznym zagrożeniem, z własnej woli poszedł do getta. Znalazł się w transporcie do Treblinki. Wyskoczył z pociągu. I znów zapukał do drzwi Staszka. Henryk Mandelbaum w obozie koncentracyjnym został skierowany do specjalnego komanda, które paliło zwłoki zagazowanych. Widział długie kolumny Żydów z całej Europy idące do komór. Był - bo musiał - wyrobnikiem w fabryce śmierci: doskonale zorganizowanej i najnowocześniejszej z technicznego punktu widzenia. Był w piekle, którego grozy nie jest w stanie wyrazić. Młodzi Żydzi z całego świata długą kolumną idą przez Oświęcim. Zmagają się z prawdą o Holocauście.
[www.tvp.com.pl]


text from : http://www.reporter.edu.pl/nakreceni/dokumentalisci/sylwetka_dokumentalisty_marcel_lozinski

"Jedna ziemia - dwie świątynie"

Świadectwo ocalonego z holocaustu mówi Dawid Efrati z Jerozolimy.
Urodził się w Warszawie, do Polski a także do Lublina przyjeżdża z młodzieżą izraelską. Pracuje jako wolontariusz w Yad Vashem.


Fot. Andrzej Misztal.


text and photo from : http://www.tnn.pl/rozdzial.php?idt=103&idt_r=1203&f_2t_rozdzialy_trescPage=6


"Nic tylko płakać .. "

"Nic tylko płakać

ROZMOWA O STRASZNYCH CZASACH, ROZRACHUNKU Z HISTORIĄ I TĘSKNOCIE ZA ŻYCIEM

* Ewa Czerwińska: Przed kilkoma dniami obchodziliśmy 65. rocznicę wybuchu powstania w getcie warszawskim. Zbliżał się finał holocaustu w Polsce.
Robert Kuwałek, historyk, pracownik Muzeum na Majdanku w Lublinie: Wybuch powstania w getcie warszawskim to odpowiedź na ostateczną likwidację Żydów. Hasłem powstańców było umrzeć z honorem, nie dać się wywieźć na śmierć.

To była reakcja na to, co zdarzyło się w lipcu i sierpniu 1942, kiedy to prawie 300 tysięcy warszawskich Żydów zostało przetransportowanych do obozu zagłady w Treblince. Wtedy to podziemie, które istniało w getcie, postanowiło zorganizować się i podjąć akcję obronną.

* Jest coś bezbrzeżnie tragicznego w postawie poddania się eksterminacji. Jakaś niesłychana naiwność. Niektórzy bohaterowie „Chleba rzuconego umarłym”, świetnej powieści Woydowskiego, myśleli, że z Um­schlagplatz jedzie się prosto na Madagaskar. Ten mit im pomagał trwać?

W irracjonalnych sytuacjach ludzie myślą irracjonalnie. Proszę też pamiętać, że wywożono całe rodziny. Ludzie rzeczywiście myśleli, że jadą do pracy. A po drugie, zostawali ludzie starsi, więc kto miał stawiać opór? Poza tym, do mniej więcej połowy wielkiej akcji ludzie naprawdę nie wiedzieli dokąd jadą. Myśleli, że transporty kierują się na Ukrainę, do obozów pracy. Rzeczywiście, szli jak barany na rzeź. Nawet wtedy, kiedy wracali do getta jacyś uciekinierzy z tych transportów i opowiadali, co widzieli, nie dowierzali im.

W getcie w 1943 roku zostało jakieś czterdzieści pięć tysięcy legalnych, wyselekcjonowanych do pracy w szopach – niemieckich wytwórniach – i około 20 tysiecy nielegalnych, którzy się ukrywali. To ci, którzy pozostali po akcji, ale nie mogli uprawomocnić pobytu.

* Jak wyglądało wówczas getto?

Przed kwietniem 1943 roku było podzielone – małe getto zostało wyłączone, mieszkali w nim już Polacy. Duże getto składało się z enklaw, w których były szopy, a przy nich kamienice. Pracowały – oprócz niewielkich firm metalowych, szczotkarskich i innych –dwa wielkie przedsiębiorstwa: Schulza, produkujące futra i Többensa wyrabiające konfekcję skórzaną, utylizowano tam również wszystko, co pozostawało w getcie. Obie firmy zatrudniały żydowskich robotników. Praca dawała nadzieję na przetrwanie, na życie. Do Schulza ludzie przychodzili z własnymi maszynami do szycia. Pracę się załatwiało za ciężkie pieniądze. Była też w getcie brygada, która zajmowała się czyszczeniem mieszkań.

* Mit o Madagaskarze w końcu umarł. Ludzie przestali się łudzić.

Też nie do końca. Wielka akcja trwająca od lipca 1942, również w Lublinie i innych miastach okupowanej Polski, nie we wszystkich zgasiła nadzieję. Byli tacy, do których docierały wieści o wywózkach z getta lubelskiego, ale warszawiacy myśleli: no nie, z Warszawy Niemcy nikogo nie ruszą, tak może być na prowincji, ale nie u nas! Dlatego zaskoczeniem była wielka akcja. Pierwszego dnia prezes Judenratu Czerniakow popełnił samobójstwo, bo nie chciał podpisać dokumentów na wywiezienie ludzi na śmierć. Z jego strony to był gest oporu. Spektakularny i różnie odebrany. Jedni twierdzili, że był wyrazem tchórzostwa, bo Czerniakow nie nawoływał do oporu, inni, że właśnie było to bohaterstwo, bo nie chciał przyczynić się do śmierci ludzi. Ale ten gest pozostał osamotniony.

* Przypominają mi się mocne sceny z kronik filmowych kręconych w getcie warszawskim: ledwo snujący się po ulicach-cmentarzach na wpół umarli przechodnie i nadgorliwi żydowscy policjanci używający wobec nich pałek.

Nie zapominajmy, że to ludzie, którzy przeżyli traumę. Wszyscy. Pozbawieni bliskich, mienia, planów, poczucia bezpieczeństwa są psychicznie zdołowani. Nie mają przywództwa. Nie są przywódcze judenraty, bo to ciała wpółpracujące z Niemcami i tak też są postrzegane przez społeczność getta. Podziemie istnieje od początku okupacji – wydaje gazetki, prowadzi tajne nauczanie, gromadzą się jacyś młodzi ludzie, ale trudno to nazwać stawianiem oporu. Nie ma elity wojskowej – są romantyczni chłopcy. Wprawdzie są też w warszawskim getcie liderzy polityczni, którzy mogliby pociągnąć za sobą resztę, ale oni dystansują się, boją się podjąć decyzję co do walki. Trzeciego dnia akcji zbierają się i dyskutują, jak się zachować. W końcu wszyscy przedstawiciele starszego pokolenia mówią: nie róbmy nic, bo to pociągnie za sobą poważne represje. Ale ci ludzie nie wiedzą, że eksterminacja dotknie wszystkich. Także elit, a więc ich samych. Poza tym zastawiam się, czym ci ludzie mieli walczyć. Nożami, siekierami?

* A pomoc ze strony aryjskiej?

Nie była wystarczająca. Polacy też nie mieli za wiele broni. Poza tym przywódcy AK uważali, że to nie jest czas na powstanie w getcie. Ma wybuchnąć dopiero wtedy, kiedy będą się zbliżać wojska alianckie. Przedwojenny konflikt polsko-żydowski też się rzucał cieniem na całą sytuację. I jest jeszcze jedno, co powstrzymywało obronę. Na początku wielkiej akcji Niemcy ogłosili, że ci, którzy stawią się na Umslagchplatz do wywózki dobrowolnie, dostaną na drogę chleb i marmoladę. W sytuacji niewyobrażalnego, permanentnego głodu, jaki panował, to było coś! Przecież ludzie umierali w pół kroku na ulicach. Już nie było dostaw żywności do getta. Więc ta aprowizacja dawała jakąś nadzieję: bo przecież Niemcy nie karmiliby idących na śmierć. Zgłosiło się wtedy tysiące nie mających nic do stracenia ludzi. Niech mnie wiozą dokąd chcą, grunt, że się najem. Dlatego na początku wielkiej akcji nie było oporu. Żydzi użyli broni dopiero w styczniu 1943 roku. Niemcy byli zaskoczeni.

* Żydzi rozpoczęli walkę z góry skazaną na porażkę.

Oczywiście nikt już się wtedy nie łudził. Bo nawet gdyby mury getta zostały zburzone, to gdzie ci ludzie mieliby się podziać? Więc to już nie była akcja, że oto się bronimy, tylko – oto umieramy z honorem. Stawiamy opór do krwi ostatniej. Wtedy też ludzie budują schrony w piwnicach, na strychach. Niektóre kryjówki, świetnie zakamuflowane – gdyby nie podpalanie kamienic – przetrwałyby nawet kilka miesięcy.

* Madagaskar okazał się mitem. Za to pojawiła się perspektywa wywózki na Lubelszczyznę, do obozu na Majdanku. Mówiono o tym, jak o pewnej szansie przeżycia w obozach na wschodzie Polski.

Jeszcze w styczniu 1943 roku przyszedł rozkaz Himmlera, żeby wszystkie szopy z getta wywieźć na Lubelszczyznę. Dla Többensa wybrano Poniatową, a dla Schulza Trawniki. Najpierw nawoływano do wyjazdu na ochotnika. I rzeczywiście ci, którzy się na to wcześniej zdecydowali, wyjechali z rodzinami, z maszynami. I trafili na Lubelszczyznę. Te dwa wielkie szopy stanowiły niemalże państwo w państwie. To ich właściciele decydowali, co się dzieje w getcie – kogo przyjąć do pracy itd. Wcale nie zależało im na przeprowadzce. Żydzi warszawscy mieli świadomość, że do Treblinki jedzie się po śmierć. Natomiast Lubelszczyzna kojarzyła się z obozami pracy.

19 kwietnia, w święto Pesah, wkraczają do getta Niemcy i zaczyna się powstanie. Część ludzi ucieka kanałami, Niemcy te kanały gazują. Większość mieszkańców siedzi w schronach...

* Jakie były losy tych, którzy trafili na Lubelszczyznę?

Wszystkie transporty jadące na wschód, przejeżdżały przez Lublin. Na Flugplatz, dzisiejsza ulica Wrońska, odbywała się selekcja. Część szła do gazu: starsi, kobiety w ciąży, matki z dziećmi, ułomni. Po wojnie, w czasie procesu norymberskiego, pewien esesman stwierdził, że jedna trzecia transportów w ogóle nie była nigdzie rejestrowana. Natomiast część ludzi jechała do szopów w Poniatowej i Trawnikach oraz do Budzynia – to w dzisiejszym Kraśniku Fabrycznym – do fabryki łożysk tocznych Heinkel Werke, produkującej części dla Luftwaffe. Drukarze trafili do Radomia, gdzie Niemcy podrabiali – przy pomocy żydowskich majstrów – pieniądze. Różne waluty. Dzięki temu uratowało się kilku dziennikarzy żydowskich. Jeden z nich – Aleksander Donat zostawił na Majdanku żonę. Sam przeżył obóz pracy w Radomiu. Po wojnie dowiedział się o eksterminacji w Lublinie i był przekonany, że jego żona nie żyje. Ona jednak jakimś cudem ocalała, z Majdanka wywieziono ją do Oświęcimia, w którym dotrwała do końca koszmaru. Odnaleźli się po wojnie. Przeżyło też ich dziecko oddane polskiej rodzinie.

W sumie około 15 tysięcy Żydów z getta warszawskiego przyjechało na Majdanek. Na całą Lubelszczyznę trafiło około 45 tysięcy.

* A co z tymi, którzy zostali na Majdanku?

Umierali dziesiątkowani przez tyfus lub w komorze gazowej. Ci, którzy jeszcze jakoś trwali, zostali zabici 3 listopada 1943 roku, w czasie „krwawych dożynek”. Podobnie stało się z więźniami z Poniatowej i Trawnik. Przeżyli, o ironio, ci, którzy zostali z Majdanka wywiezieni do Oświęcimia. Nie wiemy ilu.

* Czasem pojawia się na Majdanku ktoś, kto przeżył.

Na przykład nieżyjący już Dawid Efrati z Izraela. Z getta warszawskiego trafił z ojcem do Trawnik. Jak zobaczył tamtejszy obóz, postanowił uciekać. Po drodze do pracy wyrwał się z kolumny robotników i pobiegł na dworzec. Tam akurat podjechał pociąg do Warszawy. Wszedł do przedziału, w którym podróżowała jakaś szmuglerka z wędliną. Doskonale wiedziała, kim jest nowy pasażer – dała mu w łapę kawał kaszanki. Dzięki jej wsparciu przetrwał. To on ufundował w 2003 roku pamiątkowy kamień, który stoi na terenie obozu koło rowów egzekucyjnych. Przed śmiercią przyjechał do Polski z córkami. Wybrali się do Trawnik. Wszedł do budynku stacji kolejowej, już wtedy nieczynnej, rozejrzał się i powiedział: „tu nic się nie zmieniło”.

Wraca z grupami młodzieży Halina Birenbaum, której matka została na Majdanku.

Mam koleżankę Batię, przewodniczkę z Tel Awiwu. Dobrze się znamy. Spotykamy się, kiedy jest w Lublinie. Zawsze jest taka energiczna, pełna życia. Zdziwiło mnie, że pewnego razu widzę ją zgaszoną i smutną. Pomyślałem, że po prostu jest zmęczona i zaproponowałem wyjście na piwo. Ona na to, że nie może, bo ma rocznicę. Jaką rocznicę? – pytam. Nie chciała mówić. Dopiero kiedy spotkaliśmy się w Izraelu, powiedziała mi, że tego właśnie dnia była kolejna rocznica śmierci jej babci na Majdanku. Po przywiezieniu z getta warszawskiego babcia i matka Batii stały na placu węglowym wraz z innymi Żydami z transportu przez całą noc. Babcia była wiekowa i niedowidząca. Przez całą noc mi wypominała – opowiadała po wojnie matka Batii – że jak ja mogę być taką wyrodną córką! Przecież jak się jedzie w podróż, to trzeba ze sobą zabrać koce, a przynajmniej poduszkę. A tak? Nic tylko płakać."


text from : http://www.kurierlubelski.pl/module-dzial-viewpub-tid-9-pid-54354.html

"Ustna harmonijka" 2.


Agata Klopotowska:

Ocaleli, prowadzeni na rzeź

Pewna Zydowka z trojka dzieci i matka, przesiedlona w 1942 r. spod Krakowa do Wieliczki, na wiesc o planowanych wywozkach do Belzca, gdzie czekala niechybna smierc, prosi znajomego lekarza, by przyjal matke do szpitala, "bo podobno starszych ludzi nie beda zabierali". Potem przekupuje Niemcow slubna obraczka i jedzie z dziecmi do Krakowa. Nastepnego dnia dowiaduje sie, ze oddzialy SS wkroczyly do Wieliczki i gdy zaczela sie akcja, wszystkich w szpitalu na lozkach zastrzelono. Coreczki blizniaczki umieszcza tymczasowo na wsi u Polakow, ale sama z synem Aleksandrem nie zdaza juz uciec z krakowskiego getta przed kolejna akcja. Na stacji Krakow-Plaszow w straszliwym scisku, popychani i bici, przerazeni ludzie zapelniaja bydlece wagony. W koncu pociag rusza, "bez wody, bez toalet, bez jedzenia". Na trasie jakas kobieta w osmym miesiacu ciazy zaczyna rodzic, slychac jeki i placz. Dwaj bracia wyskakuja w biegu, wydostaja sie przez male okienko. Matka Aleksandra chce, by syn zrobil to samo. Chlopak sie sprzeciwia. "I pierwszy raz w zyciu ja sie z matka klocilem" - wspomina po ponad pol wieku. W koncu daje sie przekonac. Trzeba przeciez ratowac mlodsze siostry. Matka obiecuje, ze wyskoczy pozniej. "To byla taka jasna noc. Widzialem, jak pociag znika za zakretem i pomyslalem: 'Ja juz matki wiecej nie zobacze'. Mialem wtedy czternascie lat, a siostry po dwanascie". Po wojnie dowiedzial sie, ze "podobno jakas kobieta wyskoczyla w okolicy Rzeszowa i zabila sie, ale kto wie, czy to byla nasza matka. Oby byla...".

To tylko fragment wspomnienia, poczatek dramatycznej historii... Prowadzony na rzez, Aleksander Allerhand ocalal. Obie siostry tez przezyly. Cudem. Bylo to mozliwe tylko dzieki kilku Sprawiedliwym, ktorzy w imie ludzkiej solidarnosci, chrzescijanskiej milosci blizniego nie odmowili pomocy, choc ciezar ponoszonego ryzyka byl trudny do udzwigniecia, i choc bali sie - jak kazdy - w obliczu grozacej im za okazane czlowieczenstwo smierci.

Historia opowiedziana przez Aleksandra jest jedna z dziewietnastu relacji Zydow, ktorych uratowali od zaglady Polacy. Ich wspomnien wysluchala w Izraelu w ubieglym roku Elzbieta Isakiewicz. Po powrocie do kraju spisala je z tasmy magnetofonowej. "Nie przemknelo mi nawet przez glowe - pisze we wstepie - by w tych historiach, momentami drastycznych, dokonywac jakichkolwiek retuszy, a tym bardziej, by przeprowadzac selekcje tych relacji. Nawet jesli swiadectwo bylo krotkie czy mniej barwne, wlaczalam je do ksiazki". Zabraklo wsrod nich tylko jednego, ktore ku przerazeniu dziennikarki nie nagralo sie. ("Do dzis nie rozumiem, jak to sie stalo" - wyznaje.)

I tak powstala ksiazka oszczedna, bowiem Isakiewicz ograniczyla swoj komentarz do kilku krotkich przypisow. Powsciagliwosc autorki Andrzej Kaczynski z Rzeczpospolitej okreslil jako "chwalebna", a minister Kazimierz Ujazdowski w uzasadnieniu decyzji o przyznaniu jej Dorocznej Nagrody Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego za rok 2000, uznal za glowna zalete ksiazki, ktora - jego zdaniem - powinna znalezc sie na liscie lektur szkolnych.

Losy ludzkie zamieniane w uogolniajace opisy, statystyki i zestawienia niejednokrotnie traca na sile wyrazu, bywa, ze przyjmowane sa z pewna doza obojetnosci. Zas jednostkowe historie przejmuja zawsze najbardziej, bo odslaniaja konkret: konkretnego czlowieka, konkretna twarz, sytuacje, konkretny bol, lek, krzyk. Zawarte w Ustnej harmonijce relacje to opowiesci o straszliwej niewiadomej, blednych ucieczkach, czesto na oslep, prosto w rece wroga. O grozie zblizajacej sie smierci, o okrucienstwie oprawcow. O potwornym upokorzeniu, nedzy, glodzie, wyczerpaniu, zwierzecym strachu. O tlacej sie jeszcze nadziei, ktora pozwalala nie poddawac sie. To opowiesci o chwilach czarnej rozpaczy, zwatpienia i samotnosci, ktora odbierala resztki sil. O rozstaniach, zwykle ostatecznych i jakze bolesnie pospiesznych, raptownych, spadajacych znienacka, bez chocby uscisku dloni, przelotnego pocalunku, slowa pozegnania czy blogoslawienstwa.

"Pewnego dnia, juz po wielu akcjach, gdy wrocilismy z pracy do getta, wielu z nas nie znalazlo swoich rodzicow. Ja - mamy". Ojciec "jeszcze przed powstaniem getta" padl ofiara lapanki ulicznej, "zadnych krewnych nie mialam, wiec zostalam zupelnie sama" - wspomina Soszana Raczynska. "Do dzis nie wiem, co sie z moja mama i rodzenstwem stalo" - wyznaje inna rozmowczyni. A David Efrati opowiada, ze kiedy Niemcy wygarniali ludzi z domow w warszawskim getcie, w ostatniej chwili matka wepchnela go i jego mlodsza siostre do pustego kredensu, zamknela drzwiczki na klucz, a sama wyszla. "Nigdy juz jej nie zobaczylem"... Takich scen, takich obrazkow na kartach ksiazki mozna znalezc bardzo wiele.

Relacje ocalonych to takze dramatyczne historie powitan, czasami bardzo trudnych. Janina Ekier zostala oddana pod opieke pewnego bezdzietnego malzenstwa Polakow, panstwa Latawcow, ktorzy po pewnym czasie poczatkowej oschlosci i chlodu wobec dziewczynki pokochali ja jak wlasne dziecko. Zreszta z wzajemnoscia. Ze wzgledu na plotki w kamienicy i naciski ze strony sasiadow, aby zydowskie dziecko sie wyprowadzilo, przybrani rodzice ukryli dziewczynke u siostr zakonnych. Gdy wojna sie skonczyla, Janina byla rozdarta pomiedzy polskimi a szczesliwie ocalalymi zydowskimi rodzicami. "Tak to sie ciagnelo ladnych pare lat. Myslalam, ze zwariuje, ze oszaleje. Kochalam bardzo i jednych, i drugich, i nie moglam dac sobie z tym rady".

Ten niezrozumialy w normalnych warunkach fenomen z duzym wyczuciem i wrazliwoscia tlumaczy Ewa Kurek, historyk Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, zajmujaca sie od lat dziejami II wojny swiatowej, a w szczegolnosci malo znanemu rozdzialowi ratowania zydowskich dzieci przez polskie zakonnice. Bardzo ciekawa analize psychologicznych procesow zachodzacych w duszach zgnebionych malych istot w czasach zaglady przedstawila w ksiazce Gdy klasztor znaczyl zycie (Znak, 1992, Praca ta ukazala sie takze w przekladzie na jezyk angielski - Your Life Is Worth Mine, Hippocrene Books, New York, 1997).

Po pierwsze, zydowskie dzieci odczuwaly podczas wojny kompleks zydostwa, bowiem wszystkie dotykajace je wowczas nieszczescia i przesladowania wiazaly sie z ich pochodzeniem. Negatywnie odczuwane zydowskie pietno przewija sie niejednokrotnie w zarejestrowanych przez Elzbiete Isakiewicz wyznaniach. "Potem wyszlo rozporzadzenie, ze Zydzi od pewnego wieku maja nosic biala opaske na prawym ramieniu. Mnie to jeszcze nie dotyczylo, bo bylam mala. Moi rodzice mieli opaski, a ja krepowalam sie z nimi chodzic po ulicy, dlatego, ze oni byli naznaczeni. Bawilam sie tez tylko z kolezankami Polkami. (...) Na drzwiach mieszkan w kamienicy widnialy karteczki informujace, ze mieszkanie jest aryjskie. Ja tez chcialam byc za takimi drzwiami, a nie za naszymi" - opowiada Maria Perlberger-Szmuel. A pozniej, juz pod opieka wspanialej pani Chmurowej, kiedy patrzyla na getto z zewnatrz, myslala o ludziach uwiezionych po drugiej stronie muru jak o obcych. "Ja tak odpychalam zydostwo. Bo zydostwo wiazalo sie z zagrozeniem". Z kolei silni, butni i dobrze odzywieni Niemcy wzbudzali nieraz zazdrosc i podziw. Dawid Efrati przyznaje: "Niemcy wywarli na mnie ogromne, wspaniale wrazenie. Jakie oni mieli samochody, jakie motocykle! Jak ladnie byli ubrani! Nie to co ja, dzieciak nic niewart, Zydek".

Po drugie, wojna w sposob gwaltowny i okrutny uswiadomila dzieciom, ze ich rodzice nie sa "wszechmocni". Wrecz przeciwnie, sa bezbronni, bezsilni i zastraszeni tak samo jak one. Dzieci czuly sie oszukane i ten gleboki zawod rodzil w ich skolatanych sercach zal. Koniecznosc rozstania z rodzicami w celu ratowania sie pozostawiala w mniejszych dzieciach gorzkie poczucie porzucenia. "Nie rozumialam, dlaczego mama mnie nie chce" - mowi cytowana wczesniej Maria Perlberger-Szmuel.

Ewa Kurek tlumaczy tez mechanizmy dobrowolnego i spontanicznego przyjmowania wiary chrzescijanskiej, szczegolnie wsrod dzieci, ktore znalazly schronienie w zakonach. Wiekszosc tych dzieci pochodzila z inteligencji zydowskiej, a wiec z reguly ze srodowisk indyferentnych religijnie, tym latwiejsze bylo przejscie na katolicyzm. Poza tym identyfikacja z ukrzyzowanym Chrystusem-Zydem, Bogiem chrzescijan, miala dla przesladowanych dzieci zydowskich szczegolne znaczenie. I wreszcie, po przezytej gehennie, z bagazem niewyobrazalnych cierpien i traumatycznych doswiadczen, otepiale, wystraszone, znekane istoty znajdowaly w klasztorach ukojenie. Maria Klain (do ktorej przed laty dotarla takze Ewa Kurek) w Ustnej harmonijce opowiada o klasztorze siostr sercanek w najczulszych slowach: "To byl plaster na moja dusze. Kompres lagodzacy. Cos cudownego". Siostry "byly cierpliwe. Byly dobre. Jak mialy jakas okruszke jedzenia wiecej (...) oddawaly ja nam. (...) I tak nie wiedziec, kiedy, zaczal sie proces mojego nawracania pod wplywem ich osobistego przykladu. Ich milosci". Ale kiedy po pewnym czasie dziewczynka poprosila o chrzest, siostry przekonywaly: "Nie, ty masz rodzicow i wrocisz do nich, a wiara to nie jest jakies wahadlo". Po wyzwoleniu niechetnie wrocila do rodzicow. Gdy wybierala sie na nabozenstwa do kosciola, ojciec ja bil.

Wewnetrzne dramaty zydowskich dzieci spowodowane zawaleniem sie ich wczesniejszego swiata, rozterki zwiazane z poszukiwaniem wlasnej tozsamosci trwaly i bolaly rowniez po wojnie. Byly to tez niejednokrotnie tragedie dla ich rodzicow.

Uratowani, do ktorych trafila Elzbieta Isakiewicz, z reguly pochodzili z rodzin zydowskich w jakims stopniu zasymilowanych w przedwojennej Polsce. Czesto w domach mowilo sie po polsku, rodzice mieli wsrod Polakow przyjaciol. Niektorzy ojcowie byli polskimi patriotami i jako zolnierze rezerwy przylaczyli sie we wrzesniu 1939 r. do Armii Polskiej. Dobre kontakty z Polakami okazaly sie w czasach zaglady bezcenne. "Kazdy staral sie znalezc schronienie u znajomych Polakow". Nierzadko ocaleni mieli tzw. dobry wyglad, dzieki czemu mogli na falszywych aryjskich papierach w miare normalnie zyc poza murami getta. Ale byli tez tacy, ktorzy musieli ukrywac sie w strasznych warunkach, w piwnicach, dolach, komorkach, na strychach, w lasach, w ciemnosci, ciasnocie, brudzie, cierpiac glod i poniewierke.

O swoich dobroczyncach Zydzi w Ustnej harmonijce mowia zwykle jako o ludziach niezwyklych, szlachetnych, uczciwych. Dowiadujemy sie takze, ze ratujacy byli czesto powiazani z Armia Krajowa lub innymi organizacjami podziemnymi. Jedna z ocalonych dopiero po wojnie dowiedziala sie, ze ratunek zawdziecza Zegocie. Czasami z relacji wyziera pewien zal za zlosliwosci, chlod serca. "Gospodyni wiedziala, ze jestem Zydowka i dokuczala mi. Z jednej strony ratowala mi zycie, a z drugiej tak dokuczala". Oczywiscie skazani przez Hitlera na smierc Zydzi spotykali takze na swojej drodze podlych Polakow: denuncjatorow, zdrajcow, ludzi bezwzglednych i nieczulych. Zdarzalo sie takze, ze Zyd wydawal Zyda. Robil to ze strachu albo ze zwyklej nikczemnosci. Szalejacy terror, bezprawie i nienawisc sprawialy, ze nieraz zwyciezal zwierzecy instynkt przetrwania. Pewien ukrywajacy sie Zyd udusil wlasne dziecko, by placzem nie sciagnelo nadchodzacych Niemcow. "Przezyl, a potem zwariowal" - opowiada Abram Gilboa. Obok niemieckich oprawcow, czesto w relacjach wymieniani sa Ukraincy jako aktywni mordercy i tropiciele Zydow.

Nie sposob strescic ogromu nieszczesc i zla, ktore przyniosla wojenna "godzina ciemnosci". I nie sposob zrozumiec.

Zydzi najpierw nie wierzyli w to, co stac sie mialo. "Niemcy to przeciez taki kulturalny narod" - mawiali niektorzy. Potem coraz bardziej oniemiali, w zdumieniu i przerazeniu widzieli, ze fala masowych mordow nie ustaje, lecz przybierala na sile. Konspiratorzy zydowscy, przewaznie ludzie bardzo mlodzi, postanowili stawic oprawcom opor. Na ulicach warszawskiego getta do pierwszych zbrojnych starc z SS doszlo w styczniu 1943 r. "Na wiosne czterdziestego trzeciego - wspomina jedna rozmowczyni - wybuchlo powstanie w getcie. Czarny dym pokryl cala Warszawe. Wieczorem bylo widac lune, slyszalo sie odglosy walki: strzaly i wybuchy. Potem przyjechaly czolgi. Oni toczyli tam walke nierowna, ale walczyli. W gazetkach podziemnych zamieszczano sprawozdania z bitew toczacych sie w miescie. O Zydach, ktorzy porwali za bron, pisano ze czcia. Tak wtedy sie ucieszylam, ze juz nie smieja sie z Zydow, bo bylam przyzwyczajona, ze zawsze sie smiali". Powstancy bronili sie bohatersko przez kilka tygodni (19 IV-15 V). Armia Krajowa wspierala bojownikow zydowskich dostarczajac bron, a takze przeprowadzajac kilka akcji zbrojnych. Dzialania te szczegolowo opisal jeden z przywodcow Polski Podziemnej Stefan Korbonski w niewielkiej monografii The Jews and the Poles in World War II (Hippocrene Books, New York, 1989). Wedlug jego relacji pierwszego dnia powstania nad placem Muranowskim, ktory mial sie niebawem stac miejscem najbardziej krwawych walk, powialy dwie flagi: polska i zydowska. Bylo je dobrze widac od aryjskiej strony. Widok ten gleboko poruszyl mieszkancow Warszawy.

"O samotnosci ginacych" pisal w slynnym wierszu Campo di Fiori Czeslaw Milosz. Herbert powtorzyl te gorzka prawde wiele lat pozniej w Raporcie z oblezonego Miasta: ci ktorych dotknelo nieszczescie sa zawsze samotni. A jednak relacje swiadkow historii, m.in. te zebrane przez Elzbiete Isakiewicz w Ustnej harmonijce, przynosza pewna pocieche. Bowiem, mimo triumfujacego wokol barbarzynstwa i absurdalnego bestialstwa, znalezli sie sprawiedliwi, ktorym udalo sie zachowac czlowieczenstwo, ktorzy pospieszyli na ratunek cierpiacym na samym dnie ziemskiego piekla.

Troche bezradnie, przytloczona niepomiernie ciezarem prawdy o wojennych losach, ktore staly sie udzialem pokolenia moich dziadkow, wczytuje sie w nieco chlodno brzmiace, ale jednoczesnie jakos krzepiace slowa Milosza z wiersza Podroz, napisanego w 1942 r.:

(...) Ze burza, choc
zabija jednych, innych uczy,
Jak szukac miar wlasciwych
i wlasciwych kluczy,
Jak zycie ludzkie
myslami otwierac
I co zyc znaczy,
co znaczy umierac.(...)

------------------------------------------


"Ustna harmonijka"

Barbara Sulek-Kowalska:

Stefan mnie uratowal

Szoszana Raczynska jest jedna z najwazniejszych postaci "polskiej Jerozolimy", czyli srodowiska tych izraelskich Zydow, dla ktorych Polska jest czyms wiecej niz tylko krajem urodzenia. Szoszana Raczynska, choc jest juz starsza pania, wciaz jest najwspanialszym ambasadorem polskiej literatury w Izraelu, autorka wielu przekladow poezji, niestrudzona oredowniczka zblizenia. To ona, jako pierwsza na swiecie, zglosila Sprawiedliwych wsrod Narodow Swiata do Pokojowej Nagrody Nobla. Sama uratowana na Wilenszczyznie przez rodzine Raczynskich, w ktorej poznala meza Stefana, nie ustawala przez lata w staraniach o uhonorowanie dziela Sprawiedliwych przez panstwo Izrael, opowiadala o tym w izraelskiej telewizji i w instytucie Yad Vashem. Dzisiaj jest jedna z bohaterek zbioru reportazy Ustna harmonijka, w ktorym kilkanascie osob, mezczyzn i kobiet, Zydow z Izraela, opowiada o swoich tragicznych losach skazanych na Zaglade. Wszyscy zostali uratowani przez Polakow i o tym mowia. Dziecko, bo bohaterowie tych reportazy najczesciej byli wtedy dziecmi, skazane na pewna smierc tylko za to, ze bylo zydowskim dzieckiem, nie byloby w stanie przetrwac bez pomocy. Dlatego jest to opowiesc o wspolnym losie - ratowanych i ich wybawcow, ktorzy razem ze swoimi podopiecznymi narazeni byli na niepewnosc, na donos, na zaszczucie, na strach, wreszcie na smierc. Autorka tomu Ustna harmonijka jest Elzbieta Isakiewicz, redaktorka Gazety Polskiej. W jej ksiazce spotkala sie grupa naprawde niezwyklych ludzi, bowiem bohaterowie wielu reportazy nie tylko w wiekszosci zglosili swoich polskich "ratownikow" do medalu Sprawiedliwy wsrod Narodow Swiata, ale takze angazuja sie dzis w prace na rzecz zblizenia miedzy Polakami z Zydami. Szlomo Wolkowicz, z okolic Tarnopola, zajmuje sie wymiana mlodziezy, chodzi do szkol i mowi tam o Polsce, pokazujac ja nie tylko jako miejsce zydowskich cmentarzy. Podobnie Dawid Efrati, uratowany przez Stanislawa Galasa z "bazaru Rozyckiego" i jego rodzine, zaangazowany jest w spotkania z Polakami. - Ze Staskiem - mowi - zyjemy jak bracia. Z kolei Janina Ekier, krakowianka, corka "zydowskiej mamy i polskiej mamy" wojenna przyjazn z siostrami felicjankami "przelala" teraz na siostry franciszkanki z Lasek. Troszczy sie o zdrowie siostry Klary Jaroszynskiej, ktorej rodzice uratowali kilkanascioro zydowskich dzieci, i - jak do babci - przywiozla do niej do Lasek swoje corki i wnuki. Wlasnie dlatego bohaterowie reportazy Elzbiety Isakiewicz sa niezwyklymi ludzmi, ze jako nieliczni angazuja sie dzis w dzielo odklamywania wielu krzywdzacych dla obu stron mitow i polprawd. To, ze powstaly one w okresie zerwania przez moskiewska polityke stosunkow miedzy Polska a Izraelem, wylania sie dyskretnie z opowiesci o powojennych losach bohaterow. Po reportazach Cezarego Gawrysia Sciezki ocalenia, ukazujacych dzieci uratowane przez Siostry Sluzebniczki Najswietszej Maryi Panny, po tomie Czterdziesci twardych Barbary Stanislawczyk, opowiadajacym o losach Polakow ratujacych Zydow, mamy kolejne swiadectwa. Im wiecej takich ksiazek, tym lepiej, poniewaz bohaterowie tamtych czasow odchodza. A swiadectwo ich zycia jest nam coraz bardziej potrzebne.

Barbara Sulek-Kowalska

text from: http://www.ksiazka.qdnet.pl/polonia/listy.html

David stories


"Przeżycia okupacyjne Dawida Efratiego mogłyby być materiałem wieloodcinkowego serialu. Wielokrotnie uchodził cało z sytuacji, zdawałoby się, bez wyjścia. Uciekał z łapanek, z warszawskiego getta, z transportu do Treblinki. Wreszcie uciekł z obozu w Trawnikach i to wydarzenie mogłoby być materiałem na jeden z odcinków serialu. Opowiadał o tym szczegółowo na spotkaniu z mieszkańcami Trawnik w domu kultury."


Translate:

"Dawid Efrati's life could be a material for a movie.

He saved himself many Times He escaped from really dangerous situations such as ghettos, raids, transport to Treblinka. Dawid survived many different histories.
One day, he escaped from the Trawniki Camp.

He told his history with details at the meetings with Trawniki inhabitants at Trawniki's culture house."


27.08.1998


Kadysz near the Trawniki Monument

Memorial plaque




Text and photos from Trawniki site - http://www.trawniki.hg.pl


High School Exchange organized by Museum of the History of Polish Jews



text from : Museum of the History of Polish Jews Website


Poland-Israel Youth Encounters in 2007

High School Exchange
Pilot meetings took place between 17-26 July in Poland and 16-26 August 2007, in Israel. A total of 12 Polish and 12 Israeli students took part, representing high schools in Warsaw and Tel-Aviv, respectively.

Israeli High School Students’ Trip to Poland
The Israeli high school students’ July 2007 stay in Poland was led by Kamila Dąbrowska, the PIYE coordinator for Poland, Iga Kazimierczyk from the Museum of the History of Polish Jews in Warsaw, and Noga Lowenstein from Israel. The Israeli students lived with Polish families in Warsaw, and experienced their daily routine of life. They spent their 10-day visit visiting places in Poland that are important for the history of Poles and Jews, going to favorite spots of the Warsaw teenagers and having fun together.

In Kraków, the students and their Polish “family” members visited the contemporary Jewish quarter in Kazimierz, the Schindler factory and the site of the former ghetto, and afterwards they cooled off from the summer heat with a visit to the salt mine at Wieliczka, a UNESCO historic site. The most moving part of their trip was the visit to the Auschwitz-Berkenau Memorial and Museum in Oświęcim. The visit to Poland ended on the 26th July with a farewell party at the Tarabuk coffee shop in Warsaw.

Polish High School Students’ trip to Israel
The Polish students whose families had entertained their Israeli counterparts in July then visited Israel from 16-26 August. Tsipora Zeiri, the PIYE coordinator in Israel, Iga Kazimierczyk and Noga Lowenstein looked after the group.

The students spent the first two days in the homes of their Israeli colleagues, getting to know their families and daily routine, going to restaurants, shopping and trying their luck bargaining at local markets. Then they began their visit around Israel at Yaffo, a historical port city not far from Tel Aviv. Their next stop was Jerusalem with its Old City, Church of the Holy Sepulcher, Western Wall and the Holocaust Martyrs and Heroes Remembrance Authority. Discussions concerning the exhibition depicting the tragic recent past of the Jewish nation laid the foundations for long conversations aimed at understanding the past and its impact on Israel and Poland today .

After leaving Jerusalem, the participants spent two days in the picturesque, desert part of the country. At Sde Boker kibbutz, they participated in a seminar about the history of the first settlers and the rules of the kibbutz operation. The young Poles learned about the history of the kibbutz movement and saw how such settlements operate today. On the second day, the students also visited the grave of David Ben-Gurion, the first Prime Minister of Israel and his wife, Paula, they walked the trails of the Ein Ovdat National Park, and on their way back, experienced unusual bath in the Dead Sea.



text from : Museum of the History of Polish Jews Website

read more about the other Poland-Israel Youth Encounters: www.jewishmuseum.org.pl



Polish and Israeli group in Israel





In Jerusalem




***

Our group in the saltmine - Wieliczka, Poland



In Kazimierz, Poland


In Memorial Place - Auschwitz Birkenau




Relationship between Israeli and Polish kids now






We are cleaning Jewish Cementary in Warsaw



Poland - Israel




On the Oldtown street

In our school




Every year the kids from Israel arrive to Poland in order to get know history of polish Jews.

Some group come to our school and meet with us. Then we are talking about the Poland and Israel, our live, what we are doing everyday, what kind of music we like… This conversation usually are casual because we want to know each other, and it’s the best way to do it.

Ofcourse always we’re talking about the our history, and we’re going with the Israeli group to the the places of the same history.

We hope that our meetings will be the best way to start the conversation between Poland and Israel and build somethnig new. To come to an agreement.








In Treblinka

In Treblinka



Forest in the Tykocin



Ceremony in Jedwabne




Ceremony in Tykocin




March of the Living



In Auschwitz-Birkenau



We remember

Mauthausen

"The Mauthausen Concentration Camp Only a short time after Austria’s “Anschluss” (annexation) to the German Reich construction of a concentration camp was begun in the village of Mauthausen on the Danube to take the declared opponents of the Nazi regime into “protective custody”. The Mauthausen Concentration Camp was to become the first concentration camp outside the “Old Reich” and one of the most notorious camps within the entire Nazi camp system.

From its official establishment until the liberation of the camp by the 3rd U.S. Army on 5 May 1945 altogether almost 200,000 prisoners from numerous European and non-European countries had to endure the inhuman conditions of internment and torture by the SS. More than half of them did not survive their imprisonment. The prisoners died of exhaustion as a consequence of the exploitation of their labour power, of epidemics due to the disastrous hygienic conditions, were tortured to death, shot by SS guards or gassed in the gas chambers of Mauthausen, in the sub-camp Gusen and in the Hartheim “Euthanasia institution”.

In the course of time, increasingly as from 1943, a complete system of satellite camps developed from the Mauthausen main camp to which the prisoners were assigned and forced to work primarily in arms production. The systematic exploitation of the prisoners’ labour resulted only superficially in better internment conditions for the prisoners. Especially in the last months of the war the situation in the Mauthausen Concentration Camp turned more and more precarious due to the hopeless crowding of the camp and the increasingly worsening supply situation. Many prisoners even died in military hospitals after their liberation as a result of the injuries to their health sustained during their imprisonment. Even decades after their internment the survivors of the camp are confronted with the loss of a large part of their lives."


text from : http://www.mauthausen-memorial.at/

Bergen-Belsen

Bergen-Belsen Exchange Camp and Concentration Camp

"The fact is that all these were once clean-living and sane and certainly not the type to do harm to the Nazis. They are Jews and are dying now at the rate of three hundred a day. They must die and nothing can save them - their end is inescapable, they are too far gone now to be brought back to life. I saw their corpses lying near their hovels, for they crawl or totter out into the sunlight to die. I watched them make their last feeble journeys, and even as I watched they died." Peter Coombs, British soldier, May 4, 1945 letter to his wife after liberation of Bergen-Belsen."


TEXT AND PHOTOS FROM http://www.scrapbookpages.com/bergenbelsen/index.html


Warsaw Uprising

TEXTS FROM OFFICIAL WARSAW UPRISING MUSEM SITE : www.1944.pl

The beginning

On September 1, 1939, in accordance with the Ribbentrop–Mołotow pact signed in August 1939, which divided Poland between the aggressors on the line of the rivers Narew, Wisła and San, the Third Reich attacks Poland by land, sea and air. Yet another world war becomes a reality. On September 3, France and Great Britain, in alliance with Poland, declare war on Germany, but do not get militarily involved. Despite determined resistance, the overwhelming German forces quickly advance, crushing the Polish army on their way. On September 6, the Polish army is ordered to retreat behind the Wisła-San line, and two days later Germans reach Warsaw. On September 17, 1939, the Soviet Union joins Germany, violating former agreements with Poland: “If there is no government in Poland anymore, there is no non-aggression pact either” – Polish Ambassador Wacław Grzybowski is told in Moscow. After the Soviet aggression, subsequent points of resistance fall: Oksywie (September 19), Warsaw (September 28), Modlin (September 29), Hel (October 2). The last regular troops of the Polish Army under the command of Gen. Franciszek Kleeberg surrender near Kock on October 5, 1939. The occupation begins. Its cruelty exceeds everything that Poles have experienced over past centuries of Prussian and Russian servitude. On the basis of the pact signed on September 28, the two occupants divide the territory of Poland into two approximately equal parts. On October 12, Germans create the “General Government of the occupied Polish territory” covering an area of 98 thousand km2 and divided into four districts: Kraków, Radom, Lublin and Warsaw. The Soviets incorporate the seized territory into the Ukrainian and Byelorussian Soviet Republics. Lithuania is granted the Wilno district, and part of the Polish Carpathians is incorporated into Slovakia. Both occupants introduce the policy of extermination of Polish leaders. From the very first days there are numerous carefully planned deportations, expulsions, various types of persecution, administrative harassments and executions. The requisition of private property becomes common. Food supply disturbances threaten the biological existence of the whole nation. For the smallest offenses one can be punished with death, imprisonment or internment in a concentration camp. The first camp – Stutthof – is established as early as 1939, to be followed by Auschwitz-Birkenau (1940), Majdanek (1941), Płaszów (1944) and others. The existing social and moral order collapses. Polish syllabuses are forbidden and on the German-occupied territory school education is limited to an absolute minimum. The Soviets try to keep up appearances by allowing Polish as the language of instruction – but in return there is intense communist indoctrination. Denunciations become common. On the areas occupied by the Germans, Jews are particularly persecuted. The Germans force them to live in ghettos: the first was created in October 1939 in Piotrków Trybunalski, the next in Łódź in 1940, and yet another in October 1940 in Warsaw. Starting in December 1941, the Germans murder Jews in extermination camps in Chełmno, Sobibór, Bełżec, Treblinka, and Auschwitz-Birkenau. On the Polish territory controlled by the Soviet Union, the aggressor tries to ignite antagonisms between the nationalities living there, skillfully provoking conflicts between Ukrainians, Jews, Byelorussians and Poles, who are treated as an ideologically hostile element.

Terror in Warsaw

Being the capital and the biggest city (about 1.3 million inhabitants in 1939), Warsaw is a symbol of resistance and the center of the underground independence movement. It becomes the target of the main German attack. Arrests, executions and mass murders in the city increase (Wawer 1939, Palmiry 1939/1940, Kabacki Forest 1939/1940, Sękociński Forest 1942). From the end of 1943 till the summer of 1944, about 4,300 inhabitants of Warsaw, mostly representatives of the nation’s elite, are killed. Street roundups shatter the sense of security. From October 1941, under the penalty of death Jews are not to leave the ghetto, nor are Poles allowed to offer them help.

Warsaw 39’

The first German bombs fall on Warsaw at the moment of the outbreak of war. Air raids on the capital continue throughout the month. On September 17, the Royal Castle is set ablaze. The heaviest air raid takes place on September 25. Approximately 350 bombers take part in the bombardment. Almost 630 tons of demolition and incendiary bombs fall on Warsaw. About 200 fires burst out in the city. Public buildings, in spite of marking-churches, residential buildings, even hospitals them with the Red Cross symbol - are in flames. During the siege in September 1939, 12 per cent of Warsaw’s buildings are destroyed.

The joy of the very first days


The citizens of Warsaw welcome the Rising with enthusiasm. After nearly 5 years of occupation Warsaw is a free city. National flags are hung on buildings and patriotic songs are played from street loudspeakers. Home Army soldiers can hear words of support at every turn. Varsovians provide them with food and cigarettes and hand out flowers. They help to take care of the wounded. They build barricades on the streets and point out enemy positions. “Warsaw began and led a deathly struggle in isolation, yet her soldiers were not alone” – writes Adam Borkiewicz, the first historian of the Rising.

Comparisons of Forces

Home Army forces in the Warsaw District number about 45 thousand soldiers. Soldiers from the National Armed Forces, Internal Security Corps, Polish People’s Army and People’s Army also join the Rising. Together they number about 2.5 thousand. The insurgent’s main problem is a lack of weapons. They are supplemented with weapons produced by the insurgents themselves, weapons captured from the enemy and airdrops. Polish and allied pilots together with soldiers from Berling’s Army come to help. They have to face well-trained German formations of about 25 thousand people. Armed to the teeth, they are supported by artillery, panzer divisions and the air force.

TEXTS FROM OFFICIAL WARSAW UPRISING MUSEUM SITE : www.1944.pl

Read more in english http://www.1944.pl/?lang=en

Z Palestyny - początki



Wiele ludzi słysząc „Żydzi” myśli „holokaust” albo „Izrael”.

Ten i wiele jemu podobnych schematów sprawił, że na blogu pojawiła się zakładka „Żydzi polscy”.

Znalazła się ona również dlatego, że ludzie, którzy nie interesują się kulturą żydowską, często nie wiedzą kim Żydzi tak naprawdę są i czym się zajmują; rzadko kiedy potrafią rozwinąć termin „judaizm”, a o współczesnym Izraelu w większości mają mylne pojęcie.

Ostatnim czynnikiem - chyba najważniejszym, który sprawił, że postanowiłam zamieścić tutaj parę informacji, jest fakt, że ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że przed wojną 10% ludności Polski stanowili Żydzi, w Warszawie Żydem był jeden na trzech mieszkańców. Co za tym idzie – a o czym się niestety rzadko teraz mówi – przedstawiciele wyznania mojżeszowego zostawili po sobie ogromną spuściznę – wiersze, książki, filozofie .. które na trwałe wpisały się w krajobraz i historię Polski.

Krótki rys ich historii ma za zadanie służyć wzajemnemu poznaniu, lepszemu zrozumieniu; oraz uświadomieniu niektórym, że Żydzi tutaj tworzyli, pracowali, modlili się, mieli rodziny – słowem żyli, a nie tylko umierali.

Są jeszcze ludzie, którzy słysząc „Żydzi” myślą Polska, jidysz, ŻYCIE …



translate:

Some people who hear „Jewish” think “holocaust” or “Israel”.

This and similar opinions were the reason, that I decided to write something about Polish Jews.

The people, who don’t know the jewish culture don’t know too who are Jews, what are they doing; they rarely could explain what “Judaism” mean, and tell about modern Israel.

The last reason, probably the most important fact people forget about is that 3 000 000 Jews lived in Poland before war. Unfortunately people nowadays forget about the fact that Jews leave poems, books, philosophy behind themselves. These forgotten elements of Jewish culture build up polish history as well and it's sad that many of us do not realise it.

Fortunately there are still people when heard about Jews they will think also of Poland.






Początki – Jerozolima

Jerozolima jest centrum świata Żydowskiego; nie zmieniało się to przez wieki. Jednak brak informacji o ludziach, którzy w Jerozolimie pojawili się jako pierwsi.

Nazwa Jerozolimy

Źródła podają, że włączono do niej imię syryjskiego boga Szalema , co znaczy „zachodzące słońce” lub „gwiazda wieczorna”. Ówcześni mieszkańcy ulegali wpływom religii syryjskiej, Jerozolimczycy byli pochodzenia

zachodniosemiskiego. Pierwowzór nazwy pochodzi więc od „Raszalimum”, które rozumiane jest jako „Szalem założył”.

Odkryta przez Flindersa Petrie w 1897r., Stela Merneptah, pochodząca z 1207r.p.n.e., jest najstarszym dokumentem potwierdzającym obecność Żydów w Palestynie. Widnieje na nim napis „Izrael został obrócony w perzynę, jego lud nie” – dotyczy on niewoli egipskiej, pod jaką Żydzi się znajdowali.

Długo nie pozwalano Żydom żyć spokojnie w Palestynie. Wielokrotnie byli zmuszani do porzucenia swojej wiary i „nawrócenie się” na pogaństwo, wyznawcy Jahwe jednak bronili swojej religii i praw - np. w roku 167, kiedy to Antioch wtargnął do Świątyni i umieścił w niej podobizny swoich bożków, co doprowadziło do powstania Machabeuszy.

Kolejny opór najeźdźca napotkał na Masadzie. W roku 73, po zburzeniu Świątyni i zajęciu Jerozolimy przez Rzymian, ostatni żydowscy wojownicy bronili się przed armią rzymską na Masadzie. Wskutek miażdżącej siły wroga, żołnierze nie chcąc zginąć z ręki wroga, popełnili zbiorowe samobójstwo. Do dzisiaj ten czyn jest symbolem niezłomnej walki o tożsamość żydowską i ojczyznę.


W 1000 roku Dawid zdobył Jerozolimę, jednocześnie przeniósł tam stolicę z Hebronu.

W Jerozolimie zbudowana została Świątynia Jerozolimska, z czasem stała się centrum religii i kultury żydowskiej. Tam znajdował się Debir – „miejsce najświętsze”, w którym była przechowywana Arka Przymierza.

Po zburzeniu Świątyni w roku 586p.n.e., nastąpił okres niewoli babilońskiej. Wtedy też zaczęto stosować praktyki religijne – obchodzenie szabatu, przestrzeganie kaszrutu itd. – generalnie te, które można było praktykować w innym miejscu niż Świątynia. Po odbudowie Drugiej Świątyni zaczął kształtować się judaizm biblijny (dotyczy on okresu od działalności Mojżesza, do zburzenia Drugiej Świątyni)

Kiedy w 70 roku wojska Tytusa zniszczyły Drugą Świątynię, rozpoczął się okres judaizmu rabinicznego. Namiastkę świętości Świątyni dawały Synagogi, a rabini stali się duchowymi przywódcami.

Pozostawali nimi do czasu pojawienia się nowego ruchu – chasydyzmu, czyli do XVIIIw. Powoli judaizm rabiniczny ustępował także judaizmowi reformowanemu.


Początki osadnictwa Żydów na ziemiach polskich

Nie wiadomo dokładnie, kiedy Żydzi pojawili się w Polsce – najstarszy dokument potwierdzający ich obecność na ziemiach polskich pochodzi z 1029 roku.

Od czasu wielkiej epidemii dżumy (Europa, 1348-1350) Żydów zaczęto obwiniać o wszelkie nieszczęścia.

Po wygnaniu z Hiszpanii w 1492 (oraz z innych krajów europejskich m.in. Anglii – 1290r., Austrii 1420r.) Żydzi zaczęli migrować na wschód, wtedy to w Polsce zaczęło powstawać największe skupisko diaspory żydowskiej. Z powodu ciągłego wzrostu ludności żydowskiej, a co za tym idzie – strachu mieszkańców, że utracą dotychczasowe posady na rzecz nowo przybyłych, początkowo wiele miast wprowadziło „non tolerandis Iudaeis” – był to dokument, który zabraniał Żydom mieszkania w danym rejonie.

Żydzi mieszkający w Polsce trudnili się handlem, rzemiosłem, krawiectwem, udzielaniem pożyczek; później prowadzili karczmy, które były obecne w każdym polskim miasteczku. Dowodem tego może być historia i postać Jankiela, którego umieścił Mickiewicz w „Panu Tadeuszu”, gdzie karczma i jej właściciel byli ważnym elementem świata przedstawionego.

Z czasem zaczęły się wyodrębniać oddzielne instytucje Żydowskie – Żydzi mieli swój samorząd, nie podlegali sądom mieszczańskim. W 1581 na ziemiach polskich powstaje Sejm Żydowski (Rada Czterech Ziem), który regulował podatki, z czasem określał prawa żydowskich mieszkańców. W 1764 Sejm Żydowski zostaje rozwiązany, a jego członkowie podlegają polskim sądom.

W późniejszych latach Żydzi nie byli przyjaźnie przyjmowani. Zarzucano im, że to oni rozsiewają zarazę itd. z czasem pojawiły się inne bezpodstawne oskarżenia – o rzekome profanowanie hostii, przerabianie nie-żydowskich dzieci na mace. Zarzuty absurdalne – a jednak doprowadziły do licznych pogromów ludzi wyznania mojżeszowego i powstania stereotypu – „każdy Żyd jest zły”. Zmieniło się to trochę po Statucie Kaliskim, wystosowanym przez Bolesława Pobożnego, w którym kategorycznie zabroniono oskarżanie Żydów o jakiekolwiek zbrodnie popełnione wobec chrześcijan.

„Akt ten podporządkował Żydów władzy księcia reprezentowanego w praktyce przez wojewodę i gwarantował jego opiekę, zapewniał swobodę organizowania wspólnot religijnych (kahałów). Sprawy sporne między Żydami miał rozstrzygać sąd kahalny, od którego można się było odwołać do sądu książęcego. Kupcy żydowscy mieli swobodę podróżowania i prowadzenia działalności handlowej na równi z kupcami chrześcijańskimi. Lichwiarze mogli udzielać pożyczek pod zastaw ruchomy, a byż może także pod zastaw nieruchomości i na skrypt dłużny (weksel). (...) Zabicie Żyda zagrożone było karą śmierci i konfiskatą majątku. Surowe kary groziły również za napaść na bóżnicę lub zdewastowanie cmentarza. Co więcej, przywilej zobowiązywał chrześcijan, by nieśli pomoc wołającym i nią napadniętym Żydom. W jednym z paragrafów książę, powołując się na bulle papieża Innocentego IV, zabronił oskarżania Żydów o używanie krwi ludzkiej do celów rytualnych. Z przesądem tym wiązały się częste wówczas w Europie Zachodniej pomówienia o mordowanie dzieci chrześcijańskich, których krew jakoby była do przygotowania macy na wiosenne święto Pesach, leczenia rany po obrzezaniu i innych zabiegów medycznych. Możemy przypuszczać, że paragraf ten wprowadzono do przywileju na prośbę Żydów, obawiających się, że prędzej czy później wiara w mord rytualny zacznie szerzyć się i na ziemiach polskich.” (Paweł Fijałkowski: „Początki obecności Żydów w Polsce ( X- XIII wiek) z STUDIA Z DZIEJÓW ŻYDÓW W POLSCE tom I – Żydowski Instytut Historyczny)

Późniejszy, nieco zredagowany przywilej został wydany przez Kazimierza Wielkiego w 1334r. dotyczył już wszystkich Żydów, którzy zamieszkiwali Polskę; wywołało to oburzenie Kościoła i natychmiastowe wprowadzenie przez Kościół antyżydowskich uchwał. Było to początkiem niechęci, która kilkaset lat później przerodziła się pogromy.

judaizm reformowany

Judaizm reformowany

Powstał on wraz z nadejściem Haskali - „żydowskim Oświeceniem”, w którym zaczęto otwierać się na innych ludzi i otaczający świat. Nastąpiła wtedy asymilacja ludności żydowskiej – stwierdzono, że Żydzi nie powinni się izolować i tak ściśle przestrzegać praw, które były zredagowane w starożytności. Przedstawiciele Haskali chcieli się odciąć od judaizmu rabinicznego i zreformować go – tak, aby stał się on przystępniejszym. Zwolennicy judaizmu reformowalnego pragnęli również poczucia jedności ze społeczeństwem, w którym mieszkali – chcieli wyjść z mroków przeszłości, która oddzielała ich zawsze od obcego dotąd świata i wkroczyć w przyszłość, która pozwoli im poznać ludzi, obyczaje i kraj, w którym żyją; pragnęli również, aby inni poznali ich i wyzbyli się ewentualnych uprzedzeń i niechęci.

Pogromy XVII w.



W 1648 doszło do powstania Chmielnickiego – buntu rzeszy kozaków. Po unii polsko-litewskiej część szlachty miała korzenie ukraińskie. Żydzi wówczas byli reprezentantami spraw szlacheckich – prowadzili sklepy etc. W czasie powstania Chmielnickiego doszło do rzezi społeczności żydowskiej, część sprzedano w niewolę i wywieziono do Turcji.

Życie Żydowskie na kresach Rzeczypospolitej umiera.

Potop Szwedzki (1656-57) umacnia nastroje antysemickie. Żydzi zostają oskarżenie o współpracę ze Szwedami, ciągle towarzyszy im atmosfera podejrzeń ze strony polskiej. W 1768 roku wybucha powstanie na koliowszczyźnie, które wymierzone jest m.in. przeciwko Żydom.

Wielu z nich, doświadczając na każdym kroku niechęci, zadawało sobie pytanie „czy to są czasy ostateczne?

„Żydzi, którzy przeżyli, musieli się uporać z szokiem wywołanym pogromami. Oprócz tego okazało się, że choć co prawda część Polski broniła ich i walczyła wspólnie z nimi, jednak wielu się od nich odsunęło, składając ich w ofierze. Ataki ze strony Kościoła katolickiego zyskiwały coraz większ oddźwięk. Jak należało na to zareagować? Dotychczasowe instytucje leżały w gruzach. Kwiat żydowskiej uczoności uległ zagładzie. Powstańcy zniszczyli wiele szkół i uczelni, a także cennych zbiorów bibliotecznych. Mimo wielkich wysiłków nie udało się ponownie osiągnąć wysokiego poziomu edukacji. Ucierpiała również instytucja kahału, choć szybko udało się na nowo zorganizować gminy. Obserwujemy tu zdumiewające zjawisko – po zniknięciu w wyniku niepokojów wielu banków i domów kredytowych, duża część szlachty, a nawet duchowieństwa powierza swoje pieniądze władzom gmin żydowskich. Kahał stał się tymczasowym „bankiem” wykorzystując w inny sposób rolę żydowskiego pośrednika”. (Heiko Haumann, Historia Żydów w Europie Środkowej i Wschodniej, wyd. Adamantan).

W czasie pogromów i niechęci wobec wyznawców religii mojżeszowej, pojawiają się nowe, żydowskie ruchy religijne, które istnieją do dziś.

Haskala

Haskala – Oświecenie

Kierunki rozwijania się myśli i działalności żydowskiej od XIIIw.

  • Judaizm rabiniczny (ortodoksyjny)

(obowiązek modlitwy; skupianie się na Torze i Talmudzie)

  • Chasydyzm (konserwatywny)
  • Sekty, fałszywi mesjasze, frankiści
  • Haskala

Żydowskie oświecenie, cechujące się tendencjami do asymilacji ludności żydowskiej. Centrum Haskali stały się Niemcy. Przedstawiciele zachowywali odrębność religijną, jednocześnie jednak przyjmowali kulturę narodu, wśród którego żyli; uważali, że ich ojczyzna jest tam, gdzie się urodzili, dlatego nie mają zamiaru się jej wyrzekać, co więcej, mają do niej prawo i chcą ją poznać.

W tym celu należało się upodobnić do mieszkańców – pod względem języka etc., odrzucić stare zasady, które sprawiały, że zawsze byli izolowani od innych ludzi.

Przejawami Haskali na ziemiach polskich były asymilacja Żydów, ich otwarcie na kulturę i język polski, wstępowanie do polskiej armii, branie udział w powstaniach narodowych, otwarcie się społeczności żydowskiej na odkrycia oświecenia. Był to okres budowania tożsamości polskiej pośród wyznawców judaizmu.

Hasła oświecenia pojawiły się w społeczności żydowskiej – żydowskie oświecenie jest częścią oświecenia ogólnoeuropejskiego; oświecenie to zwane haskalą było jednym z najważniejszych XVIII ruchów żydowskich obok chasydyzmu. Centrum haskali stał się Berlin – zamożne warstwy mieszczaństwa chętnie przyjmowały jej ideały. Haskala głosiła potrzebę wyrwania się z izolacjonizmu i ksenofobii oraz konieczność zmiany przestarzałych wzorców życia, a także podniesienie poziomu oświaty, reformę obyczajów, zmianę sposobu ubierania się. Ruch oświeceniowy głosił hasła asymilacji językowej i kulturalnej z jednoczesnym zachowaniem tradycji religijnej, jednak zreformowanej. Oświecenie nasiliło zainteresowanie Żydów sprawami kraju, w którym żyli, skłaniało ku włączeniu się do życia publicznego. Nie rezygnując z własnej tożsamości religijnej, decydowano się na oddanie swej wiedzy, zdolności i zasobów dla dobra zamieszkiwanego kraju.

Twórcą założeń haskali był Mojżesz Mendelshon (1729 – 1786) pisarz i filozof, a także kupiec, zdobył rozległą wiedzę świecką, dzięki swej pasji czytania. Z pomocą swego przyjaciela protestanckiego pisarza Gottholda Lessinga autora dramatu „Natan mędrzec” 1779 głoszącego idee tolerancji- zaczął publikować swoje prace, w których zaproponował światu, aby zgodził się na uczestnictwo Żydów we wspólnej kulturze, a jednocześnie pozwolił im zachować swoją tożsamość. Przetłumaczył Torę na język niemiecki, propagował wśród Żydów niemieckich język hebrajski, odrzucając jidisz. Bronił praw społeczności żydowskiej w Niemczech, Szwajcarii, nawoływał do zaprzestania dyskryminacji i wierzył, że stanie się tak, gdy ludzie zaczną posługiwać się rozumem. Głosił konieczność zachowania zasad judaizmu z wymogami nowoczesnego świata i lojalnością wobec państwa, w którym się mieszka Uważał, że należy zreformować judaizm i proponował następujące zmiany: modlitwy winny odbywać się w języku niemieckim;

  • należy zrezygnować z segregacji płci w synagodze;
  • należy zrezygnować z tałesu, koszerności i obrzezania;
  • należy zrezygnować z elementów syjonistycznych;
  • należy zachować podstawowe prawdy: wiarę w jedynego Boga, w działanie Opatrzności i w nieśmiertelność duszy.

Mendelshon stwierdził, że wiarę należy oddzielić od życia społecznego, czyli jak to ujął później poeta Juada Leib Gordon być „Żydem w namiocie, a człowiekiem poza.” Zwolenników żydowskiego oświecenia nazwano maskilim ‘oświeceni’

Jeszcze przed dotarciem idei haskali do Polski istnieli uczeni, którzy otworzyli się na idee zmian. Salomon Dubno (1738- 1813) był nauczycielem syna Medelshona i to on właśnie nakłoni swego chlebodawcę do dokonania przekładu Tory na język niemiecki

Natomiast głównymi propagatorami haskali na ziemiach polskich byli:

Salomon Majmon (1754-1800) - mieszkając stale za granicą przygotował z myślą o Żydach polskich cykl książek popularnonaukowych, dotyczących głownie matematyki i fizyki; uważał, że do zmiany losu żydowskiego mogą się przyczynić władcy, stąd przesłał jedno ze swoich dzieł Stanisławowi Augustowi Poniatowskiemu.

Mendel Lewin (1749 – 1823) przyrodnik i matematyk; w czasach Sejmu Wielkiego starał się przeprowadzić reformy. W 1789 roku opublikował rozprawę, w której przedstawił projekt swoich reform: głosił potrzebę tolerancji religijnej, zniesienia dodatkowych podatków, które płacili Żydzi, zmiana systemu oświaty na świecki i nauczanie języka polskiego.

W 1790 roku w Polsce żyje 900 tys. Żydów czyli 10% ogółu ludności; wedle szacunku stanowili on 70% żydostwa światowego. W czasach Sejmu Wielkiego podejmuje się próby tzw,. Reformy Żydów, toczą się dyskusje, powstają różne projekty – bierze w tym udział także strona żydowska. Do uchwalenia konstytucji o Żydach nie dochodzi z powodu konfederacji targowickiej i wojny z Rosją. W roku 1792 z okazji I rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja nieznany autor tworzy okolicznościowy hymn śpiewany podczas uroczystości okolicznościowych przez Żydów z Warszawy i innych miast.

W 1794 wybucha insurekcja kościuszkowska, Żydzi biorą udział w kwietniowej obronie Warszawy; Berek Joselewicz staje na czele „pułku lekkokonnego starozakonnego’, żołnierze tego pułku zginą w większości w obronie Pragi – „rzezi Pragi” dokonanej przez wojska gen. Suworowa; rocznica tych tragicznych wydarzeń będzie czczona w praskich bożnicach jeszcze w dwudziestoleciu międzywojennym.

Pod zaborami sytuacja ludności żydowskiej znacznie się pogorszy – w monarchiach absolutnych nie będzie miejsca dla rozbudowanego żydowskiego samorządu; pogorszy się też sytuacja ekonomiczna Żydów; toczą się również spory między zwolennikami akulturacji i asymilacji a zwolennikami tradycji czyli misnagdami, którzy także spierają się z chasydami.

W 1806 roku w Warszawie grupa Żydów postępowców związana z synagogą Izaaka Flutaua przy ul. Daniłowiczowskiej zwanej niemiecką, postanawia utrzymać ją po śmierci założyciela, będzie to pierwsza synagoga reformowana (postępowa) w Warszawie. W 1813 Józef Perl protagonista haskali otwiera w Tarnopolu szkołę ludową; w 1820 roku zostaną otworzone 3 szkoły rządowe elementarne dla dzieci żydowskich. W latach 1824-1825 ukazuje się dwujęzyczny (polski i dojcz jidisz) Dostrzegacz Nadwiślański” pismo związane z haskalą. W latach 1826 – 1862 działa rządowa Szkoła Rabinów, z której wyjdzie wielu postępowców. W 1828 Medel Lewin z Satanowa tworzy komedię „Oszukańczy świat” jeden z pierwszych znanych nam tego rodzaju utworów w duchu haskali napisanych na ziemiach polskich.”

Kabalistyczna wizja świata

Kabalistyczna wizja świata

Pod wpływem konfliktów (XVII wiecznych) z ludnością polską (następstwa pogromów) dojrzewa w Żydach oczekiwanie na Mesjasza, który uwolni ich od obelg i fałszywych zarzutów o kolaboracje.

Mniej więcej wtedy powstaje kabalistyczna teoria stworzenia świata, która usensowniała ich cierpienie. Kabała jest działem filozofii związanej z mistyką żydowską. Ten nurt mistyki żydowskiej sięga czasów starożytnych (istnieje teoria, że nurt ten zapoczątkował Mojżesz).

Sefer Jecirach („Księga Stworzenia”) i Zohar „Księga blasku” stanowią najważniejsze dzieła kabalistyczne.

Twórcą nurtu mistycznego, zwanego kabałą luriańską, był Izaak Luria.

Tezami mistyki żydowskiej są m.in. założenia, że każda litera i liczba, oprócz sensu dosłownego, ma także alegoryczne znaczenie; poprzez studiowanie kabały poznaje się Boskie Imię, człowiek nie może zobaczyć Boga, ale studiowanie Tory przybliża go do Boga.

Podstawowe pojęcia i założenia kabały :

Pardes – dosłowne i alegoryczne odczytanie Tory

Drasz – midraszowe odczytanie Tory, poprzez dopisanie komentarza; znaczenie oparte na tajemnicy, Tora ma ukryte znaczenie kabalistyczne – szuka się związku pomiędzy wyrazami o takiej samej wartości liczbowej (gematria).

Gematria – późnośredniowieczna kabała. Zakłada, że Święta Księga bezpośrednio pochodzi i podlega Bogu, a jako dzieło Boga, musi być on doskonały. W Biblii zawarta jest tajemnica świata, zawiera odpowiedzi na wszystkie nurtujące ludzkość pytania.

Gematria zajmuje się odkrywaniem ukrytych sensów w tekście. Aby osiągnąć cel, pracy nad Torą trzeba poświęcić się całkowicie i podejmować każdą próbę odkrycia tajemnicy, także najczęściej posługiwano się metodą „prób i błędów”.

Trzy sposoby, które stosowano, aby poznać tajemnicę:

  • Notariqon – zastępowano każdą literę początkowego wyrazu jakąś inną literą
  • Gematria , ścieżka imion – skomplikowany sposób, polegający na przypisaniu każdej literze odpowiedniej cyfry
  • Temurah – tworzenie coraz to nowych anagramów.

„W rzeczywistości kabała była rozmyślaniem nad tym, co niepoznawalne, nad absurdem i paradoksem, była praktyką nastawioną na pokazanie nieosiągalności ostatecznej prawdy za pomocą narzędzi rozumowych. Jedna z cytowanych przez G.Scholerma (mistycyzm żydowski i jego główne kierunki, 1941 wyd. pol. 1997) maksym kabalistycznych głosi, że im bardziej te rozwiązania są niezrozumiałe, tym wyższa jest ich ranga; dochodzisz wreszcie do działania siły, która już nie podlega twojej kontroli, lecz raczej to on sprawuje kontrolę nad twoim umysłem i twoją myślą

Najstarsze teksty mistyczne powstały przed narodzeniem Chrystusa.

Kabały nie mogły studiować kobiety. Głównym jej założeniem było wskazanie na związek pomiędzy pismem, literą, cyfrą a światem.

Izaak Ślepy w XII w. we Francji tworzy podwaliny pod ezoteryczne studiowanie Biblii. Pod koniec XII wieku powstaje najsłynniejszy traktat kabalistyczny – Sefer Zohar – księga światłości. Razem z filozofią Izaaka Ślepego, zawiera Ein Sof – istota Boga jest niedostępna ludzkiemu poznaniu.

Safed – miejscowość w górnej Galilei, rozwinął się tam największy ośrodek kabalistyczny; tam osiedlił się Izaak Luria. Podstawy kabały luriańskiej ukształtowały sposób myślenia kabalistów.

Luria stworzył koncepcję stworzenia, która polegała mniej więcej :

- żeby stworzyć świat, Bóg musiał się skończyć

- nastąpiło cimcum – dobrowolny akt „skończenia”, ograniczenia się Boga

- przed światem powstała pusta przestrzeń, w której Bóg mógł zacząć kreować świat. Najwyższy zaczął emanować tam swoje światło, wskutek czego powstał Adam Kadmos, będący Boską emanacją. Przez niego Bóg nadał emanował swoją światłość.

- Szewirat ha-kelim – „rozbicie naczyń” było kolejnym etapem tworzenia świata; przez tą katastrofę światłość Boska się rozproszyła, a akt stwarzania świata trzeba była zacząć od nowa. Tak „zginął” doskonały człowiek – Adam Kadmos i narodził się Adam Riszon – pierwszy biblijny człowiek, który poprzez zjedzenie jabłka z zakazanego drzewa uczynił ludzi śmiertelnymi.

Podstawowym obowiązkiem jest tikkun – proces, który rozpoczął się od kosmicznej katastrofy (szewirat ha-kelim) i trwa to dziś. Jest to filozofia, która zakłada, że świat wymaga od ludzi czynnej postawy, nie można bowiem zastygnąć w gotowych receptach na życie. Poprzez czynienie dobra człowiek zbliża się do Boga i naprawia świat. Każdy człowiek powinien kierować się kawaną – dobrą intencją, która sprawia, że człowiek chce naprawiać świat. Kabalistyczna koncepcja świata zakłada dynamikę, ruch, ciągłą naprawę samego siebie. Kabaliści twierdzili, że nieszczęścia ludu Izraela są wpisane w Boski plan naprawy świata – aby zostać zbawionym, trzeba poddać się temu planu. Oczekuje się również Mesjasza, który przyjdzie wtedy, kiedy świat będzie już naprawiony.

Warto by wspomnieć o działalności Sabbataja Cwi ze Smyrny, którego trudno sklasyfikować według religii, jaką wyznawał. Sabataiści, jego zwolennicy, uważali go za Mesjasza. Początkowo był on kabalistą, do czasu, gdy nie został aresztowany. Zdaniem sabataistów 1666 rok miał być bowiem początkiem nowej ery mesjańskiej. Ogólne zamieszki wywołane tymi głosami sprawiły, że Sabataj został aresztowany i postawiony przed wyborem – śmierć za głoszenie herezji, albo przejście na islam. „Mesjasz” zmienił religię. Wyznawał religię synkretyczną, uważał, że „plan Boży” ukryty jest w trzech religiach monoteistycznych – judaizmie, chrześcijaństwie, islamie. Rabini uznali go za heretyka i zdrajcę religii żydowskiej.

Drzewo Życia – Dziesięć sefirot


Objaśnienia polskie :

Keter – KORONA; Ajin (Nicość), Wola

Chochma – MĄDROŚĆ, Punkt, Początek

Chesed – MIŁOŚĆ; Łaska, Biel Zasady, Prawe ramię

Necach – WIECZNOŚĆ; Proroctwo, Prawa noga

Bina – Stwórca – INTELEKT, Pałac, Łono

Gewura – MOC, Din (Sąd), Biel, Zasady, Czerwień, Lewe ramię

Hod – WSPANIAŁOŚĆ; Proroctwo, Lewa noga

Tiferet – PIĘKNO; Rachamim (Współczucie) Błogosławiony i Święty, Raj, Słońce, Zieleń, Harmonia, Król

Jesod – PODSTAWA; Cadyk (Sprawiedliwy), Przymierze

Szechina – OBECNOŚĆ BOŻA, Malachut (Królestwo), Wspólnota Izraela, Ziemia, Księżyc, Królowa, Jabłoniowy sad, Tęcza.

Filozofia życia według chasyda

Filozofia życia według chasyda

Chasidim, znaczy pobożny. Przywódcami chasydów byli cadycy – „sprawiedliwi”. Byli oni pośrednikami między ludźmi i Bogiem, przewodnikami duchownymi.

Chasydyzm rodzi się na Podolu, mniej więcej w tym samym czasie co frankizm. Jest reakcją na zawieruchę historyczną i sytuację Żydów w Polsce i innych krajach.

Twórcą ideologii chasydzkiej był Izrael Ben Elizel z Międzyborza, a właściwie Baal Szem Tow – „pan dobrego imienia”. Był pierwszym mędrcem, który nauczał jak żyć, zasłynął, jako uzdrowiciel. Baal Szem Tow uważał, że „nie tyle wiedza religijna, co modlitwa, oraz najprostsze czynności zbliżają ludzi do Boga”. Bal Szem Tow nie pozostawia po sobie żadnych dzieł, jego słowa spisują – następca, Dow Ber z Międzyrzecza oraz i pomocnik – Józef z Płonnego.

Pojawia się postać Nachmana z Bracławia, jego filozofia głosi, że :

- błędem nie jest podejmowanie próby naprawy siebie i swoich nawyków, ale trwanie w nich

- złe przyzwyczajenia można przełamać ciężką pracą

- trzeba pozwolić sobie na bycie niedoskonałym

- jeżeli rzeczy, które wydają się głupie, mogą doprowadzić Cię do Boga – nie należy się ich bać!

Etapy historii polskich chasydów :

  1. Działalność Baal Szem Towa
  2. Rozprzestrzenianie się jego nauk. Dow Ber, wędrowny kaznodzieja, chodząc od miasta do miasta przekazywał filozofię Bal Szem Towa. Docierała ona do ludzi, ponieważ cechowała się prostotą, dostępnością dla zwykłych ludzi.
  3. Chasydyzm staje się ruchem rozpowszechnionym w Polsce. Wcześniejsze pretensje przedstawicieli judaizmu rabinicznego zostały odwołane, gdy uznano, że chasydzi nie łamią praw judaizmu.
  4. Okres dynastyczny – cadykiem zostaje się dziedzicznie. Chasydyzm rozpada się na grupy, które skupiają się wokół danego cadyka. Rozpoczyna się rywalizacja między dynastiami chasydzkimi.

Berek Joselewicz a zrywy narodowe


Żydów do Polski przybywało coraz więcej, budowali synagogi, mykwy, prowadzili własne sklepy, mieli gminy żydowskie, samorządy, słowem – żyli. W 1791, w dwa lata po ogłoszeniu Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela, prawo do swobodnego życia i funkcjonowania otrzymali również Żydzi. Później zaczął się okres panowania Napoleona i ich prawa do swobodnego osiedlania się, zostały ograniczone.

Nastąpił okres zrywów narodowych, w których brali udział również Żydzi. Najbardziej znanym walczącym w obronie Polski bohaterem-Żydem, był Berek Joselewicz, który zginął z bitwie pod Kockiem.

Żydzi wcześniej nie byli dopuszczani do armii, ponieważ fanatycy twierdzili, że powołanie ich do służby narazi kraj na szwank, a zamiast pomagać – będą szkodzić. Panowało bowiem przekonanie, że istnieje jakiś żydowski spisek; antysemici wystawiali swój klasyczny repertuar – mówili, że Żydzi nienawidzą chrześcijan, ciąży na nich grzech ludobójstwa katolików. Nastroje antysemickie podsycane były przez konserwatywną elitę Królestwa Kongresowego np. przez Staszica, który głosił, że Żydzi są przyczyną wszelkich nieszczęść narodu polskiego, przeklętą sektą. Utrwalił się wizerunek Żyda złego, złośliwego, pazernego, podstępnego. Utożsamiano Żydów z wszelkim diabelstwem, mówiono o groźbie juedizacji Polski, nawoływano – „trzeba ich wyrzucić! Naród polski jako wielce cnotliwy nie może przebywać z wszelkimi kłamcami”. Wkrótce krąg tej grupy stał się miejscem wykluwania się postaw antysemickich. Kościół nawoływał do miłosierdzia, ale nastrajał antysemicko. Joselewicz występował przeciwko takim głosom – twierdził, że Polska jest jego ojczyzną, i ma prawo walczyć w jej obronie. Był Polskim bohaterem, który do końca walczył o prawo do swojej małej ojczyzny, o akceptację i przekonania. Jego historia pokazuje, jak trudno znieść utrwalone stereotypy i ludzi, którzy nienawidzą bez powodu.


informacje o Berku Joselewiczu na podstawie wykładu Marii Janion, wygłoszonego na obchodach rocznicy "Marca 1968".

Partie Polityczne XIX i XX wieku

W dziewiętnastym i dwudziestym wieku powstają żydowskie polityczne organizacje. W 1897 roku w Wilnie, powstał Bund. Była to partia robotników żydowskich, który „przywrócił godność osobistą Żydom pozbawionych w imperium carskim wszelkich praw” – mówi Marek Edelman. Zlikwidowany przez bolszewików, pozostał i rozwijał się w Polsce. W Polsce głównymi ludźmi Bundu byli Henryk Erlich i Wiktor Alter.

„Bundowcy uważali, że Polska to ich kraj; bili się o Polskę socjalistyczną, sprawiedliwą, w której każda narodowość miałaby kulturalną autonomię, w której prawa mniejszości byłyby zagwarantowane.”

W marcu 1936 r. Bund razem z PPS wezwał do strajku przeciwko faszyzmowi .

Dziesiątki tysięcy ludzi przedefilowało ulicami miasta, sklepy były zamknięte, strajkowały nawet szkoły, imponująca manifestacja przeciwko faszyzmowi”.

Bund był partią robotników żydowskich żyjących na terenach między Wisłą a Donem, gdzie mówiło się, marzyło i śpiewało w jidisz. Był partią polityczną, niepokoju moralnego. Bundowscy nie czekali na Mesjasza, ani nie zamierzali wyjeżdżać do Palestyny, Bund tworzył swoistego rodzaju żydowską rodzinę, był najsilniejszą żydowską partią w Polsce.

W 1916 założono Agudas Isroel „Związek Izraela”, który za główne zadanie postawił sobie ochronę żydowskiego dziedzictwa kulturowego, a przede wszystkim religijnego przed reformatorami. Dążyli do powrócenia „do korzeni” tj. do okresu sprzed haskali, chasydyzmu, judaizmu reformowalnego.

W 1917r. utworzono Żydowską Partię Ludową, która po części rozwinęła założenia haskali – chciała żyć i tworzyć w Polsce, jednakże zachowując swoją religię.

Ruch syjonistyczny – należał do niego m.in. Dawid Ben Gurion, pierwszy premier Izraela. Ruch ten głosił ideę, jakoby Żydzi, aby spokojnie żyć, musieli wyemigrować do Palestyny. Haszomer Hacair bądź Hechaluc były instytucjami przygotowującymi „przyszłe życie w Palestynie”. Głosili, że tylko Żydowskie państwo i odizolowanie się od świata, przyniesie Żydom szczęście.

1939-1945


W przeddzień drugiej wojny światowej w Warszawie żyło ponad 360 000 Żydów, jedna trzecia jej mieszkańców. Żydzi byli dyskryminowani w dostępie do zatrudnienia i do uniwersytetów, ich sklepy były bojkotowane. Mówiło się, że gdyby milion, spośród trzech i pół miliona żyjących w Polsce Żydów opuściło kraj – nastałby dobrobyt.


REFERAT LEGALIZACYJNY RADY POMOCY ŻYDOM Ferdynand Arczyński („Marek”)

Przebywanie Żydów na terenie tzw. Aryjskim możliwe było tylko pod warunkiem, że będą uchodzić za nie-Żydów. Toteż jednym z naczelnych zadań – obok pomocy finansowej – było zaopatrywanie Żydów w potrzebne dokumenty. Rada dostarczała dokumentów legalizacyjnych wszystkim Żydom, którzy poprzez odnośne organizacje zgłaszali się po nie, nie pobierając za to żadnych opłat.

We wrześniu w Polsce jest ponad 3,5 miliona Żydów. Od 1 grudnia 1939 roku wszyscy powyżej 10 roku życia zmuszeni są nosić opaski z gwiazdą Dawida.

Później ustanawiane są Judenraty, administracyjne rady żydowskie.

„Kiedy w listopadzie 1940 roku utworzono getto, rozwija się tam, a właściwie kontynuowana jest podziemna działalność żydowskich partii, związków zawodowych i organizacji społecznych. Wielka Akcja likwidacji getta warszawskiego rozpoczyna się 22.07.1942r. w wigilię Tiszabe-Aw, w dzień żałoby po zburzeniu Świątyni. Ludność getta spędzana jest na Umschlagplatz, stamtąd późnym popołudniem odchodzą pociągi do Treblinki, gdzie Żydzi natychmiast kierowani są do komów gazowych. Wielka Akcja ściśle kończy się 6 września 1942 r. Tego dnia wszyscy pozostali w getcie Żydzi otrzymują nakaz opuszczenia swych mieszkań i stawienia się na ulicach w pobliżu Umschlagplatzu, na selekcję końcową. Niemcy zezwalają ok. 35 000 ludzi pozostać w getcie, następnym 25 000 się ukryć. Wielka Akcja umacnia podziemne partie polityczne getta w zamiarze przejścia do zbrojnego oporu. Problemem jest zdobycie broni. AK nie wierzy w akcję zbrojną, zwłaszcza ze strony Żydów.

Jesienią 1942 r. istnieje już i działa ŻOB, sprawuje władzę w getcie.(…) 8 stycznia 1943 rok, gdy Niemcy próbują wkroczyć do getta zostają odparci. 19 kwietnia sytuacja się powtarza – powstańcy stawiają opór, wybucha powstanie w getcie warszawskim –PIERWSZT ZBROJNY ZRYW W OKUPOWANEJ EUROPIE. (…) Klęska po bohaterskiej obronie getta.” – wspomina M.Edelman w „Strażniku”.

Powstaniem kierowali – z ŻOBu (Żydowskiej Organizacji Bojowej) – komendant Mordechaj Anielewicz i Marek Edelman.

Mordechaj Anielewicz popełnił samobójstwo wraz z innymi powstańcami, 8 maja 1943 roku, w bunkrze, przy ulicy miłej.

Janusz Korczak - Henryk Goldszmit (1878-1942). Nauczyciel, lekarz, autor wielu publikacji dla dzieci m.in. „Króla Maciusia”; dyrektor żydowskiego Domu Sierot i Naszego Domu dla dzieci polskicg. 6 sierpnia 1942r. wraz ze swoimi dziećmi wywieziony z Umschlaglplatzu do Treblinki.

Emanuel Rigelblum (1900-1944), ukrył archiwizowane przez siebie dokumenty dotyczące warszawskiego getta.

„Nie sposób określić liczby Żydów ukrywających się latem 1944 roku w Warszawie. Nie można udzielić odpowiedzi, ile z nich wzięło udział w powstaniu (warszawskim).Ukrywali się. (…)

Ponad 400 Żydów więzionych było w obozie koncentracyjnym przy ulicy Gęsiej 24, tzw. „Gęsiówce”. (…)

3 sierpnia Icchak Cukierman, komendant ŻOB-u zaapelował do Żydów, aby przystąpili do Powstania. „Nie mówiliśmy do kogo konkretnie mają się przyłączyć. My postanowiliśmy przyłączyć się do AL. Nie mogłem jednak decydować za innych”. Bojownicy ŻOB walczyli na Starówce w ramach Żydowskiego oddziału. (…) Żydzi zatajali swe pochodzenie. Budziło to w nich wielki żal, gdyż ciężko, nadzwyczaj ciężko iść do walki pod obcym, nikomu nie znanym imieniem, gdy śmierć była zwykłym, codziennym wydarzeniem. W jej obliczu człowiek bez imienia często pragnie je posiadać. Nie chce odejść ze świata nieznany nikomu”.

5 sierpnia 1944 r. żołnierze batalionu „Zośka” uwolnili ok. 350 więźniów „Gęsiówki”. Byli to Żydzi polscy, greccy, węgierscy, niemieccy, francuscy. Belgijscy, holenderscy. Tuż po uwolnieniu wielu zgłosiło chęć do udziału w powstaniu. (…)

Powstanie upadło.

W 1945 roku wojna się skończyła.





*

wywiad z Kazikiem Ratajzerem - Simcha Rotem o Powstaniu w Getcie

http://www.polityka.pl/o-kaziku-ktory-wrocil-do-piekla/Text01,1139,251823,18/




BIBLIOGRAFIA:

fragmenty wypowiedzi Marka Edelmana pochodzą z książki : "Strażnik".

Informacje zaczerpnięte z relacji M.Edelmana, zamieszczonych w wyżej wymienionej książce.